- Co racja, to racja. - Sama widziała wiele osób, które były bardzo zacofane i zdecydowanie już dawno powinny zrezygnować z piastowanych stanowisk. Zresztą sama opieszałość ministerstwa związana ze sprawą widm, które osiedliły się w Dolinie wolała o pomstę do nieba. Nie robili nic, żeby wykurzyć te istoty, a jeśli już coś robili to bardzo powoli. Świadczyło to tylko o ich nieudolności i działaniu na ślepo.
- Nie myślałeś o tym, żeby przypadkiem rzucić w nią jakimś zaklęciem? - Był to żart, może dosyć specyficzny, jednak całkiem ułatwiłoby mu to pracę, czasem najłatwiejsze metody były tymi bardzo drastycznymi. Mógł też spróbować uprzykrzyć jej życie na tyle, żeby sama odeszła na emeryturę, Ger pewnie by nie wytrzymała i wzięła sprawy w swoje ręce. Na całe szczęście nie musiała tego robić, bo była swoim własnym szefem i jedyne na co mogła narzekać, to ona sama.
- Pewnie tak, chociaż, jestem jedyną kobietą, wiesz, wśród rodzeństwa, to też nieco komplikuje sprawę. - Po pierwsze z racji na jej zawód, po drugie na kobiety będące samotne w jej wieku spoglądano dziwnie. Podchodziła już w mniemaniu swojej matki pod starą pannę, co wcale jej jakoś specjalnie nie obchodziło, bo najpewniej tak będzie do usranej śmierci. Nie dałaby się nikomu zniewolić, a samo wyjście za mąż wydawało jej się założeniem smyczy, czy kagańca, dlatego nie zamierzała się nigdy na coś takiego zdecydować. Wierzyła w to, że rodzina kiedyś odpuści, przecież nie mogli jej męczyć całe życie.
- Wszystko zależy od punktu widzenia, piraci nie są szczególnie groźni, szczególnie tacy upojeni rumem. - Dodała z uśmiechem, bo było to na pewno lepsze od oddechu śmierciożerców na plecach.
Sięgnęła oczywiście po rum, skoro jej dolał i upiła spory łyk. Uwielbiała jego smak, nawet jeśli był taki parszywy, jak ten tutaj. Dokończyła też śpiewać szanty, dla zasady, żeby nie było, nieco rozczarowana, że jej towarzysz nie dołączył, najwyraźniej nie wypił jeszcze odpowiedniej ilości alkoholu.