W żadnym wypadku nie chciał zarzucać tematu tylko po to, żeby rozeźlić kuzyna czy sprawić mu przykrość. Nie cieszyło go cudze nieszczęście, raczej martwiło. Mogli poruszać ten temat mając wspólnie skwaszone miny, albo spróbować go poruszyć w taki sposób, żeby chociaż jedna strona mogła się uśmiechnąć i moooże akurat uda się tym uśmiechem zarazić drugą. Basiliusowi zdecydowanie do śmiechu nie było. Przez umysł Laurenta przemknęło ostrzegające powiadomienie, żeby lepiej nie wiercić w tym temacie za bardzo, a pewno żeby uważać na słowa, by nie zostały odebrane jako kpina czy coś podobnego. Podzielał przecież tę frustrację wiążącą się z Ethel. Tym bardziej kiedy zobaczył te wyciągnięte listy. Sytuacja była zabawna tym bardziej, że sam mógłby zrobić porządek na swoim biurku i powyciągać korespondencję, którą czasami go obdarzała. O ile większość nie została już zutylizowana, bo nie miał zwyczaju trzymać listów na zapiecku. Prywatne rozmowy powinny zostać prywatne, a chociaż przeświadczenie, że ktoś może się do nich dostać było mocno wyrośnięte z formy to Laurent miał kilka nieciekawych znajomości, które czyniły taką sytuację nader możliwą. Nawet jeśli był przekonany, że te znajomości są w lwiej części za nim i już przetrawił problem.
- Proszę, nie mów, że to korespondencja z ostatniego roku... - Zabrzmiał śmiech w jego głosie, ale jeszcze się kontrolował, żeby się nie roześmiać. Nie z Basiliusa, ale z całej sytuacji. Kiedy nie przybijałeś pieczątek zrozumienia głębi emocjonalnego problemu, jakiego stanowiła ta grafomania kobiety i jej potrzeba utrzymania kontaktu z ich częścią rodziny to naprawdę mógłby się pośmiać. Tymczasem zastanawiał się nad tym nie raz i w gruncie rzeczy uważał to za smutne. Jak samotnym i zgorzkniałym trzeba być, żeby zachowywać się tak jak ona? Choć Ethel wcale samotna nie była w sensie fizycznym - otoczona była swoją częścią rodziny. A jednak problem gdzieś tkwił. Jątrzył się i przeszkadzał, sprawiał, że wypisywała listy i żądała odwiedzin od takiego Basiliusa. - Nawet babka nie przysyła mi tylu listów... - Od kogo mógł dostawać takie pliki wiadomości? Tyle przelanego tuszu? Lubił konwersować i utrzymywać różne znajomości, a podtrzymanie ich poprzez napisanie paru słów było najprostsze, jeśli nie miało się odpowiednio wyrezerwowanego czasu na odwiedziny. Ciężko w końcu taki sam poziom utrzymywać ze wszystkimi, więc całkiem świadomie poświęcał niektórym tego czasu więcej - innym mniej. Z babką i dziadkiem spotykał się rzadko. Bardzo rzadko. Czasami dostawał listy od starszej kobiety, która kiedyś była królową Prewettów, a teraz z perspektywy emerytury spogląda na swoje wnuczęta. Niewiele więc listów od niej kończyło między jego palcami. Nie mógł powiedzieć, że go cieszą, nie mógł powiedzieć, że są nieprzyjemne. Za duża doza rezerwy była związana z niektórymi członkami rodziny Prewettów i nawet najspokojniejsze chwile spędzone na czytaniu takich konwersacji nie były wyolbrzymione do rangi przyjemności. Tak samo jak Basilius ewidentnie nie cieszył się z tego, że Ethel go sobie chyba upodobała. Ewidentnie musiała, skoro się tak dopraszała o odwiedziny. Czasami lepiej już sprostać wyzwaniu, wyjść naprzeciw temu, co napisano w liście, żeby tylko następnych przychodziło mniej. - Ona chyba chce się poczuć ważna. - I chyba chciała mieć więcej kontaktu z Londynem. Spróbował to ująć z dyplomatycznej strony - te stosy listów przedstawionych i to, jak kobieta domagała się poprzez nie uwagi. - Jesteś wyedukowanym, dorosłym mężczyznom parającym się szlachetnym zawodem medyka i to w Londynie. Sądzę, że nie mając własnego życia próbuje żyć trochę twoim. - Dlatego jej nawet współczuł.
Zaśmiał się na jego następne słowa.
- Na pewno będzie chciała. - Uśmiechnął się ciepło, z wyrozumiałością. Pierwsze, ciężkie krople deszczu zaczęły uderzać o szybę wozu. - Tak samo jak zawsze się doprasza przejażdżki wozem dla całej rodziny. - Były pewne punkty tych odwiedzin, które trzeba było zaliczyć i chyba nie było zmiłuj. - To tylko jeden dzień, Basiliusie. Daj tej starej kobiecie odrobinę przyjemności z życia, potem będziesz mógł odpocząć i... odpracować zszargane nerwy. - Mówił bardzo łagodnie, bardziej jakby dawał propozycję, podsuwał pomysł możliwy do wykonania.