— No tak, to właściwie jest kłamstwo i nie bycie sobą, ale czasem warto to zrobić, żeby nie tworzyć problematycznych sytuacji, co nie. Na przykład, kiedy pijany wujek prosi cię do tańca, to nie mówisz mu, że nie chcesz, bo on to ma w nosie, tylko mówisz, że bolą cię nogi i chyba masz skręconą kostkę po wczorajszych wykopkach. Jak to mówią, głową muru nie przebijesz.
Rozmowa stawała na coraz wyższym stopniu filozofii czy czegoś, a moje nędzne trybiki umysłu w każdej chwili mogły się przepalić.
I właśnie do tego doszło po kolejnej wypowiedzi Samuela.
— Yyyy... — Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie, jak się używa aparatu mowy. — Wiesz, ja nie wiem co ci powiedzieć, ale mogę dać ci adres mojej babci. Ona jest totalnie najmądrzejszą osobą, jaką znam. Albo jak chcesz to mogę ją tu kiedyś zaprosić i sobie porozmawiacie. Haha, wiesz, ja jestem zupełnie za głupia, żeby ze mną rozmawiać na takie tematy — odpowiedziałam, a nożyk i jabłka co chwila wypadały mi z ręki.
Wychowano mnie w przeświadczeniu, że mężczyźni są prości emocjonalnie. To albo Sam jest Samantą, albo mnie grubo oszukano. A na pewno oszukano mnie w kwestii produkcji cydru, bo dzisiaj to zajęcie było namiętnie spychane na drugi plan.
— A ten chłopak, co nie, to jak mu w ogóle na imię? Bo zapomniało mi się. — Rzuciłam niezręcznie, starając się wrócić na prostsze tony rozmowy. Chciałam też spytać czemu on się tu znalazł, ale to mogło znowu otworzyć jakąś puszkę Pandory, więc zostałam przy tym jednym banalnym pytaniu.