23.04.2024, 08:19 ✶
Riddikulus!
I nie było już Alastora, zamiast niego na podłodze podskakiwał wielki tort cytrynowy. Riddikulus - i znikły Mabel i Brenna, przemienione w dwa torty, truskawkowy i czekoladowy, przeginające się z lewej na prawo, aż trzęsły się warstwy.
Riddikulus.
Trzech Alastorów poderwało się do tańca, ten w garniturze wywijał nawet całkiem sprawnie, jak pewnie nigdy nie dałby rady prawdziwy Moody, za to ten w stroju śmierciożercy zaplątał się we własną szatę i runął prosto w tort cytrynowy. Spróbował się podnieść, zdezorientowany, z twarzą ubabraną żółtą masą…
Riddikulus!
Śmiech, najbardziej zabójcza broń wobec boginom...
Trzask. Jeden, drugi, trzecie.
Bogina można było zaatakować, pojedyncze riddikulus mogło ponownie wysłać go do kryjówki. Za to wyzbycie się strachu, koncentracja, śmiech i zaklęcie – wspólnie mogły pozbyć się boginów. I te zaczęły pękać, jeden po drugim, torty napęczniały i znikły, Alastorowie rozpadli się. Być może coś zdążyło czmychnąć w jakiś ciemny kąt biblioteki, ale to było mało prawdopodobne, a większość zjaw przepadła, raz na zawsze, a chwilę później drzwi biblioteki otworzyły się z impetem.
– Wszystko w porządku? - zapytała prawdziwa Brenna, która zajrzała do środka z różdżką w ręku, być może zwabiona okrzykami Miles i głośno wykrzykiwanymi zaklęciami. Ale pomieszczenie znów wyglądało jak wcześniej, zakurzone, tu i ówdzie pozrzucane książki, trochę rozbitego szkła. Nic więcej. Tylko Nora i Millie, obie wciąż z różdżkami w dłoniach.
Kończymy powoli, pora po prostu na sprzątanie, chyba że będziecie chciały zostać na sesji same, by sobie pogadać.
I nie było już Alastora, zamiast niego na podłodze podskakiwał wielki tort cytrynowy. Riddikulus - i znikły Mabel i Brenna, przemienione w dwa torty, truskawkowy i czekoladowy, przeginające się z lewej na prawo, aż trzęsły się warstwy.
Riddikulus.
Trzech Alastorów poderwało się do tańca, ten w garniturze wywijał nawet całkiem sprawnie, jak pewnie nigdy nie dałby rady prawdziwy Moody, za to ten w stroju śmierciożercy zaplątał się we własną szatę i runął prosto w tort cytrynowy. Spróbował się podnieść, zdezorientowany, z twarzą ubabraną żółtą masą…
Riddikulus!
Śmiech, najbardziej zabójcza broń wobec boginom...
Trzask. Jeden, drugi, trzecie.
Bogina można było zaatakować, pojedyncze riddikulus mogło ponownie wysłać go do kryjówki. Za to wyzbycie się strachu, koncentracja, śmiech i zaklęcie – wspólnie mogły pozbyć się boginów. I te zaczęły pękać, jeden po drugim, torty napęczniały i znikły, Alastorowie rozpadli się. Być może coś zdążyło czmychnąć w jakiś ciemny kąt biblioteki, ale to było mało prawdopodobne, a większość zjaw przepadła, raz na zawsze, a chwilę później drzwi biblioteki otworzyły się z impetem.
– Wszystko w porządku? - zapytała prawdziwa Brenna, która zajrzała do środka z różdżką w ręku, być może zwabiona okrzykami Miles i głośno wykrzykiwanymi zaklęciami. Ale pomieszczenie znów wyglądało jak wcześniej, zakurzone, tu i ówdzie pozrzucane książki, trochę rozbitego szkła. Nic więcej. Tylko Nora i Millie, obie wciąż z różdżkami w dłoniach.
Kończymy powoli, pora po prostu na sprzątanie, chyba że będziecie chciały zostać na sesji same, by sobie pogadać.

Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.