Dopiero, kiedy zbliżyła się do mężczyzny zobaczyła, jak bardzo jest poturbowany. Zdecydowanie nie wyglądał najlepiej, jakby co najmniej przeżył bliskie spotkanie z buchorożcem, czy mugolskim autem. Norka wiedziała jak wyglądają, gdyż zdarzało jej się bywać w tym drugim świecie. Ojciec nic jej nie wspominał o tym, że McGonagall jest w szpitalu, właściwie dlaczego miałby? Nie łączyła ich jakaś zażyła relacja. Byli po prostu znajomymi z pracy, Figg kojarzyła go, zdarzyło jej się spotkać mężczyznę kilka razy, gdy była gdzieś z ojcem. Wymieniali wtedy krótkie uprzejmości i tyle. Nie wiedziała o nim nic więcej poza tym, gdzie pracował i czym się zajmował.
Trochę bała się, że pojawiła się tutaj nie w porę. Może nie powinna była tak po prostu wchodzić, nie chciała wyjść na wścibską, czy coś. Widok znajomej twarzy spowodował jednak, że postanowiła to zrobić. Może czuła, że zrobi mu się miło, jak go zagada? Tak po prostu, nie miała pojęcia, czy ktoś go tutaj odwiedzał. Sama pewnie byłaby zadowolona, gdyby ktoś widząc ją w szpitalu postanowił ją odwiedzić, niezależnie od stanu w jakim się znajdowała.
Próbowała nie wpatrywać się w niego zbyt intensywnie, choć obrażenia, jakim uległ tego nie ułatwiały. Naprawdę nie wyglądał dobrze, nie zamierzała jednak mówić tego na głos. Była ciekawa, co mu się przydarzyło. Miała świadomość, że czasy były niebezpieczne, wolałaby jednak usłyszeć, że ci źli, nie mają z tym nic wspólnego, jakoś tak bezpieczniej by się poczuła. Ostatnimi czasy bowiem towarzyszyła jej okropna niepewność, co do tego, co się wydarzy. Męczyło ją to ogromnie, wizja przyszłości i wojny, która mogła wybuchnąć nie była zbyt kolorowa.
- Tak, z tatą w porządku, najlepszym.- Rzekła, po czym usiadła na krześle wskazanym przez mężczyznę, wcześniej poczęstowała go jednym z pączków. - Przepraszam za bezpośredniość, co się Panu przydarzyło? Wygląda Pan, jakby przeżył spotkanie z jakimś niebezpiecznym stworem.- Nie potrafiła się powstrzymać przed zadaniem tego spotkania. Uważała jednak, że wypada utrzymanie tego dystansu spowodowanego tymi konwenansami, w końcu nie był jej znajomym, a jej ojca, był dużo starszy, powinna odzywać się grzecznie, tak jak ją tego uczono. Przywiązywała do tego ogromną wagę. - Najgorsze, że to nie tylko artykuły, wiadomo, że prasa często kłamie, w tym wypadku jednak to wszystko się dzieje, okropne są to czasy.- Rozmawiała na ten temat z kilkoma bliższymi osobami, udało jej się ustalić, że druga strona nie będzie bierna i zaczną stawiać opór, zresztą sama wyraziła chęć zaangażowania się w ich działania. Miała nadzieję, że to pomoże, a niedługo będą mogli zapomnieć o tym wszystkim.