24.04.2024, 19:24 ✶
— Mogę mówić o ogólnodostępnych ustaleniach, o których już i tak piszą w mediach, bo przedostały się do opinii publicznej. Mogę omawiać stare sprawy, chociaż oczywiście nie mogę wchodzić we wszystkie detale.
Bądź co bądź, dzielenie się z cywilami wszystkimi informacjami dotyczących śledztw, mogło działać na niekorzyść Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Podczas występów medialnych pracownicy departamentu mogli wracać do starych spraw lub dzielić się spostrzeżeniami wyniesionymi z poprzednich dochodzeń, w jakich brali udział. Nie trzeba było wyciągać na światło dzienne wrażliwych szczegółów, aby omówić pewne sprawy lub zainteresować słuchaczy.
— Cóż, to nie jest praca dla każdego — wzruszył ramionami, notując jednak w głowie fakt, że w Ministerstwie znalazła stanowisko krewniaczka Philipa. — Podobno, jak sport nie jest dla wszystkich. Każdy ma inne predyspozycje, a pewnych nawyków nie wyplenisz. Poza tym człowiek to nie maszyna, żeby zmuszać się do robienia czegoś, czego nie czuje.
Praca w Derpartamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie była łatwa, a na pewno nie była przyjemna. Dopóki większość zmiany polegała na uzupełnianiu zaległych raportów czy wlepianiu mandatów na Pokątnej za źle zaparkowane powozy i miotły, dało się jakoś przeżyć i zapewne nawet wysoce wrażliwa osoba mogłaby sobie poradzić z taką robotą. Jednak wraz ze stażem pracy zwiększał się także natłok obowiązków oraz przydziały. Pierwsze poważne sprawy, które potrafiły sprawić, że żołądek najpierw zaciśnie się na supeł, a potem jego zawartość wyląduje w pobliskiej uliczce.
— Jeszcze miotła to pół biedy, ale pomyśl o świstokliku. Taki... idiota stwierdzi, że z niego skorzysta, ale puści przedmiot w trakcie podróży i wyląduje, Morgana jedna wie, gdzie. A potem szukaj takiego delikwenta, jak jeszcze zgubi różdżkę i połamie sobie nogę. — Pokręcił z niedowierzaniem głową. Może i był to przykład nieco ekstremalny, ale magiczne podróże nigdy nie były w stu procentach bezpieczne. Rozszczepienie, ryzyko wylądowania w nieodpowiednim kominku przy korzystaniu z sieci Fiuu... To były tylko pojedyncze przykłady potencjalnych niebezpieczeństw. A ludzie, zwłaszcza ci młodsi, sądzili, że są nie do zdarcia. — Postaram się to zrobić. Jakieś tam doświadczenie w końcu mam.
Pokiwał powoli głową, słuchając z coraz większym zainteresowaniem tłumaczeń mężczyzny.
— Nie tylko o grach miotlarskich? — Uniósł zdziwiony prawą brew. — Chcesz się przekwalifikować do sportów naziemnych? — Uśmiechnął się półgębkiem, żując przez chwilę szybciej gumę. — A może zaprosili cię do jakiegoś konkursu pokroju ''taniec z trytonami''? Ostrzegam, że te, które czasem gubią drogę i lądują w Tamizie, nie należą do czyścioszków.
Wzdrygnął się na samą myśl. Mugole... Mugole potrafili zrobić prawdziwy burdel z rzeki w Londynie i Erik nie byłby zdziwiony, gdyby woda ta była bardziej toksyczna niż zlewki z całego magazynu przeterminowanych eliksirów. Dziwił się, że jakiekolwiek stworzenia mogły tam przeżyć. Z drugiej strony, magiczny świat rządził się swoimi prawami, może nawet fantastyczne stworzenia wytworzyły mechanizmy obronne przed działaniami niemagów?
Bądź co bądź, dzielenie się z cywilami wszystkimi informacjami dotyczących śledztw, mogło działać na niekorzyść Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Podczas występów medialnych pracownicy departamentu mogli wracać do starych spraw lub dzielić się spostrzeżeniami wyniesionymi z poprzednich dochodzeń, w jakich brali udział. Nie trzeba było wyciągać na światło dzienne wrażliwych szczegółów, aby omówić pewne sprawy lub zainteresować słuchaczy.
— Cóż, to nie jest praca dla każdego — wzruszył ramionami, notując jednak w głowie fakt, że w Ministerstwie znalazła stanowisko krewniaczka Philipa. — Podobno, jak sport nie jest dla wszystkich. Każdy ma inne predyspozycje, a pewnych nawyków nie wyplenisz. Poza tym człowiek to nie maszyna, żeby zmuszać się do robienia czegoś, czego nie czuje.
Praca w Derpartamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie była łatwa, a na pewno nie była przyjemna. Dopóki większość zmiany polegała na uzupełnianiu zaległych raportów czy wlepianiu mandatów na Pokątnej za źle zaparkowane powozy i miotły, dało się jakoś przeżyć i zapewne nawet wysoce wrażliwa osoba mogłaby sobie poradzić z taką robotą. Jednak wraz ze stażem pracy zwiększał się także natłok obowiązków oraz przydziały. Pierwsze poważne sprawy, które potrafiły sprawić, że żołądek najpierw zaciśnie się na supeł, a potem jego zawartość wyląduje w pobliskiej uliczce.
— Jeszcze miotła to pół biedy, ale pomyśl o świstokliku. Taki... idiota stwierdzi, że z niego skorzysta, ale puści przedmiot w trakcie podróży i wyląduje, Morgana jedna wie, gdzie. A potem szukaj takiego delikwenta, jak jeszcze zgubi różdżkę i połamie sobie nogę. — Pokręcił z niedowierzaniem głową. Może i był to przykład nieco ekstremalny, ale magiczne podróże nigdy nie były w stu procentach bezpieczne. Rozszczepienie, ryzyko wylądowania w nieodpowiednim kominku przy korzystaniu z sieci Fiuu... To były tylko pojedyncze przykłady potencjalnych niebezpieczeństw. A ludzie, zwłaszcza ci młodsi, sądzili, że są nie do zdarcia. — Postaram się to zrobić. Jakieś tam doświadczenie w końcu mam.
Pokiwał powoli głową, słuchając z coraz większym zainteresowaniem tłumaczeń mężczyzny.
— Nie tylko o grach miotlarskich? — Uniósł zdziwiony prawą brew. — Chcesz się przekwalifikować do sportów naziemnych? — Uśmiechnął się półgębkiem, żując przez chwilę szybciej gumę. — A może zaprosili cię do jakiegoś konkursu pokroju ''taniec z trytonami''? Ostrzegam, że te, które czasem gubią drogę i lądują w Tamizie, nie należą do czyścioszków.
Wzdrygnął się na samą myśl. Mugole... Mugole potrafili zrobić prawdziwy burdel z rzeki w Londynie i Erik nie byłby zdziwiony, gdyby woda ta była bardziej toksyczna niż zlewki z całego magazynu przeterminowanych eliksirów. Dziwił się, że jakiekolwiek stworzenia mogły tam przeżyć. Z drugiej strony, magiczny świat rządził się swoimi prawami, może nawet fantastyczne stworzenia wytworzyły mechanizmy obronne przed działaniami niemagów?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞