23.04.2024, 01:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2024, 01:17 przez Erik Longbottom.)
— Wokół mnie kręci się od grona kobiet — rzucił zapalczywie, bo akurat co do tego raczej nie było jakichś wielkich wątpliwości. Trzon siatki najbardziej zaufanych osób w jego życiu stanowiły w dużej mierze właśnie przedstawicielki płci pięknej. — Inna sprawa, że większość z nich należy do rodziny albo jest na tyle blisko niej, że równie dobrze mogłyby się do niej zaliczać.
Na szczęście reporterzy Proroka Codziennego mieli na tyle przyzwoitości, aby nie rozpytywać aż tak o jego znajomości. Ostatnie plotki dotyczyły w dużej mierze licytacji w Warowni Longbottomów i roli, jaką odegrał w niej Elliott. Na szczęście udało im się przedstawić ten ''wybryk'' z odpowiedniej perspektywy. Chociaż wszelkie lokale gastronomiczne w magicznym Londynie zapewne były przez dłuższy czas regularnie prześwietlane, aby sprawdzić, czy nie pojawiła się w nich rezerwacja na nazwisko Longbottom.
— ''Cały'' Perseusz Black? — Uniósł sugestywnie brew. — Czyli... Nie masz w sobie już żadnych niespodzianek? O wszystkim idzie przeczytać w gazetach? — Zacmokał z rozżaleniem. — A może trzeba po prostu sięgnąć odpowiednie głęboko, aby wykopać prawdziwy skarb?
Musiał przyznać, że poniekąd zazdrościł Blackowi nawet tej ułudy anonimowości. Może i musiał liczyć się z tym, że jego imię coraz częściej pada w paru magazynach, tak nie musiał wystrzegać się prasy i walczyć o chwile prywatności. I tak mogłem trafić gorzej, pomyślał Longbottom, starając się nie pogrążać w negatywnych myślach. Może była to zasługa pracy, a może nazwiska, ale miał środki ku temu, aby wymusić pewne ustępstwa. Nie musiał być marionetkę prasy, a zamiast tego mógł stać się twórcą własnego wizerunku. Nie był bierny, bo to nie media go stworzyły. Były tylko nośnikiem jego wizerunku.
— Ćwiczę. Intensywnie i regularnie — podkreślił, odwzajemniając uśmiech Perseusza. Może nie tylko przysmaki z klubokawiarni Nory były grzechu warte? — Miło z twojej strony, że pytasz... Ona... Na początku była trochę przerażona. Musiałem na siłę wyciągać ją na obchody Ostary, ale potem się przełamała. Chyba nie ma już aż takiej traumy po waszym hmm incydencie.
Poczuł obrzydzenie. Nie potrafił tego inaczej określić. Wiedział, że poglądy co poniektórych rodzin czystej krwi były w najlepszym razie tradycyjne, a w najgorszym po prostu okrutne. Ale to, co mówił Perseusz... Umieszczanie mugolaków w hierarchii tak nisko, że równie dobrze można było ich porównać do zwierząt... Czuł wściekłość na samą myśl o tym. Z drugiej jednak czuł nadzieję. Percy wyraźnie nie był taki jak jego krewniacy i ktoś ewidentnie pokazał mu, że świat nie był czarno-biały. A to był krok w dobrym kieru...
— Co? — rzucił głucho, zdecydowanie zbyt głośnym tonem.
A mógł siedzieć cicho. Może wtedy byliby bezpieczni, a zamiast tego coś wyskoczyło na nich z zarośli. Było ogromne i rozjuszone, bo nawet nie przyjrzało im się uważniej, a zamiast tego ruszyło prosto na nich, spychając ich z drogi. Nawet nie mieli szansy zareagować, bo siła uderzenia odepchnęła ich prosto w pobliskie drzewa, sprawiając, że na dłuższą chwilę ich zamroczyło. Stracili przytomność? Byli tak skołowani, że ciało nie nadążało za toczącymi się tuż obok wydarzeniami?
W każdym razie, gdy uchylili powieki, stwora już z nimi nie było, za to oni byli cali poobijani, a dookoła mogli zauważać ślady przypaleń. W powietrzu unosił się zapach spalenizny, a w ich kieszeniach... Nie było różdżek. Musiały potoczyć się gdzieś w odległe krzaki podczas ataku. A może potwór je rozbił na drzazgi? Tę tajemnicę miał rozwiać dopiero finał ich gry.
Na szczęście reporterzy Proroka Codziennego mieli na tyle przyzwoitości, aby nie rozpytywać aż tak o jego znajomości. Ostatnie plotki dotyczyły w dużej mierze licytacji w Warowni Longbottomów i roli, jaką odegrał w niej Elliott. Na szczęście udało im się przedstawić ten ''wybryk'' z odpowiedniej perspektywy. Chociaż wszelkie lokale gastronomiczne w magicznym Londynie zapewne były przez dłuższy czas regularnie prześwietlane, aby sprawdzić, czy nie pojawiła się w nich rezerwacja na nazwisko Longbottom.
— ''Cały'' Perseusz Black? — Uniósł sugestywnie brew. — Czyli... Nie masz w sobie już żadnych niespodzianek? O wszystkim idzie przeczytać w gazetach? — Zacmokał z rozżaleniem. — A może trzeba po prostu sięgnąć odpowiednie głęboko, aby wykopać prawdziwy skarb?
Musiał przyznać, że poniekąd zazdrościł Blackowi nawet tej ułudy anonimowości. Może i musiał liczyć się z tym, że jego imię coraz częściej pada w paru magazynach, tak nie musiał wystrzegać się prasy i walczyć o chwile prywatności. I tak mogłem trafić gorzej, pomyślał Longbottom, starając się nie pogrążać w negatywnych myślach. Może była to zasługa pracy, a może nazwiska, ale miał środki ku temu, aby wymusić pewne ustępstwa. Nie musiał być marionetkę prasy, a zamiast tego mógł stać się twórcą własnego wizerunku. Nie był bierny, bo to nie media go stworzyły. Były tylko nośnikiem jego wizerunku.
— Ćwiczę. Intensywnie i regularnie — podkreślił, odwzajemniając uśmiech Perseusza. Może nie tylko przysmaki z klubokawiarni Nory były grzechu warte? — Miło z twojej strony, że pytasz... Ona... Na początku była trochę przerażona. Musiałem na siłę wyciągać ją na obchody Ostary, ale potem się przełamała. Chyba nie ma już aż takiej traumy po waszym hmm incydencie.
Poczuł obrzydzenie. Nie potrafił tego inaczej określić. Wiedział, że poglądy co poniektórych rodzin czystej krwi były w najlepszym razie tradycyjne, a w najgorszym po prostu okrutne. Ale to, co mówił Perseusz... Umieszczanie mugolaków w hierarchii tak nisko, że równie dobrze można było ich porównać do zwierząt... Czuł wściekłość na samą myśl o tym. Z drugiej jednak czuł nadzieję. Percy wyraźnie nie był taki jak jego krewniacy i ktoś ewidentnie pokazał mu, że świat nie był czarno-biały. A to był krok w dobrym kieru...
— Co? — rzucił głucho, zdecydowanie zbyt głośnym tonem.
A mógł siedzieć cicho. Może wtedy byliby bezpieczni, a zamiast tego coś wyskoczyło na nich z zarośli. Było ogromne i rozjuszone, bo nawet nie przyjrzało im się uważniej, a zamiast tego ruszyło prosto na nich, spychając ich z drogi. Nawet nie mieli szansy zareagować, bo siła uderzenia odepchnęła ich prosto w pobliskie drzewa, sprawiając, że na dłuższą chwilę ich zamroczyło. Stracili przytomność? Byli tak skołowani, że ciało nie nadążało za toczącymi się tuż obok wydarzeniami?
W każdym razie, gdy uchylili powieki, stwora już z nimi nie było, za to oni byli cali poobijani, a dookoła mogli zauważać ślady przypaleń. W powietrzu unosił się zapach spalenizny, a w ich kieszeniach... Nie było różdżek. Musiały potoczyć się gdzieś w odległe krzaki podczas ataku. A może potwór je rozbił na drzazgi? Tę tajemnicę miał rozwiać dopiero finał ich gry.
Perseuszu, rzuć kością na Wiedzę Przyrodniczą, aby określić czy udało ci się rozpoznać podczas konfrontacji stwora. W przypadku sukcesu możesz uznać, że była to wyrośnięta sklątka tylnowybuchowa.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞