Nie często zdarzało się, a może i nawet bardzo rzadko, żeby Departament Tajemnic otrzymywał prośby o wsparcie w dochodzeniach spraw związanych z zaginięciami obywateli ich kraju, bądź sąsiedniego z wyspy. Szczególnie, jeżeli chodziło o Szkocję. Zwykle aurorzy dawali radę ogarniać tematy. Tutaj, sytuacja była inna. Biorąc pod uwagę szkockie pochodzenie Nicholasa, poproszono więc jego o towarzyszenie Lestrange’owi podczas przeprowadzania badań na terenie Conic Hill. Zgodził się od razu bez zastanawiania. Po zapoznaniu ze sprawą, zastanawiał się, czy nie stałby za tym jakiś wilkołak z jego rodziny, czy zaś drugiej, naznaczonej klątwą lykantropii jak jego. Takie w pierwszej chwili naszły go myśli, które też szybko odrzucił. Nie potwierdzi swoich przypuszczeń, nie dowie się co za tym stoi, jeżeli tego nie sprawdzi. A że zależało mu także na awansie w Komnacie Śmierci, zgodził się na udział w tej sprawie i zapoznał głębiej z tematem sprawy zaginięć, oraz rozszarpanych ciał. Zdecydował się udzielić wsparcia. Pomocy w swojej wiedzy i zdolnościach. A może znajdzie też coś, co zainteresuje jego wydział do badań.
Zjawił się danego dnia o wyznaczonej porze, w towarzystwie Lestrange’a i Bulstrode. Znajome tereny. Nic obcego. Dawniej tutaj przychodził, kiedy jeszcze mieszkał w Szkocji. Natura zapierała dech w piersiach. Lecz teraz, można było czuć zapach śmierci. Jeżeli nie zaginięcia to zgony. Trupy.
Panująca cisza, była ”muzyką” dla jego uszu. Nawet jeżeli mówiła tylko natura. Pomagało to w skupieniu się na celu i działaniu. Zachowując czujność, skupienie. Nie mówiąc nic, Travers także się rozejrzał. Chcąc dostrzec coś, co może przykuć jego wzrok, uwagę. Na ziemi, po lewej, prawej stronie. Przed sobą, czy nawet nad głowami. Na sobie miał czarną szatę pracowniczą Departamentu Tajemnic, Komnaty Śmierci. Przystąpił krok przed siebie.
Rzut na percepcję
Akcja nieudana