22.04.2024, 16:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2024, 16:52 przez Brenna Longbottom.)
@Peppa Potter @Penny Weasley (ostatni akapit, pytałam Uru na priv, czy mogę uznać, że zaczepiły tę mugolkę gdzieś obok)
Rzeczywiście, Brenna komunikowała się szeptem. Głównie ze względu na mugoli, ale wiedząc, że Peppa i Penny są tuż za nią, pewnie szeptałaby tym bardziej - Basiliusa jednak znała od lat, a młodym dziewczynom, w tym jednej widzianej pierwszy raz w życiu, nie wspominasz, że "hej, moim zdaniem popełniono tu okrutne morderstwo, ale rośliny zjadły ciało jego ofiary, i wykopali mnie do Carlise pewnie dlatego, że uważają mnie w związku z tym za wariatkę". Nawet wobec Prewetta krążyła trochę wokół tematu - powiedziałaby wszystko bez wahania Erikowi, Patrickowi czy choćby Victorii, ale tu była trochę inna sytuacja.
- Trop znikał po prostu. Był coraz słabszy. Właściwie dwa tropy. Jak pobiegłam za jednym tak jakby... znalazłam czaszkę, na wpół zakopaną, a kiedy wróciłam tam parę minut później, był już tylko mech - wyznała cicho.
Słowa o nienawiści trochę ją zdziwiły, ale nie miała za bardzo podstaw, by wpisywać je w ogół sytuacji. Ona sama raczej zaczynała ludzi w Windermere lubić bardziej niż wcześniej i nie zauważała w tym zupełnie nic dziwnego. Podsumowała więc to wyznanie Basilusa tylko krótkim "hm", przez moment zastanawiając się, czy kogoś ostatnio znienawidziła w ośrodku, ale nic nie przychodziło jej do głowy.
Wiele mówiło, że nawet nie wydało się jej dziwne, że Prewett mówił o kłóceniu się z niedźwiedziem. Wpisywało się to po prostu w ogólną „dziwność” Windermere.
Spontaniczne wizje - odkąd Brenna nauczyła się kontrolować widmowidzenie - przychodziły rzadko. Tym razem nie było żadnego kręgu, żadnych świec, nie było nawet woli, bo sama z siebie nie wpadłaby na to, że tu, na rynku Carlise, mogło dojść do czegoś, co powinna zobaczyć. I chociaż widywała w dymie najpaskudniejsze rzeczy i przestępstwa, także równie złe jak ta, młoda, pobita dziewczyna, czekająca na śmierć na stosie, to Brenna nie była na tę wizję gotowa. Przez kilka sekund kucała po prostu przy stosie, zapatrzona w przestrzeń niewidzącymi oczyma, a potem zaryła kolanami o bruk.
Było jej niedobrze.
Zacisnęła palce na bransoletce, mocno, aż do bólu. Sama w sobie śmierć wiedźmy - nie - wiedźmy sprzed lat nie wydawała się mieć znaczenia wobec obecnych wydarzeń. Ale. Dlaczego? Dlaczego to zobaczyła? Dlaczego przedmiot pokazał jej coś takiego – czy mógł być aż tak stary i trafić teraz na ten stos? Czy może chodziło o miejsce, o wydarzenie tak mocne, że odcisnęło tutaj swoje piętno albo że każdy kolejny stos jakoś łączył się z tym pierwszym, tylko...
...dlaczego zobaczyła to teraz?
- Nie miała garbatego nosa - mruknęła Brenna bardzo, bardzo cicho, do siebie, nie do Basiliusa raczej, na pewno nie do dziewcząt, a potem podniosła się, powoli, nie chcąc stracić równowagi. Wciąż trzymając bransoletkę w dłoni. Kolejne słowa powiedziała już trochę głośniej. - Przepraszam, zamyśliłam się tylko, się nie modlę i nie będę mdlała. Widziałeś wcześniej... te wszystkie figurki? - zapytała w końcu ostrożnie. Nie chwaliła się widmowidzeniem na prawo i lewo, o tym wiedział Zakon, paru brygadzistów i paru aurorów, którym pomagała w sprawach. Poza tym gdyby powiedziała Basiliusowi, że och, właśnie miałam wizję, to już na pewno uznałby że oszalała. Myślała więc gorączkowo, a te myśli plątały się, biegały po głowie, podskakiwały szaleńczo w umyśle.
Nie była historykiem magii, ale pamiętała coś o jakichś ucieczkach ze stosu.
Ta dziewczyna wyglądała, jakby nie miała jak uciekać i była poważnie pobita.
Nie mogła być więc wyszkoloną wiedźmą – wyszkolona wiedźma pewnie zdołałaby uciec. Albo przypadkiem złapana mugolka, albo wiedźma, ale nigdy niewyszkolona. Ale jeżeli miała być ostatnią wiedźmą z puszczy Inglewood (czy to nie była nazwa z legend arturiańskich? Nie przypominała sobie, by ktoś tak nazywał ten las), może tam były inne czarownice, może ta ścieżka, którą Brenna nie poszła wczoraj, skręcając zamiast tego za zapachem ciała, dokądś wiodła, może sekret tkwił w lesie... Biskup, pieprzony fanatyk (był w wizji świetlisty: ale to nie naprowadziło Brenny na trop w rodzaju "pewnie był magiem", raczej zwalała to na szaty, na widok mugolskiego kapłana ktoś taki jak ona na pewno nie miał w głowie myśli o tym, że ten mógłby władać magią), coś tam zrobił? A może to jednak była tylko przypadkowa, bardzo dziwna wizja, nie mająca niczego wspólnego z tym, co działo się tutaj obecnie? Przywiązywała do niej za dużą wagę, bo widmowidzenie zadziałało samo z siebie?
A może ta sprawa wiedźm z Inglewood interesowała Bagshota?
Czy raczej sprawa biskupa, ale że to on mógł interesować historyka, Brenna w tej chwili nie miała pojęcia…
– Mówię o wiedźmie i biskupie. Nawiązują do prawdziwych wydarzeń. Do wiedźmy, którą podobno biskup spalił tutaj na stosie… ostatniej wiedźmy z Inglewood. To pewnie z jakiejś opowieści arturiańskiej czy coś, skoro tyle tutaj Pań Jeziora i rycerzy okrągłego stołu, ale zupełnie nie pamiętam tego z lekcji historii – podjęła, jakby mówiła o legendzie, którą usłyszała gdzieś w kempingu, chociaż nie znała żadnej legendy, widziała tylko przerażoną twarz Triony, a zdławiony głos mówił do niej sprzed wieków. Pani Jeziora, kupiona chwilę temu na jednym ze straganów, prawie paliła ją w kieszeń. – Może się im przyjrzę albo poszukam jakiegoś przewodnika czy coś. Wątpię, żeby zdołali spalić prawdziwą wiedźmę, to pewnie była jakaś przypadkowa biedaczka, ale może Bagshota interesowała historia wiedźm i biskupa.
Tak naprawdę to myślała raczej, że jeśli były tu inne wiedźmy – prawdziwe wiedźmy – to może zostało po nich coś, co w jakiś sposób wiązało się z pojawieniem nieumarłych i przede wszystkim z tym, że ciało, które znalazła, w ciągu dwudziestu minut zarósł mech.
Rozejrzała się za Penelopą Potter (tę kojarzyła głównie jako krewną gdzieś od strony matki) i jej towarzyszką, a potem powoli ruszyła w ich stronę, kiedy rozmawiały z jakąś kobietą i pokazywały jej zdjęcie Owena. Zatrzymała się parę kroków od nich, by przypadkiem pracownicy nie przytłoczyć nagłym pojawieniem się całego tłumu nad jej głową. O biskupie, czarownicy, Inglewood i "legendzie" chwilowo jeszcze nie wspominała, w związku z tym, że tuż obok była mugolka, zaczepiona przez dziewczyny.
Rzeczywiście, Brenna komunikowała się szeptem. Głównie ze względu na mugoli, ale wiedząc, że Peppa i Penny są tuż za nią, pewnie szeptałaby tym bardziej - Basiliusa jednak znała od lat, a młodym dziewczynom, w tym jednej widzianej pierwszy raz w życiu, nie wspominasz, że "hej, moim zdaniem popełniono tu okrutne morderstwo, ale rośliny zjadły ciało jego ofiary, i wykopali mnie do Carlise pewnie dlatego, że uważają mnie w związku z tym za wariatkę". Nawet wobec Prewetta krążyła trochę wokół tematu - powiedziałaby wszystko bez wahania Erikowi, Patrickowi czy choćby Victorii, ale tu była trochę inna sytuacja.
- Trop znikał po prostu. Był coraz słabszy. Właściwie dwa tropy. Jak pobiegłam za jednym tak jakby... znalazłam czaszkę, na wpół zakopaną, a kiedy wróciłam tam parę minut później, był już tylko mech - wyznała cicho.
Słowa o nienawiści trochę ją zdziwiły, ale nie miała za bardzo podstaw, by wpisywać je w ogół sytuacji. Ona sama raczej zaczynała ludzi w Windermere lubić bardziej niż wcześniej i nie zauważała w tym zupełnie nic dziwnego. Podsumowała więc to wyznanie Basilusa tylko krótkim "hm", przez moment zastanawiając się, czy kogoś ostatnio znienawidziła w ośrodku, ale nic nie przychodziło jej do głowy.
Wiele mówiło, że nawet nie wydało się jej dziwne, że Prewett mówił o kłóceniu się z niedźwiedziem. Wpisywało się to po prostu w ogólną „dziwność” Windermere.
Spontaniczne wizje - odkąd Brenna nauczyła się kontrolować widmowidzenie - przychodziły rzadko. Tym razem nie było żadnego kręgu, żadnych świec, nie było nawet woli, bo sama z siebie nie wpadłaby na to, że tu, na rynku Carlise, mogło dojść do czegoś, co powinna zobaczyć. I chociaż widywała w dymie najpaskudniejsze rzeczy i przestępstwa, także równie złe jak ta, młoda, pobita dziewczyna, czekająca na śmierć na stosie, to Brenna nie była na tę wizję gotowa. Przez kilka sekund kucała po prostu przy stosie, zapatrzona w przestrzeń niewidzącymi oczyma, a potem zaryła kolanami o bruk.
Było jej niedobrze.
Zacisnęła palce na bransoletce, mocno, aż do bólu. Sama w sobie śmierć wiedźmy - nie - wiedźmy sprzed lat nie wydawała się mieć znaczenia wobec obecnych wydarzeń. Ale. Dlaczego? Dlaczego to zobaczyła? Dlaczego przedmiot pokazał jej coś takiego – czy mógł być aż tak stary i trafić teraz na ten stos? Czy może chodziło o miejsce, o wydarzenie tak mocne, że odcisnęło tutaj swoje piętno albo że każdy kolejny stos jakoś łączył się z tym pierwszym, tylko...
...dlaczego zobaczyła to teraz?
- Nie miała garbatego nosa - mruknęła Brenna bardzo, bardzo cicho, do siebie, nie do Basiliusa raczej, na pewno nie do dziewcząt, a potem podniosła się, powoli, nie chcąc stracić równowagi. Wciąż trzymając bransoletkę w dłoni. Kolejne słowa powiedziała już trochę głośniej. - Przepraszam, zamyśliłam się tylko, się nie modlę i nie będę mdlała. Widziałeś wcześniej... te wszystkie figurki? - zapytała w końcu ostrożnie. Nie chwaliła się widmowidzeniem na prawo i lewo, o tym wiedział Zakon, paru brygadzistów i paru aurorów, którym pomagała w sprawach. Poza tym gdyby powiedziała Basiliusowi, że och, właśnie miałam wizję, to już na pewno uznałby że oszalała. Myślała więc gorączkowo, a te myśli plątały się, biegały po głowie, podskakiwały szaleńczo w umyśle.
Nie była historykiem magii, ale pamiętała coś o jakichś ucieczkach ze stosu.
Ta dziewczyna wyglądała, jakby nie miała jak uciekać i była poważnie pobita.
Nie mogła być więc wyszkoloną wiedźmą – wyszkolona wiedźma pewnie zdołałaby uciec. Albo przypadkiem złapana mugolka, albo wiedźma, ale nigdy niewyszkolona. Ale jeżeli miała być ostatnią wiedźmą z puszczy Inglewood (czy to nie była nazwa z legend arturiańskich? Nie przypominała sobie, by ktoś tak nazywał ten las), może tam były inne czarownice, może ta ścieżka, którą Brenna nie poszła wczoraj, skręcając zamiast tego za zapachem ciała, dokądś wiodła, może sekret tkwił w lesie... Biskup, pieprzony fanatyk (był w wizji świetlisty: ale to nie naprowadziło Brenny na trop w rodzaju "pewnie był magiem", raczej zwalała to na szaty, na widok mugolskiego kapłana ktoś taki jak ona na pewno nie miał w głowie myśli o tym, że ten mógłby władać magią), coś tam zrobił? A może to jednak była tylko przypadkowa, bardzo dziwna wizja, nie mająca niczego wspólnego z tym, co działo się tutaj obecnie? Przywiązywała do niej za dużą wagę, bo widmowidzenie zadziałało samo z siebie?
A może ta sprawa wiedźm z Inglewood interesowała Bagshota?
Czy raczej sprawa biskupa, ale że to on mógł interesować historyka, Brenna w tej chwili nie miała pojęcia…
– Mówię o wiedźmie i biskupie. Nawiązują do prawdziwych wydarzeń. Do wiedźmy, którą podobno biskup spalił tutaj na stosie… ostatniej wiedźmy z Inglewood. To pewnie z jakiejś opowieści arturiańskiej czy coś, skoro tyle tutaj Pań Jeziora i rycerzy okrągłego stołu, ale zupełnie nie pamiętam tego z lekcji historii – podjęła, jakby mówiła o legendzie, którą usłyszała gdzieś w kempingu, chociaż nie znała żadnej legendy, widziała tylko przerażoną twarz Triony, a zdławiony głos mówił do niej sprzed wieków. Pani Jeziora, kupiona chwilę temu na jednym ze straganów, prawie paliła ją w kieszeń. – Może się im przyjrzę albo poszukam jakiegoś przewodnika czy coś. Wątpię, żeby zdołali spalić prawdziwą wiedźmę, to pewnie była jakaś przypadkowa biedaczka, ale może Bagshota interesowała historia wiedźm i biskupa.
Tak naprawdę to myślała raczej, że jeśli były tu inne wiedźmy – prawdziwe wiedźmy – to może zostało po nich coś, co w jakiś sposób wiązało się z pojawieniem nieumarłych i przede wszystkim z tym, że ciało, które znalazła, w ciągu dwudziestu minut zarósł mech.
Rozejrzała się za Penelopą Potter (tę kojarzyła głównie jako krewną gdzieś od strony matki) i jej towarzyszką, a potem powoli ruszyła w ich stronę, kiedy rozmawiały z jakąś kobietą i pokazywały jej zdjęcie Owena. Zatrzymała się parę kroków od nich, by przypadkiem pracownicy nie przytłoczyć nagłym pojawieniem się całego tłumu nad jej głową. O biskupie, czarownicy, Inglewood i "legendzie" chwilowo jeszcze nie wspominała, w związku z tym, że tuż obok była mugolka, zaczepiona przez dziewczyny.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.