23.04.2024, 07:37 ✶
- Chyba nie wierzę w cuda, Sebastianie - odparła Brenna szczerze. On był kapłanem. Polegał na bogach i wierze. Ona była policjantką i widziała w życiu dość rzeczy, by nie spodziewać się boskich interwencji. Zimni weszli do Limbo, bo Voldemort otworzył drogę. Wrócili do życia napędzeni jakąś formą energii, którą stamtąd przynieśli i która napełniła ich chłodem: być może należąca do duchów. - I oczywiście, że tak. Ale istnieją... precedensy, a natura pokazała, jak bardzo się jej nie podoba rozrywanie granic między światami.
Wampiry, opętańcy, ghule, cholera wie, co jeszcze. Umierali, ale nie zostawali po drugiej stronie. Nawet duchy. Różnica była jednak znaczna i Brenna o tym wiedziała: Zimni weszli do limbo fizycznie.
Wciąż jednak nie patrzyła na to jak na cud.
- Już czasem to słyszałam - powiedziała spokojnie, niezbyt przejęta oskarżeniami o wariactwo. - Mogli tam wejść albo pozwolić mu przejąć władzę nad światem. Jeśli cię to pocieszy, nie mam najmniejszej ochoty dać się opętać, a skoro to nastolatek, najwyraźniej jest po nastoletniemu durny. A ja tak naprawdę nie wybieram się do Limbo, bo nie sądzę ani by było to możliwe, ani by dało cokolwiek dobrego.
Otwarcie bramy było trudne i przyniosło straszliwie konsekwencje. Brenna po prostu weszłaby właściwie wszystko i zrobiła prawie wszystko, byleby tylko Zimnym pomóc. No dobrze, poza składaniem ofiar z innych ludzi, za to gdyby to był jedyny sposób, nie wahałaby się długo przed powtórzeniem numeru młodej kapłanki, która chciała ofiarować własne życie.
Hipokryzja? Oczywiście. Bo sensu w składaniu tamtej ofiary nie widziała i na pewno próbowalaby Isobell powstrzymać.
Przynajmniej Brenna miała dość rozsądku, by nie wspominać o tym Sebastanowi głośno. Biedak już i tak miał podniesione ciśnienie.
- I nie przejmuj się tak, Sebastianie. W raj też nie wierzę - powiedziała, posyłając mu uśmiech. To nie tak, że zupełnie nie wierzyła w bogów czy coś więcej: musiałaby w to uwierzyć choćby po ostatnim wspomnieniu Mavelle. Ale gdy szło o cuda czy raj Brenna robiła się naprawdę straszliwym niedowiarkiem. Nie, na pewno nie miała zacząć patrzeć w ten sposób na Limbo. Na pewno nie zamierzała wyprawiać się tam szukając wiecznego szczęścia czy w ramach wycieczek krajoznawczych.
- Na razie nie chcę nikogo znikąd wywozić. Szukam informacji. Inni też szukają. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie więcej ode mnie - mruknęła. Victoria prowadziła przecież swoje poszukiwania, Cynthia o pewnych formach magii,wiedziała więcej od nich, Bulstrode miał całkiem wpływową w Departamencie Tajemnic rodzinę.
Może zdobyte odłamki puzzli przyniosą więcej odpowiedzi.
Nie sięgała myślami ani planami do przywożenia tu Kogokolwiek. Będą mieli szczęście, jeśli w ogóle znajdą kogoś, kto powie im coś sensownego.
- Rozważałam, czy widma nie wyszły z limbo. Ale wcale nie jestem tego pewna. Pojawiły się na skraju polany, nie w jej środku. Może coś przyszło z lasu zwabione mocą i urosło w siłę przez energię zaświatów? - wzruszyła ramionami, nieco bezradnie, bo dano jej jasno do zrozumienia, że ma się od tej sprawy trzymać z daleka. A choć widma były ważne i Brennę wkurzało, że siedzą w Dolinie, to jednak traktowała to jak odrębną sprawę od samych Zimnych. - Właściwie co ty planujesz, Sebastianie?
Wampiry, opętańcy, ghule, cholera wie, co jeszcze. Umierali, ale nie zostawali po drugiej stronie. Nawet duchy. Różnica była jednak znaczna i Brenna o tym wiedziała: Zimni weszli do limbo fizycznie.
Wciąż jednak nie patrzyła na to jak na cud.
- Już czasem to słyszałam - powiedziała spokojnie, niezbyt przejęta oskarżeniami o wariactwo. - Mogli tam wejść albo pozwolić mu przejąć władzę nad światem. Jeśli cię to pocieszy, nie mam najmniejszej ochoty dać się opętać, a skoro to nastolatek, najwyraźniej jest po nastoletniemu durny. A ja tak naprawdę nie wybieram się do Limbo, bo nie sądzę ani by było to możliwe, ani by dało cokolwiek dobrego.
Otwarcie bramy było trudne i przyniosło straszliwie konsekwencje. Brenna po prostu weszłaby właściwie wszystko i zrobiła prawie wszystko, byleby tylko Zimnym pomóc. No dobrze, poza składaniem ofiar z innych ludzi, za to gdyby to był jedyny sposób, nie wahałaby się długo przed powtórzeniem numeru młodej kapłanki, która chciała ofiarować własne życie.
Hipokryzja? Oczywiście. Bo sensu w składaniu tamtej ofiary nie widziała i na pewno próbowalaby Isobell powstrzymać.
Przynajmniej Brenna miała dość rozsądku, by nie wspominać o tym Sebastanowi głośno. Biedak już i tak miał podniesione ciśnienie.
- I nie przejmuj się tak, Sebastianie. W raj też nie wierzę - powiedziała, posyłając mu uśmiech. To nie tak, że zupełnie nie wierzyła w bogów czy coś więcej: musiałaby w to uwierzyć choćby po ostatnim wspomnieniu Mavelle. Ale gdy szło o cuda czy raj Brenna robiła się naprawdę straszliwym niedowiarkiem. Nie, na pewno nie miała zacząć patrzeć w ten sposób na Limbo. Na pewno nie zamierzała wyprawiać się tam szukając wiecznego szczęścia czy w ramach wycieczek krajoznawczych.
- Na razie nie chcę nikogo znikąd wywozić. Szukam informacji. Inni też szukają. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie więcej ode mnie - mruknęła. Victoria prowadziła przecież swoje poszukiwania, Cynthia o pewnych formach magii,wiedziała więcej od nich, Bulstrode miał całkiem wpływową w Departamencie Tajemnic rodzinę.
Może zdobyte odłamki puzzli przyniosą więcej odpowiedzi.
Nie sięgała myślami ani planami do przywożenia tu Kogokolwiek. Będą mieli szczęście, jeśli w ogóle znajdą kogoś, kto powie im coś sensownego.
- Rozważałam, czy widma nie wyszły z limbo. Ale wcale nie jestem tego pewna. Pojawiły się na skraju polany, nie w jej środku. Może coś przyszło z lasu zwabione mocą i urosło w siłę przez energię zaświatów? - wzruszyła ramionami, nieco bezradnie, bo dano jej jasno do zrozumienia, że ma się od tej sprawy trzymać z daleka. A choć widma były ważne i Brennę wkurzało, że siedzą w Dolinie, to jednak traktowała to jak odrębną sprawę od samych Zimnych. - Właściwie co ty planujesz, Sebastianie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.