24.04.2024, 15:50 ✶
Miały mnóstwo tropów, niestety sporo z nich prowadziło w zupełnie różne strony – jakiś do ogródka rodziny Jasie, inny do domu Thompsonów, jeszcze inny na Nokturn, a były i takie, których krańce ginęły gdzieś we mgle. A one przecież nie mogły pobiec we wszystkich tych kierunkach jednocześnie. Gdyby to była sprawa prowadzona w BUM, Brenna pewnie już przyklejałaby do tablicy magiczne, kolorowe karteczki i zdjęcia, a poszczególnymi rzeczami zajmowałoby się przynajmniej kilka osób, nie tylko one dwie... Wahała się więc przez chwilę, zanim odpowiedziała Olivii, bo przecież szczera odpowiedź brzmiała: do licha, nie mam zielonego pojęcia.
- Nie wiem – przyznała więc po prostu, bo nie było co udawać alfy i omegi, kiedy nie miała zielonego pojęcia, co i jak. – Opis właściwie się zgadza, ile może być naszyjników, które wyglądają tak specyficzne? Pytanie, czy były dwa, czy jeden: czy trafił tu naszyjnik Dylana, i potem znalazła ku Jasie, czy Jasie znalazła inny naszyjnik... Jeżeli od początku był jeden, może Thompsonowie się go pozbyli, bo faktycznie odkryli, że coś jest z nim nie tak, ale nie umieli sobie z tym poradzić i potem trafił w ręce Jasie na Nokturnie? W takim wypadku wizyta tutaj nic nam nie daje. Ale jeżeli Thompsonowie go ukradli… to może dalej go mają – mruknęła z zastanowieniem. Zapatrzyła się gdzieś w górę, jakby niebo mogło podsunąć jej tutaj wskazówki, co zrobić dalej.
Niestety, niebo – jak to miało w zwyczaju – milczało.
– Dla mnie teraz jedno z dwojga – oświadczyła w końcu, dla podkreślenia słów unosząc dłoń i pokazując dwa palce. – Próbujemy przekopać ten ogródek, szukając szkatułki, którą zakopała siostra naszej panny – duch. Lub znajduję kogoś, kto zrobi to za nas. Albo podążamy tropem Thompsonów. Któraś z nas próbuje z nimi pogadać. Pewnie skonfundować, niestety, bo wątpię, by inaczej byli skłonni do rozmowy, skoro to taki drażliwy temat. Chociaż dziś już chyba nie zdążę żadnej z tych rzeczy – mruknęła, zerkając na zegarek. Czas nieubłagalnie przesypywał się pomiędzy palcami.
- Nie wiem – przyznała więc po prostu, bo nie było co udawać alfy i omegi, kiedy nie miała zielonego pojęcia, co i jak. – Opis właściwie się zgadza, ile może być naszyjników, które wyglądają tak specyficzne? Pytanie, czy były dwa, czy jeden: czy trafił tu naszyjnik Dylana, i potem znalazła ku Jasie, czy Jasie znalazła inny naszyjnik... Jeżeli od początku był jeden, może Thompsonowie się go pozbyli, bo faktycznie odkryli, że coś jest z nim nie tak, ale nie umieli sobie z tym poradzić i potem trafił w ręce Jasie na Nokturnie? W takim wypadku wizyta tutaj nic nam nie daje. Ale jeżeli Thompsonowie go ukradli… to może dalej go mają – mruknęła z zastanowieniem. Zapatrzyła się gdzieś w górę, jakby niebo mogło podsunąć jej tutaj wskazówki, co zrobić dalej.
Niestety, niebo – jak to miało w zwyczaju – milczało.
– Dla mnie teraz jedno z dwojga – oświadczyła w końcu, dla podkreślenia słów unosząc dłoń i pokazując dwa palce. – Próbujemy przekopać ten ogródek, szukając szkatułki, którą zakopała siostra naszej panny – duch. Lub znajduję kogoś, kto zrobi to za nas. Albo podążamy tropem Thompsonów. Któraś z nas próbuje z nimi pogadać. Pewnie skonfundować, niestety, bo wątpię, by inaczej byli skłonni do rozmowy, skoro to taki drażliwy temat. Chociaż dziś już chyba nie zdążę żadnej z tych rzeczy – mruknęła, zerkając na zegarek. Czas nieubłagalnie przesypywał się pomiędzy palcami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.