19.12.2022, 14:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2022, 14:07 przez Mackenzie Greengrass.)
- Wygląda gorzej niż jest – odparła Mackenzie. Nawet niemal zgodnie z prawdą, bo rozcięcie nastąpiło w paskudnym miejscu, ale samo w sobie nie było aż tak głębokie. A Green przywykła do różnych kontuzji czy to na miotle, czy podczas ćwiczeń na ziemi, nie traktowała więc tego jako problemu.
Westchnęła w głębi duszy, kiedy pojawiła się Marta. Mackenzie nie miała do tej pory okazji z nią rozmawiać, ale o niej słyszała. Niezbyt wiele: Jęcząca Marta była tylko jedną z wielu ciekawostek Hogwartu, a chociaż jej młody wiek w momencie śmierci mógł wzbudzać zaintrygowanie, to jednak Green zdawała się mniej interesującą od choćby Prawie Bezgłowego Nicka czy tajemniczej, Szarej Damy.
Usłyszała jednak dość, aby wiedzieć, jak łatwo Marta wpada w histerie. Teraz też, kiedy Heather nazwała ją żałosną, wyraz satysfakcji znikł z jej widmowej twarzy, jakby zamazany gąbką, zastąpiony czymś, co wyglądało na mieszankę wściekłości i urazy. W oczach, skrytych za grubymi szkłami okularów, zabłysły łzy.
- Sa-sa-ma jesteś żałosna!!! – zawyła Marta, to unosząc się, to opadając, jakby nie mogła się opanować. – I okropna! Równie okropna jak Olivia Horrrrnby! My-myślicie, że wolno tak innych obrażać!
– Sama zaczęłaś – wymruczała Mackenzie, wciąż pochylona nad umywalką. Zdawała się niewiele uwagi poświęcać Marcie oraz jej bez wątpienia rychłej histerii. Zdążyła zmyć krew i błoto z twarzy, a po chwili wahania ściągnęła też przez głowę wierzchnią szatę do quidditcha, pod którą znajdowała się zwykła koszulka i wyżęła ją z wody. Brudniejsza i tak nie będzie. Gdy wrzuciła ją chwilowo do umywalki, sięgnęła po sąsiedni kurek i przekonała się, że ten nie działał.
No naprawdę, magiczny zamek, w którym szwankuje hydraulika.
– Tę łazienkę jak nic budował jakiś Ślizgon – oświadczyła nagle, pochylając się nieco niżej, bo w pobliżu nie działającego kranu zauważyła bardzo nieduży malunek, przedstawiający węża. Nie był widoczny z daleka, trzeba było bardzo przyjrzeć się, aby go zauważyć. Mackenzie spodziewałaby się takich ozdób w podziemiach, tradycyjnie stanowiących terytorium Slytherinu, ale niekoniecznie w łazience na drugim piętrze. W dodatku w damskiej łazience. - Hej, byłaś Ślizgonką?
Może dlatego tkwiła tak uparcie w tej łazience. Podobał się jej wystrój.
- Ja! JA?! Musisz mnie tak obrażać?! - jęknęła Marta, po czym zalała się łzami.
W porządku, pomyślała Mackenzie. Puchonka jak nic.
Westchnęła w głębi duszy, kiedy pojawiła się Marta. Mackenzie nie miała do tej pory okazji z nią rozmawiać, ale o niej słyszała. Niezbyt wiele: Jęcząca Marta była tylko jedną z wielu ciekawostek Hogwartu, a chociaż jej młody wiek w momencie śmierci mógł wzbudzać zaintrygowanie, to jednak Green zdawała się mniej interesującą od choćby Prawie Bezgłowego Nicka czy tajemniczej, Szarej Damy.
Usłyszała jednak dość, aby wiedzieć, jak łatwo Marta wpada w histerie. Teraz też, kiedy Heather nazwała ją żałosną, wyraz satysfakcji znikł z jej widmowej twarzy, jakby zamazany gąbką, zastąpiony czymś, co wyglądało na mieszankę wściekłości i urazy. W oczach, skrytych za grubymi szkłami okularów, zabłysły łzy.
- Sa-sa-ma jesteś żałosna!!! – zawyła Marta, to unosząc się, to opadając, jakby nie mogła się opanować. – I okropna! Równie okropna jak Olivia Horrrrnby! My-myślicie, że wolno tak innych obrażać!
– Sama zaczęłaś – wymruczała Mackenzie, wciąż pochylona nad umywalką. Zdawała się niewiele uwagi poświęcać Marcie oraz jej bez wątpienia rychłej histerii. Zdążyła zmyć krew i błoto z twarzy, a po chwili wahania ściągnęła też przez głowę wierzchnią szatę do quidditcha, pod którą znajdowała się zwykła koszulka i wyżęła ją z wody. Brudniejsza i tak nie będzie. Gdy wrzuciła ją chwilowo do umywalki, sięgnęła po sąsiedni kurek i przekonała się, że ten nie działał.
No naprawdę, magiczny zamek, w którym szwankuje hydraulika.
– Tę łazienkę jak nic budował jakiś Ślizgon – oświadczyła nagle, pochylając się nieco niżej, bo w pobliżu nie działającego kranu zauważyła bardzo nieduży malunek, przedstawiający węża. Nie był widoczny z daleka, trzeba było bardzo przyjrzeć się, aby go zauważyć. Mackenzie spodziewałaby się takich ozdób w podziemiach, tradycyjnie stanowiących terytorium Slytherinu, ale niekoniecznie w łazience na drugim piętrze. W dodatku w damskiej łazience. - Hej, byłaś Ślizgonką?
Może dlatego tkwiła tak uparcie w tej łazience. Podobał się jej wystrój.
- Ja! JA?! Musisz mnie tak obrażać?! - jęknęła Marta, po czym zalała się łzami.
W porządku, pomyślała Mackenzie. Puchonka jak nic.