22.04.2024, 15:55 ✶
Słuchał jej z uwagą, z zastanowieniem i zaskoczeniem niejednokrotnie.
– Nie no... nie wiem czy tak się mówi, ale tak sobie myślę, że wtedy na zewnątrz to nie jesteś prawdziwy Ty skoro tak kłamiesz. Ja też czasem nie chcę czegoś powiedzieć, albo nie mogę i zawsze czuje się jakoś tak... nie wiem, sam fakt, że nie mówię o rzeczach tak jak myśle... to nie powinno tak być, nie wiem... – mruczał trochę do niej, a trochę pod nosem, próbując jakoś sobie to wszystko poukładać.
Wspominanie rodziców zawsze było bolesne, nic na to nie poradził. Byli dla niego wzorem, jedynym wzorem, miarą do której przykładał wszystko pozostałe. Ojciec porzucił cały świat dla matki, z resztą... dziadek zrobił podobnie i o nim akurat mógł mówić, więc powiedział:
– Nigdy nie poznałem mojego dziadka wiesz, w sumie to obu dziadków, ale o tym drugim to w ogóle już nic nie wiem. Ale chodzi mi o to, że moja babka nie była stąd, nie była z Anglii, tylko gdzieś... z Ameryki? Nie wiem, w każdym razie... ona miał klątwę maledictusa, nie wiem czy kiedyś o niej słyszałaś w każdym razie, to było tak, że prędzej czy później wiedziała, że zamieni się w ptaka. Rajskiego ptaka, moja mama mówiła mi że jej pióra lśniły jak soczyste mango, a śpiew zapadał w głowę bardziej niż trele świergotnika. Kiedy przyszedł czas i stała się ptakiem, dziadek po prostu wyjechał do jej naturalnego habitatu, sam też zmienił się w ptaka i tak... no... Tak żyli. Kochał ją tak bardzo, że zrezygnował z bycia człowiekiem, z pisania książek, z kariery badawczej, tylko po to, żeby móc być przy niej. Mój ojciec zrobił tak samo dawno, dawno temu, ja... – zawisł nad moment nad jabłkami z nożem w ręku, kręciło mu się w głowie od nieprzespanej nocy, nalewki i emocji, które odśrodkowo rozsadzały mu serce:
– ... po czym można poznać, że się kogoś kocha jak nie po tym właśnie? Mówisz, że Twoi rodzice normalnie zachowują się jak zwykli ludzie, może oni się nie kochają? Może to ja mam rację, a par które łączy prawdziwa miłość jest po prostu tak mało? – teoretyzował dalej odchylając się na krześle, wznosząc oczy w sufit tak by powstrzymać łzy. Choć w sumie czemu płakał? Może po prostu tęsknił za byciem kochanym? Może sam chciałby kochać? – Czy można coś czuć i nie wiedzieć co to jest? Ja ... ja cały czas tyle czuje, męczy mnie to, że nie wiem o co mi chodzi.. – przyznał.
– Nie no... nie wiem czy tak się mówi, ale tak sobie myślę, że wtedy na zewnątrz to nie jesteś prawdziwy Ty skoro tak kłamiesz. Ja też czasem nie chcę czegoś powiedzieć, albo nie mogę i zawsze czuje się jakoś tak... nie wiem, sam fakt, że nie mówię o rzeczach tak jak myśle... to nie powinno tak być, nie wiem... – mruczał trochę do niej, a trochę pod nosem, próbując jakoś sobie to wszystko poukładać.
Wspominanie rodziców zawsze było bolesne, nic na to nie poradził. Byli dla niego wzorem, jedynym wzorem, miarą do której przykładał wszystko pozostałe. Ojciec porzucił cały świat dla matki, z resztą... dziadek zrobił podobnie i o nim akurat mógł mówić, więc powiedział:
– Nigdy nie poznałem mojego dziadka wiesz, w sumie to obu dziadków, ale o tym drugim to w ogóle już nic nie wiem. Ale chodzi mi o to, że moja babka nie była stąd, nie była z Anglii, tylko gdzieś... z Ameryki? Nie wiem, w każdym razie... ona miał klątwę maledictusa, nie wiem czy kiedyś o niej słyszałaś w każdym razie, to było tak, że prędzej czy później wiedziała, że zamieni się w ptaka. Rajskiego ptaka, moja mama mówiła mi że jej pióra lśniły jak soczyste mango, a śpiew zapadał w głowę bardziej niż trele świergotnika. Kiedy przyszedł czas i stała się ptakiem, dziadek po prostu wyjechał do jej naturalnego habitatu, sam też zmienił się w ptaka i tak... no... Tak żyli. Kochał ją tak bardzo, że zrezygnował z bycia człowiekiem, z pisania książek, z kariery badawczej, tylko po to, żeby móc być przy niej. Mój ojciec zrobił tak samo dawno, dawno temu, ja... – zawisł nad moment nad jabłkami z nożem w ręku, kręciło mu się w głowie od nieprzespanej nocy, nalewki i emocji, które odśrodkowo rozsadzały mu serce:
– ... po czym można poznać, że się kogoś kocha jak nie po tym właśnie? Mówisz, że Twoi rodzice normalnie zachowują się jak zwykli ludzie, może oni się nie kochają? Może to ja mam rację, a par które łączy prawdziwa miłość jest po prostu tak mało? – teoretyzował dalej odchylając się na krześle, wznosząc oczy w sufit tak by powstrzymać łzy. Choć w sumie czemu płakał? Może po prostu tęsknił za byciem kochanym? Może sam chciałby kochać? – Czy można coś czuć i nie wiedzieć co to jest? Ja ... ja cały czas tyle czuje, męczy mnie to, że nie wiem o co mi chodzi.. – przyznał.