23.04.2024, 07:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 21:12 przez Atreus Bulstrode.)
Atreus zawsze starannie unikał tematu poglądów w gronie swoich przyjaciół. Robił to w pewien sposób podświadomie, wycofując się z otwartego poruszania tego tematu, jakby obawiał się czego właściwie mógł się w tej rozmowie dowiedzieć. Ale to też nie było tak, że należał do zagorzałych popleczników idei, że mugole byli takimi samymi ludźmi jak czarodzieje, bo nie byli. Nie widział jednak sensu w wywyższaniu się nad kimś, nad kim i tak posiadał przewagę. Mugolaki natomiast, nawet jeśli wywodziły się z niemagicznych rodzin, wciąż posiadały w sobie ten nadzwyczajny pierwiastek, który nie pozwalał ich zbytnio odróżniać od osób, których rodziny od wieków kultywowały czystość krwi. Dla niego ta dyskusja zwyczajnie była bezsensowna, tym bardziej że jego pracą dyktowały nie własne pobudki, a litera prawa, która przynajmniej w teorii miała nie dyskryminować.
Jakaś jednak jego część, ta doskonale świadoma jego stronniczości, wiedziała że gdyby przyszło mu stanąć na przeciwko którego z Bandy Borgina, nie byłby w stanie tak zwyczajnie wymierzyć w niego różdżki. To była w jego głowie jakaś niepisana zasada, że oni zrobiliby dokładnie to samo, jeśli zaszłaby taka potrzeba i wierzył całym sercem zarówno we własną, jak i ich lojalność.
Czasem na to narzekał, kiedy Louvain i Stanley skrywali się skrzętnie za ścianami oklumencji, ale prawda była taka, że zwyczajnie był im za to wdzięczny. W ich towarzystwie mógł się wyciszyć, mógł przestać widzieć rozbłyskające wyraźnie barwy, szepczące mu o ich naturze lub emocjach. Mógł udawać, że wszystko jest tak jak powinno.
- Rozumiem. Pewnie łamałaś w szkole chłopcom serca - westchnął, niby to rozżalony tym faktem, ale mimo wszystko uśmiechając się do niej rozbawiony. Była ładna, piękna nawet, jak pewnie określiłby ktoś skory do odrobiny romantyzmu, a nie przyjacielskiego flirtu, który wobec niej uskuteczniał Bulstrode, a przez to nie dziwiłby się, gdyby i za czasów Hogwartu ustawiała się do niej kolejka. To, czy ją zauważała, to już inna sprawa. On sam pamiętał ją przelotnie, bo i jak tu nie zawiesić spojrzenia na ładnej starszej koleżance, ale jego myśli wtedy były zadziwiająco rozsądne - dwa lata różnicy w szkole potrafiło robić wielką różnicę. - Mówisz tak, jakby taki wyzysk miał mi przeszkadzać - zacmokał jeszcze, niby to rozczarowany jej niedocenianiem jego dozgonnych chęci na umilenie jej życia.
- Mam wolne do poniedziałku. To od teraz trzy dni, nawet więcej jak sugerujesz, powinno wystarczyć - uśmiechnął się do niej lekko, z cierpliwością znosząc jej badania. - Masz coś takiego? Wspaniale - rzucił, wyraźnie się w tej chwili ożywiając. Faktycznego dyskomfortu płynącego z faktu bycia zimnym nie zdołał jeszcze w pełni doświadczyć, ale czuł że będzie mu to przeszkadzać. Za dobrze znał samego siebie. - Hm, coś podobnego mówili w kowenie. Ale jeśli dowiesz się tylko czegoś, wiesz gdzie mnie znaleźć, albo gdzie podesłać sowę - rzucił, czując jak ujmuje go za podbródek i przygląda się jego twarzy. Przez chwilę patrzył na nią uważnie, wyraźnie zaciekawiony, ale kiedy sama zajrzała mu w oczy, uśmiechnął się lekko. - A, tak. Ale nie wynika to z mojego aktualnego stanu. Jeśli miałabyś na to też jakieś eliksiry, to też chętnie bym je przygarnął.
Poprawił koszulę, kiedy zajęła się przygotowaniem wspomnianych eliksirów, w międzyczasie dopijając też wcześniej przyniesioną przez skrzatkę herbatę. Podziękował jeszcze Cynthii za poświęcony czas, przyjął rząd fiolek i ruszył w drogę powrotną.
Jakaś jednak jego część, ta doskonale świadoma jego stronniczości, wiedziała że gdyby przyszło mu stanąć na przeciwko którego z Bandy Borgina, nie byłby w stanie tak zwyczajnie wymierzyć w niego różdżki. To była w jego głowie jakaś niepisana zasada, że oni zrobiliby dokładnie to samo, jeśli zaszłaby taka potrzeba i wierzył całym sercem zarówno we własną, jak i ich lojalność.
Czasem na to narzekał, kiedy Louvain i Stanley skrywali się skrzętnie za ścianami oklumencji, ale prawda była taka, że zwyczajnie był im za to wdzięczny. W ich towarzystwie mógł się wyciszyć, mógł przestać widzieć rozbłyskające wyraźnie barwy, szepczące mu o ich naturze lub emocjach. Mógł udawać, że wszystko jest tak jak powinno.
- Rozumiem. Pewnie łamałaś w szkole chłopcom serca - westchnął, niby to rozżalony tym faktem, ale mimo wszystko uśmiechając się do niej rozbawiony. Była ładna, piękna nawet, jak pewnie określiłby ktoś skory do odrobiny romantyzmu, a nie przyjacielskiego flirtu, który wobec niej uskuteczniał Bulstrode, a przez to nie dziwiłby się, gdyby i za czasów Hogwartu ustawiała się do niej kolejka. To, czy ją zauważała, to już inna sprawa. On sam pamiętał ją przelotnie, bo i jak tu nie zawiesić spojrzenia na ładnej starszej koleżance, ale jego myśli wtedy były zadziwiająco rozsądne - dwa lata różnicy w szkole potrafiło robić wielką różnicę. - Mówisz tak, jakby taki wyzysk miał mi przeszkadzać - zacmokał jeszcze, niby to rozczarowany jej niedocenianiem jego dozgonnych chęci na umilenie jej życia.
- Mam wolne do poniedziałku. To od teraz trzy dni, nawet więcej jak sugerujesz, powinno wystarczyć - uśmiechnął się do niej lekko, z cierpliwością znosząc jej badania. - Masz coś takiego? Wspaniale - rzucił, wyraźnie się w tej chwili ożywiając. Faktycznego dyskomfortu płynącego z faktu bycia zimnym nie zdołał jeszcze w pełni doświadczyć, ale czuł że będzie mu to przeszkadzać. Za dobrze znał samego siebie. - Hm, coś podobnego mówili w kowenie. Ale jeśli dowiesz się tylko czegoś, wiesz gdzie mnie znaleźć, albo gdzie podesłać sowę - rzucił, czując jak ujmuje go za podbródek i przygląda się jego twarzy. Przez chwilę patrzył na nią uważnie, wyraźnie zaciekawiony, ale kiedy sama zajrzała mu w oczy, uśmiechnął się lekko. - A, tak. Ale nie wynika to z mojego aktualnego stanu. Jeśli miałabyś na to też jakieś eliksiry, to też chętnie bym je przygarnął.
Poprawił koszulę, kiedy zajęła się przygotowaniem wspomnianych eliksirów, w międzyczasie dopijając też wcześniej przyniesioną przez skrzatkę herbatę. Podziękował jeszcze Cynthii za poświęcony czas, przyjął rząd fiolek i ruszył w drogę powrotną.
Koniec sesji