19.12.2022, 23:37 ✶
- Myślę, że Cynthia jest bardziej zdeterminowana. Erik żartował – zapewniła Brenna. To znaczy była prawie pewna, że żartował. Prawie. Żartował, prawda? Jeżeli ona by się wyprowadziła, kto wrzucałby mu drugie śniadanie do torby?
Inna sprawa, że gdyby nie żartował, istniało kilka możliwych reakcji od „w porządku, ale ślub za trzy lata, wcześniej nie mam czasu”, przez „wyprowadzam się do Australii”, po „cześć, Erik, to mój nowy narzeczony, spotkałam go pierwszy raz w życiu na Pokątnej i się oświadczyłam wyciągiem z banku”. Na całe szczęście, istniała bardzo mała szansa, aby Longbottom kogoś znalazł.
A jeszcze mniejsza, że Brenna dożyłaby ślubu. Jej kompletny brak zainteresowania poszukiwaniem partnera w małżeństwie wynikał zarówno po trochu z charakteru, jak i z głębokiego przekonania, że nie dożyje końca wojny z Voldemortem. Obojętnie, jaki on by nie miał być.
- Ale wiesz co? Masz rację. Pięknie by razem wyglądali, poza tym mają całkiem podobny styl – stwierdziła z szerokim uśmiechem. Czy była dość… bezczelna, by faktycznie wrabiać brata w takie małżeństwo? Nie. Ale czy mogłaby zaprosić Cynthię na jakąś rodzinną kolację i usadzić obok Erika…?
Jak najbardziej.
Przecież to wcale nie było swatanie.
Nie miała zielonego pojęcia, że Erik był zainteresowany kimś zupełnie innym.
- Mogą być kłody. Zwalone kłody zwykle są niższe i trudniej z nich spaść - obiecała, podnosząc się wreszcie i otrzepując ubranie z trawy. Dobry humor wyraźnie do niej wrócił, gdy przekonała się, że jednak nie doprowadziła do tego, że jeden z Flintów zginął w tragicznych okolicznościach. - Obiecuję nie zabijać cię szyszkami. Poza tym mam już doskonały plan dla tej szyszki. Jeśli będę chciała kogoś zaczepić, to do tej osoby podejdę i spytam, czy to jej szyszka - streściła ten sam "genialny" pomysł, który tego dnia zdążyła już przedstawić Mavelle.
W przypadku Brenny wcale nie było wykluczone, że tak nie postąpi.
- Żadnych skutków ubocznych upadku? Widzenie w normie? W głowie się nie kręci? - upewniła się jeszcze. - Bo powinnam się powoli zbierać, ale wolę się upewnić, że tutaj nie wyzioniesz ducha, bo jednak doznałeś jakiś wewnętrznych obrażeń albo coś takiego i kolejnego ranka świt po Ostarze zastanie tutaj twoje ciało. A twój duch będzie mnie regularnie straszyć za to, że cię zabiłam. Za pomocą szyszek.
Inna sprawa, że gdyby nie żartował, istniało kilka możliwych reakcji od „w porządku, ale ślub za trzy lata, wcześniej nie mam czasu”, przez „wyprowadzam się do Australii”, po „cześć, Erik, to mój nowy narzeczony, spotkałam go pierwszy raz w życiu na Pokątnej i się oświadczyłam wyciągiem z banku”. Na całe szczęście, istniała bardzo mała szansa, aby Longbottom kogoś znalazł.
A jeszcze mniejsza, że Brenna dożyłaby ślubu. Jej kompletny brak zainteresowania poszukiwaniem partnera w małżeństwie wynikał zarówno po trochu z charakteru, jak i z głębokiego przekonania, że nie dożyje końca wojny z Voldemortem. Obojętnie, jaki on by nie miał być.
- Ale wiesz co? Masz rację. Pięknie by razem wyglądali, poza tym mają całkiem podobny styl – stwierdziła z szerokim uśmiechem. Czy była dość… bezczelna, by faktycznie wrabiać brata w takie małżeństwo? Nie. Ale czy mogłaby zaprosić Cynthię na jakąś rodzinną kolację i usadzić obok Erika…?
Jak najbardziej.
Przecież to wcale nie było swatanie.
Nie miała zielonego pojęcia, że Erik był zainteresowany kimś zupełnie innym.
- Mogą być kłody. Zwalone kłody zwykle są niższe i trudniej z nich spaść - obiecała, podnosząc się wreszcie i otrzepując ubranie z trawy. Dobry humor wyraźnie do niej wrócił, gdy przekonała się, że jednak nie doprowadziła do tego, że jeden z Flintów zginął w tragicznych okolicznościach. - Obiecuję nie zabijać cię szyszkami. Poza tym mam już doskonały plan dla tej szyszki. Jeśli będę chciała kogoś zaczepić, to do tej osoby podejdę i spytam, czy to jej szyszka - streściła ten sam "genialny" pomysł, który tego dnia zdążyła już przedstawić Mavelle.
W przypadku Brenny wcale nie było wykluczone, że tak nie postąpi.
- Żadnych skutków ubocznych upadku? Widzenie w normie? W głowie się nie kręci? - upewniła się jeszcze. - Bo powinnam się powoli zbierać, ale wolę się upewnić, że tutaj nie wyzioniesz ducha, bo jednak doznałeś jakiś wewnętrznych obrażeń albo coś takiego i kolejnego ranka świt po Ostarze zastanie tutaj twoje ciało. A twój duch będzie mnie regularnie straszyć za to, że cię zabiłam. Za pomocą szyszek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.