25.04.2024, 14:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2024, 00:15 przez Eden Lestrange.)
Nieznacznie skrzywiła się na dźwięk skrzeczącego głosu intruzki; cień niezadowolenia przemknął przez twarz Eden, pokroju reakcji na pisk hamującego tuż przy twoim uchu pociągu. Był to jednak moment, trudny do uchwycenia dla ludzkiego oka - półmrok był dla Malfoy sprzymierzeńcem.
Dla postronnych głupim pewnie wydałaby się tak zagorzała powściągliwość w ekspresji, zwłaszcza w sytuacji tak błahej. A jednak Eden nie mogła oprzeć się wrażeniu, że pokazywanie szczerych emocji na własnej twarzy może kiedyś zaważyć przeciwko niej, że nie zna dnia ani godziny, a to dziewczę tę niechęć wyłowi z meandrów wspomnień i jakoś przeciwko niej wykorzysta. Dlatego zależało jej na ten chłodnej neutralności, co było już nieco komiczne, biorąc pod uwagę, jakie wywołała pierwsze wrażenie.
Asystentka samobójców.
Lubiła, kiedy ludzie się z nią zgadzali. W nadmiarze swojej pychy miała się za osobę nieomylną w porównaniu z rówieśnikami, więc gdy wybierali podążanie za jej przewodnictwem, mogła tylko aplaudować ich intuicji. A jednak teraz czuła się odrobinę niezręcznie, coś ją tknęło lekko w trzewiach, kiedy dziewczyna jednak zabrzmiała na kompletnie skłonną do nauki latania bez miotły. Nie chciała wierzyć, że to przebłysk empatii, obecnie była święcie przekonana o braku takowej, więc brnąc dalej za umiłowaną logiką, uznała, że nie chce, by skakała - zacznie się całe dochodzenie, szukanie, skąd spadła i dlaczego, w najlepszym wypadku straci kryjówkę na miesiące, a w najgorszym na zawsze.
Westchnęła pod nosem. Trzeba będzie idiotkę łapać.
- Nie ma za co - odburknęła cicho, powstrzymując potrzebę założenia ramion na piersi. Uznała, że gdyby jednak miała się zaraz przechylić, czy to z własnej woli, czy pchnięta podmuchem nocnego wiatru, to trudniej będzie ją w takiej pozycji pochwycić. I skupiła się na tym, na opracowaniu najszybszej drogi do tej wariatki, wizualizowała sobie, gdzie ją objąć, żeby nie pociągnęła ich dwójki ze sobą, bo Eden miała wiele na swoim talerzu, ale samobójstwa jeszcze nigdy nie rozważała, nie lubiła iść na łatwiznę. Rozważania jakoś odwróciły na moment jej uwagę, przez co ostatnie życzenie dziewczyny jakoś zbiło ją z pantałyku.
Obdarowała ją spojrzeniem spod byka i kilkoma sekundami ciszy. Ona jeszcze tego nie wiedziała, ale tak Eden wyrażała szok. Dopiero po chwili, kiedy setki możliwych odpowiedzi wygenerowały się w jej głowie, a ona naprędce wybrała najodpowiedniejszą, zareagowała prychnięciem.
Skoro jednak już nie chciała, by nieznajoma skakała, to nie mogła się zgodzić na pocałunek. Po pocałunku nie miałaby już nic do stracenia, więc poleciałaby bez oporu, o ile nie blefowała i potoczyłoby się to zgodnie z logiką. Jednak jednocześnie Eden nie mogła po prostu odmówić, bo brzmiałoby to tak, jakby próbowała stchórzyć.
- Po moim pocałunku będziesz czuła się tak nieziemsko, że ci się odechce skakać, więc nie wiem, czy to dobre wyjście dla nas obojga - odparła pewnie siebie, znudzonym głosem i z takim samym spojrzeniem. A jednak kłamała wierutnie, albo chociaż operowała na domysłach, bo sama też nigdy się z nikim nie całowała. Po pierwsze pannie z dobrego domu nie wypadało obściskiwać się z byle frajerem po kątach, a po drugie... Nawet ją do tego nigdy nie ciągnęło. Ba, czasem chyba nawet nieco obrzydzało.
Dla postronnych głupim pewnie wydałaby się tak zagorzała powściągliwość w ekspresji, zwłaszcza w sytuacji tak błahej. A jednak Eden nie mogła oprzeć się wrażeniu, że pokazywanie szczerych emocji na własnej twarzy może kiedyś zaważyć przeciwko niej, że nie zna dnia ani godziny, a to dziewczę tę niechęć wyłowi z meandrów wspomnień i jakoś przeciwko niej wykorzysta. Dlatego zależało jej na ten chłodnej neutralności, co było już nieco komiczne, biorąc pod uwagę, jakie wywołała pierwsze wrażenie.
Asystentka samobójców.
Lubiła, kiedy ludzie się z nią zgadzali. W nadmiarze swojej pychy miała się za osobę nieomylną w porównaniu z rówieśnikami, więc gdy wybierali podążanie za jej przewodnictwem, mogła tylko aplaudować ich intuicji. A jednak teraz czuła się odrobinę niezręcznie, coś ją tknęło lekko w trzewiach, kiedy dziewczyna jednak zabrzmiała na kompletnie skłonną do nauki latania bez miotły. Nie chciała wierzyć, że to przebłysk empatii, obecnie była święcie przekonana o braku takowej, więc brnąc dalej za umiłowaną logiką, uznała, że nie chce, by skakała - zacznie się całe dochodzenie, szukanie, skąd spadła i dlaczego, w najlepszym wypadku straci kryjówkę na miesiące, a w najgorszym na zawsze.
Westchnęła pod nosem. Trzeba będzie idiotkę łapać.
- Nie ma za co - odburknęła cicho, powstrzymując potrzebę założenia ramion na piersi. Uznała, że gdyby jednak miała się zaraz przechylić, czy to z własnej woli, czy pchnięta podmuchem nocnego wiatru, to trudniej będzie ją w takiej pozycji pochwycić. I skupiła się na tym, na opracowaniu najszybszej drogi do tej wariatki, wizualizowała sobie, gdzie ją objąć, żeby nie pociągnęła ich dwójki ze sobą, bo Eden miała wiele na swoim talerzu, ale samobójstwa jeszcze nigdy nie rozważała, nie lubiła iść na łatwiznę. Rozważania jakoś odwróciły na moment jej uwagę, przez co ostatnie życzenie dziewczyny jakoś zbiło ją z pantałyku.
Obdarowała ją spojrzeniem spod byka i kilkoma sekundami ciszy. Ona jeszcze tego nie wiedziała, ale tak Eden wyrażała szok. Dopiero po chwili, kiedy setki możliwych odpowiedzi wygenerowały się w jej głowie, a ona naprędce wybrała najodpowiedniejszą, zareagowała prychnięciem.
Skoro jednak już nie chciała, by nieznajoma skakała, to nie mogła się zgodzić na pocałunek. Po pocałunku nie miałaby już nic do stracenia, więc poleciałaby bez oporu, o ile nie blefowała i potoczyłoby się to zgodnie z logiką. Jednak jednocześnie Eden nie mogła po prostu odmówić, bo brzmiałoby to tak, jakby próbowała stchórzyć.
- Po moim pocałunku będziesz czuła się tak nieziemsko, że ci się odechce skakać, więc nie wiem, czy to dobre wyjście dla nas obojga - odparła pewnie siebie, znudzonym głosem i z takim samym spojrzeniem. A jednak kłamała wierutnie, albo chociaż operowała na domysłach, bo sama też nigdy się z nikim nie całowała. Po pierwsze pannie z dobrego domu nie wypadało obściskiwać się z byle frajerem po kątach, a po drugie... Nawet ją do tego nigdy nie ciągnęło. Ba, czasem chyba nawet nieco obrzydzało.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~