24.04.2024, 18:44 ✶
Przy pierwszej wizycie nie kazał jej niczego pić, przy kolejnej nie ona była pacjentką, potem była trochę nieprzytomna, bo w związku ze słabą reakcją na mikstury podano jej z kolei za dużą dawkę, a przy klątwie też leczenie odbywało się bez mikstur… Brenna więc jakoś zwyczajnie nie pomyślała. Ale teraz zdecydowanie potrzebowała Szkiele – Wzro w odpowiedniej dawce.
– Trochę? Zdefiniuj trochę? Czy trochę to znaczy „potrzebujemy trzech godzin” czy może „spędzisz tutaj cały dzień?” Bo ja w nocy powinnam być w pracy, mamy obław… znaczy się, mamy patrol – wyrzuciła z siebie Brenna, spoglądając na swoją dłoń z pewnym niepokojem. To znaczy domyślała się, że nie da się tego załatwić w ciągu godziny czy dwóch, ale może tak maksymalnie sześć…? Poza tym mogła łyknąć, co trzeba, a potem wrócić do domu albo do pracy. Nie poczaruje sobie i w ogóle, ale niektóre rzeczy da się zrobić tylko lewą dłonią. – Hm… no tak – powiedziała z pewnym zastanowieniem. – Ale takie rzeczy się zdarzają. To znaczy, niekoniecznie utrata kości, ale tego typu…
W tej chwili jeszcze nie aż tak często, ale już całkiem niedługo utrata kości miała zacząć się kwalifikować jako „zwykły wtorek”, przynajmniej wedle standardów Brenny. Niemniej już teraz nie uważała, aby piątek trzynastego był jakoś dużo bardziej pechowy niż w inne dni. Nigdy nie była pewna, którego dnia postanowi na przykład zeżreć ją jakieś drzewo, spadnie ze schodów albo ktoś dźgnie ją nożem podczas rutynowego patrolu. Tyle że w Mungu też zdarzały się dziwne rzeczy, pan Ferdynand świadkiem.
– Nie ma sprawy, to…
Nie zdążyła zapewnić, że żaden problem, bo Basilius zaliczył spotkanie pierwszego stopnia z panem Ferdynandem. Brenna widząc, że gonią za nim pielęgniarze, spięła się, obróciła na pięcie i… zaraz zamarła. Głęboko zakorzeniony odruch „ucieka – gonią – dopaść” omal jej nie uruchomił, co byłoby bardzo głupie, bo po pierwsze, nie miała kości w dłoni, po drugie, nie powinna raczej łapać pacjentów w Mungu, nie wiedząc, co im dolega.
– Hm… to na pewno gabinet? – zdziwiła się, wchodząc do pomieszczenia, które bardziej wyglądało jej na izolatkę niż jeden z tych gabinetów uzdrowicielskich, które miała okazję zwiedzić do tej pory.
– Trochę? Zdefiniuj trochę? Czy trochę to znaczy „potrzebujemy trzech godzin” czy może „spędzisz tutaj cały dzień?” Bo ja w nocy powinnam być w pracy, mamy obław… znaczy się, mamy patrol – wyrzuciła z siebie Brenna, spoglądając na swoją dłoń z pewnym niepokojem. To znaczy domyślała się, że nie da się tego załatwić w ciągu godziny czy dwóch, ale może tak maksymalnie sześć…? Poza tym mogła łyknąć, co trzeba, a potem wrócić do domu albo do pracy. Nie poczaruje sobie i w ogóle, ale niektóre rzeczy da się zrobić tylko lewą dłonią. – Hm… no tak – powiedziała z pewnym zastanowieniem. – Ale takie rzeczy się zdarzają. To znaczy, niekoniecznie utrata kości, ale tego typu…
W tej chwili jeszcze nie aż tak często, ale już całkiem niedługo utrata kości miała zacząć się kwalifikować jako „zwykły wtorek”, przynajmniej wedle standardów Brenny. Niemniej już teraz nie uważała, aby piątek trzynastego był jakoś dużo bardziej pechowy niż w inne dni. Nigdy nie była pewna, którego dnia postanowi na przykład zeżreć ją jakieś drzewo, spadnie ze schodów albo ktoś dźgnie ją nożem podczas rutynowego patrolu. Tyle że w Mungu też zdarzały się dziwne rzeczy, pan Ferdynand świadkiem.
– Nie ma sprawy, to…
Nie zdążyła zapewnić, że żaden problem, bo Basilius zaliczył spotkanie pierwszego stopnia z panem Ferdynandem. Brenna widząc, że gonią za nim pielęgniarze, spięła się, obróciła na pięcie i… zaraz zamarła. Głęboko zakorzeniony odruch „ucieka – gonią – dopaść” omal jej nie uruchomił, co byłoby bardzo głupie, bo po pierwsze, nie miała kości w dłoni, po drugie, nie powinna raczej łapać pacjentów w Mungu, nie wiedząc, co im dolega.
– Hm… to na pewno gabinet? – zdziwiła się, wchodząc do pomieszczenia, które bardziej wyglądało jej na izolatkę niż jeden z tych gabinetów uzdrowicielskich, które miała okazję zwiedzić do tej pory.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.