23.04.2024, 21:43 ✶
Tak naprawdę to Nora Figg była tu intruzem. Flynn nie poinformował nikogo, że autorka wczorajszego tortu miała ich odwiedzić i wcale nie zdziwiłby się, gdyby przykuła uwagę jego rodzeństwa. Skoro jednak żadne z nich nie poderwało się z miejsca, żeby odprowadzić ją do wyjścia, to najpewniej... zobaczyli, że idzie do namiotu, w którym użalała się nad sobą właśnie czarna owca rodziny i uznali trafienie na niego za najwyższy wymiar kary za pchanie się gdzieś, gdzie nikt jej nie chciał. Opcjonalnie - zapytali ją o to, ale nie usłyszał jej głosu. Po prostu w pewnym momencie usłyszał, jak ktoś wchodzi do środka, zadarł głowę i zobaczył ją - szczyptę brokatu na mapie płonącej, niespokojnej Anglii.
Generalnie to miał zasadę nie wtrącać się w życie takich ludzi. On wiódł swoje, smutne i pozbawione koloru, na uboczu rzeczywistości znanej tym podążającym ścieżką prawa. Oni nawet kiedy zachowywali się pokracznie, trudzili się codziennością, ale w przeciwieństwie do niego rośli - cały był w tym urok egzystencji, żeby podejmować się kolejnych wyzwań, zmieniać się, nabierać nowych kształtów...
Może Figg po prostu miała pecha, że wszechświat tak łatwo wrzucił ją w jego objęcia? Nie miała prawa wiedzieć, jak koszmarne kłopoty przynosiła ze sobą tak czarna czupryna, niezależnie od tego jak głupkowate i wesołe pseudonimy próbowała mu nadać.
- Ale ty ślicznie w tym wyglądasz - powiedział, leżąc jeszcze na deskach sceny, ale już w takim półsiadzie - podpierał się łokciami, żeby znajdować się w górze. Odziany w obcisły strój, z gołymi nogami i brzuchem, wyglądał jeszcze na kogoś ciekawszego niż na tego irytującego gościa regularnie zgarniającego ciosy ścierką. Znając jego absurdalne szczęście do znajomych gdyby Nora wiedziała o tym jak często nią obrywał, pewno by się za nim wstawiła, ale to przecież trzeba było jego rodzinie wybaczyć - ileż to on razy wyprowadził ich z równowagi, to pamiętały tylko namioty i wozy Fantasmagorii. I ona też miała się o tym odrobinkę przekonać...
Wstał. Oczywiście popisywał się przy tym - wstał szybkim ruchem, bez wspomagania się rękoma, napinając wyrzeźbione mięśnie. Zbliżył się do niej, nie gubiąc szerokiego uśmiechu.
- Powiedz, że masz lęk wysokości. To będzie milion razy lepsze jeżeli masz lęk wysokości.
Skoro nie było tu innych akrobatów i nie mogła podziwiać ich na widowni, to ONA mogła stać się przecież częścią przedstawienia... Jasne, nie mógł podrzucić jej jak Layli, ale wcale nie musiał tego robić - dobrze wiedział, jak niewiele nad ziemią musieliby zahuśtać się na kole lub chuście, żeby Figg poczuła, jak wysiada jej serce.
Odłożył te jej dary na podłogę i od razu złapał ją za rękę, żeby pociągnąć w kierunku podestu, ale wtedy...
Usłyszał odchrząknięcie i odwrócił spojrzenie w kierunku Alexandra.
- Mam was sobie przedstawić, zanim wciągnę ją na trapez?
Generalnie to miał zasadę nie wtrącać się w życie takich ludzi. On wiódł swoje, smutne i pozbawione koloru, na uboczu rzeczywistości znanej tym podążającym ścieżką prawa. Oni nawet kiedy zachowywali się pokracznie, trudzili się codziennością, ale w przeciwieństwie do niego rośli - cały był w tym urok egzystencji, żeby podejmować się kolejnych wyzwań, zmieniać się, nabierać nowych kształtów...
Może Figg po prostu miała pecha, że wszechświat tak łatwo wrzucił ją w jego objęcia? Nie miała prawa wiedzieć, jak koszmarne kłopoty przynosiła ze sobą tak czarna czupryna, niezależnie od tego jak głupkowate i wesołe pseudonimy próbowała mu nadać.
- Ale ty ślicznie w tym wyglądasz - powiedział, leżąc jeszcze na deskach sceny, ale już w takim półsiadzie - podpierał się łokciami, żeby znajdować się w górze. Odziany w obcisły strój, z gołymi nogami i brzuchem, wyglądał jeszcze na kogoś ciekawszego niż na tego irytującego gościa regularnie zgarniającego ciosy ścierką. Znając jego absurdalne szczęście do znajomych gdyby Nora wiedziała o tym jak często nią obrywał, pewno by się za nim wstawiła, ale to przecież trzeba było jego rodzinie wybaczyć - ileż to on razy wyprowadził ich z równowagi, to pamiętały tylko namioty i wozy Fantasmagorii. I ona też miała się o tym odrobinkę przekonać...
Wstał. Oczywiście popisywał się przy tym - wstał szybkim ruchem, bez wspomagania się rękoma, napinając wyrzeźbione mięśnie. Zbliżył się do niej, nie gubiąc szerokiego uśmiechu.
- Powiedz, że masz lęk wysokości. To będzie milion razy lepsze jeżeli masz lęk wysokości.
Skoro nie było tu innych akrobatów i nie mogła podziwiać ich na widowni, to ONA mogła stać się przecież częścią przedstawienia... Jasne, nie mógł podrzucić jej jak Layli, ale wcale nie musiał tego robić - dobrze wiedział, jak niewiele nad ziemią musieliby zahuśtać się na kole lub chuście, żeby Figg poczuła, jak wysiada jej serce.
Odłożył te jej dary na podłogę i od razu złapał ją za rękę, żeby pociągnąć w kierunku podestu, ale wtedy...
Usłyszał odchrząknięcie i odwrócił spojrzenie w kierunku Alexandra.
- Mam was sobie przedstawić, zanim wciągnę ją na trapez?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.