-A to, że on mnie walnął, już się nie liczy? - było to, oczywiście, pytanie retoryczny, bo nie, nie liczyło się, i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Facet walnął go jeszcze w czasie ich walki, natomiast Nikolai walnął go już po tym, jak zostali przez Brennę unieszkodliwieni.
-Vlad mnie zabije.
Przynajmniej tyle dobrego, że bez względu na to, co wybierze Kol, tamte trzy mądrale nie wyjdą sobie na wolność bezkarnie.
Czy chciał składać zawiadomienie przeciw tej trójce? Może powinien, bo może dzięki temu tamta trójka trochę spotulnieje i nie będą już atakować zwykłych przechodniów? Mogło to też pójść w drugą stronę - jeżeli kiedykolwiek mieliby wrócić na Nokturn, mogliby urządzać napaści nie tylko na swojej ulicy, ale również na Pokątnej, tylko po to, żeby się wyżyć, a może udałoby im się jeszcze dopaść osoby, które zeznawały przeciw nim? Takich ludzie nierzadko trudno było zrozumieć, a jeszcze trudniej było przewidzieć, co mogłoby zrobić.
Nie podobał mu się pomysł zeznawania przed Wizengamotem i cała ta sprawa, bo zazwyczaj ciągnęło się to niemiłosiernie, bo albo ktoś czegoś nie powiedział, albo powiedział za dużo, albo znalazł się kolejny świadek, kolejny dowód, albo oskarżony odwlekał sprawę lub dodał swoje trzy grosze. Pod tym względem wołał sposób, w jaki takie sprawy rozwiązywano w Koldovstoretz - samemu, między sobą, bez żadnych sądów, szlabanów i kazań. Nauczyciele nie wtrącali się w sprawy uczniów, którzy musieli sami rozwiązywać swoje konflikty - słowem, pięściami albo zaklęciami. W samej Rosji, oczywiście, działało to inaczej, ale w tym momencie wolałby rozwiązać to w taki sposób, w jaki konflikty rozwiązywano w jego starej szkole.
Ale, niestety, nie mógł.
Zastanowił się chwilę.
-W porządki. Zróbmy tak - powiedział. -Nie wniosę oskarżenia przeciw nim, jeżeli ten kretyn w durnej czapeczce odpuści mi to walnięcie. Ale przepraszać go nie będę. Kretyn sobie zasłużył.
Poza tym, to był niezły cios, ale tego na głos wołał nie mówić.