Nie widziała nic dziwnego w swoim zachowaniu, wbrew temu, co mogło wydawać się innym. Gdy Ger darzyła kogoś sympatią - wcale się z tym nie kryła, ani trochę. Większość zgromadzonych tutaj osób znała ją tyle, co właściwie wcale. Tak, ich drogi spotykały się zawodowo, czy na jakichś spędach czystokrwistych czarodziejów, nikt jednak nie przekroczył tej granicy, kiedy panna Yaxley stawała się kimś więcej niż łowcą magicznych stworzeń. Zabawne, że Esmé z którym znała się najkrócej miał szansę wiedzieć o niej najwięcej, bo pozwoliła mu na to, przez to, że widziała między nimi dosyć dużą dozę podobieństwa.
Spojrzała na swoje buty i powstrzymywała uśmiech, który wpełzał na jej twarz, kiedy Rowle wspomniał o pięknie Victorii. Całkiem nieźle wybrnął z zaistniałej sytuacji, wcale nie dziwiło jej to, że mógł ją zapomnieć, zresztą praktycznie wcale nie wychodził z tej swojej jaskini, pewnie nie śledził prasy, a przynajmniej tak się jej wydawało.
Skoro już wskoczyła do tej łajby, rozsiadła się wygodnie, wcale nie ruszało jej spojrzenie Victorii, jej szare i zimnie niczym lód spojrzenie nie pokazywało żadnych emocji. - Co my tutaj robimy? No, płyniemy łódką. - Odpowiedziała na pytanie Lestrange - Właściwie to póki co próbujemy płynąć. - Nie uważała, że powinna się jej w jakikolwiek tłumaczyć ze swojej obecności w tym miejscu, bo po co? Nie byli przyjaciółmi, nie musieli wiedzieć, co robi w wolnym czasie.
Przeniosła swoje spojrzenie na Blacka, bo po raz kolejny został wywołany imiennie do odpowiedzi, nie żeby ją specjalnie obchodziło, w jaki sposób spędza swój miesiąc miodowy, nie była specjalistką, aczkolwiek, jeśli to był któryś ślub z kolei w przypadku dwójki małżonków, może nie zamierzali go jakoś specjalnie świętować? Pewnie z czasem, kolejne śluby zaczynały znaczyć coraz mniej.
Esmé zaczął wiosłować, całkiem niezły początek. Nie trwało to jednak długo, bo Laurent postanowił się popisać swoimi umiejętnościami związanymi z transmutacją. Delfiny, niby słodkie stworzenia, jednak były bardzo zdradliwe. - Wiecie, że delfiny tworzą gangi, niczym ludzie i atakują inne, często się zdradzają, a czasem nawet dopuszczają gwałtów dla rozrywki? - Nie wiedzieć czemu postanowiła wspomnieć o tej ciekawostce. Oczywiście przejęła wiosła, z uśmiechem na twarzy. Lekka rozgrzewka to sama przyjemność. Ścisnęła je mocno w dłoniach, a później poczęła nimi machać, całkiem szybko i równo, chociaż to, że znajdowała się na przedzie łódki nie pomagało.
Kiedy odpłynęli od brzegu, ogarnęło ją to uczucie. Bardzo dobrze jej znane. Niepokój, świadomość, że w jeziorze czai się coś. - Radziłabym nie wpadać do jeziora. - Skoro już byli grupą, mniej, czy bardziej zadowoleni z tego powodu, że mieli współpracować, to powinna dzielić się informacjami. - W jeziorze, coś mieszka. Nie jestem pewna co, jednak jest to jakiś potwór. - Zaczęła się zastanawiać nad ewentualnościami, zmrużyła przy tym oczy, ale nie przestała wiosłować, bo musieli dopłynąć do tej wyspy. - Może to być kelpie, która przybiera różne kształty, najczęściej jednak wybiera końskie wcielenie, strasznie trudno je złapać, żywią się ludźmi, w sensie, wabią swoim pięknym wyglądem, a później zaciągają na dno jeziora, gdzie robią sobie z nich posiłek. - To była jedna z możliwości. Sama miała uraz do tych stworzeń, wszak przez to miała do dzisiaj bliznę, która ciągnęła jej się przez całe plecy. - Mogą to być też wodniki, które wyglądają jak małpy pokryte rybią łuską, ich łapy to wielkie płetwy, które służą do duszenia ofiary, bardzo lubią pić ludzką krew. - Możliwości było wiele. - Jest jeszcze opcja, że to tylko żabnice, je się stosunkowo łatwo zabija, więc byłoby to chyba najprostsze do pokonania. - Nadal błądziła gdzieś myślami, o potworach mogła opowiadać godzinami, strasznie ją to uspokajało.
Wiosłowała równo, bez mniejszego problemu, zresztą nie było to wcale takie trudne zadanie dla osoby, która była tak sprawna jak ona. Co najważniejsze wszystkie negatywne emocje z niej opadły, w ogóle nie przejmowała się wcześniejszą próbą dominacji, czy wypytywanie o sprawy, które nie powinny ich obchodzić. Wystarczyło trochę ruchu, aby Yaxley ponownie miała wyśmienity humor.