24.04.2024, 16:57 ✶
Brak zabezpieczeń był miłą odmianą, choć coś w środku Tomasza mówiło, że może jednak nie był to dobry znak. Miał jakieś dziwne przeczucie, że idzie na razie za łatwo jak na jego życie, grzecznie jednak szedł ścieżką, wyglądając ewentualnych spadających znikąd jabłek czy innych przyjemności.
- Czyli co, widzisz rzeczy, które w jakimś sensie jednak istnieją, ale inni ich nie widzą? - zapytał ostrożnie, czując się lekko nieprzyjemnie z tą świadomością. Owsze, żyjąc w Hogwarcie musiał przyzwyczaić się do duchów i innych rzeczy, którymi wcześniej straszyło go starsze rodzeństwo, nie oznacza to jednak, że nie scierpła mu skóra.
Szybko więc przeszedł do rozmowy o Morpheusie.
- Tak, zawsze może przewidzi, że któreś z nas kopnie w kalendarz, to przynajmniej da radę na czas wykorzystać zaległy urlop i uregulować ewentualne długi. Do tego, cóż, im lepiej zrozumiemy te wszystkie czarnomagiczne zabawy, tym lepiej wyjdzie nam obrona przed nim. W teorii, praktykę może jednak już sobie darujmy. - Uśmiechnął się niemrawo, wiedząc, że Millie pewnie najlepiej o tym wiedziała.
Jezioro wyglądałoby całkiem ładnie, nawet mimo zaniedbania, widok kobiety jednak sprawił, że Thomas stanął przez chwilę jak wryty. Nie miał pojęcia, skąd się wzięła i jak nikt wcześniej jej nie zauważył, co sprawiło, że przeszło go nagłe zimno.
- Tak, to chyba akurat nie jest jakiś zwid - odpowiedział, choć może tym jednak razem powinien skłamać.
Millie skoczyła nagle do przodu, a on mógł tylko przekląć przed nosem, próbując dobiec do dwójki kobiet jak najszybciej i nie poślizgnąć się przy tym na brzegu jeziora.
Nie miał dziś ochoty na kąpiel.
- Przepraszam! - krzyknął do kobiety, mając nadzieję, że zdąży, zanim ta zostanie powalona przez jego towarzyszkę. Co jeśli to niczego nieświadomy i przypadkowy przechodzień (w co do końca nie wierzył)?
- Czyli co, widzisz rzeczy, które w jakimś sensie jednak istnieją, ale inni ich nie widzą? - zapytał ostrożnie, czując się lekko nieprzyjemnie z tą świadomością. Owsze, żyjąc w Hogwarcie musiał przyzwyczaić się do duchów i innych rzeczy, którymi wcześniej straszyło go starsze rodzeństwo, nie oznacza to jednak, że nie scierpła mu skóra.
Szybko więc przeszedł do rozmowy o Morpheusie.
- Tak, zawsze może przewidzi, że któreś z nas kopnie w kalendarz, to przynajmniej da radę na czas wykorzystać zaległy urlop i uregulować ewentualne długi. Do tego, cóż, im lepiej zrozumiemy te wszystkie czarnomagiczne zabawy, tym lepiej wyjdzie nam obrona przed nim. W teorii, praktykę może jednak już sobie darujmy. - Uśmiechnął się niemrawo, wiedząc, że Millie pewnie najlepiej o tym wiedziała.
Jezioro wyglądałoby całkiem ładnie, nawet mimo zaniedbania, widok kobiety jednak sprawił, że Thomas stanął przez chwilę jak wryty. Nie miał pojęcia, skąd się wzięła i jak nikt wcześniej jej nie zauważył, co sprawiło, że przeszło go nagłe zimno.
- Tak, to chyba akurat nie jest jakiś zwid - odpowiedział, choć może tym jednak razem powinien skłamać.
Millie skoczyła nagle do przodu, a on mógł tylko przekląć przed nosem, próbując dobiec do dwójki kobiet jak najszybciej i nie poślizgnąć się przy tym na brzegu jeziora.
Nie miał dziś ochoty na kąpiel.
- Przepraszam! - krzyknął do kobiety, mając nadzieję, że zdąży, zanim ta zostanie powalona przez jego towarzyszkę. Co jeśli to niczego nieświadomy i przypadkowy przechodzień (w co do końca nie wierzył)?