25.04.2024, 18:39 ✶
Jak to się mówi, ścieżki losu są nieodgadnione czy coś w tym stylu, sam nie był pewien. Złote myśli traktował z pobłażaniem, szczególnie te angielskie, bo nieraz nie miały dla niego zbyt wiele sensu i umykały w rozmowach jak mucha przy uchy, co mu dokuczała gdy pomagał rodzicom w polu. Zaraz będzie znów musiał do nich jechać, ale to dopiero po pełni. Trochę do roboty jest, koniec lata i jesień zawsze są pracowite. Zima, oj zima za to jest idealna, można wypoczywać i jeść co się zebrało, żeby wiosną głodować.
Myślałby o rodzinie dalej gdyby nie facet co nagle się obudził przy barze i zaczął prawić morały, cudowne złote myśli kogoś kto ewidentnie był przez życie przetyrany, ale że akurat miłość mu w głowie byłą, to go zdziwiło. Czyżby był świeżo po rozwodzie? Może go kobieta zdradziła? Kusiło go dopytać, ale mówił dalej, kim więc był by mu przerywać? Otóż nikim. Z resztą to by było nie na miejscu, bo jeszcze okazałoby się, że jego żona zmarła dwa dni temu i dlatego w takim podłym humorze. Nie chciał sprawić, że Nora straci klientów, dlatego stał grzecznie, słuchał, kiwał głową, przyglądał się mu. Uśmiechnął się lekko na jego słowa. Miłość to przekleństwo? Nie, no jak to, skądże? On nigdy nie doświadczył przez miłość żadnych problemów, ani jednego! Naprawdę! Nie kłamie! Może trochę.
-W takim razie na mnie chyba już za późno, teraz będę się ze sobą męczył do końca życia.-spróbował rzucić żartem, licząc, że może mężczyzna się rozluźni, w końcu po co płakać nad czymś czego się już nie zmieni? Żałował jednak tego, że się zakochał, oj jak żałował. Gdyby mógł, to zerwałby wszelaki kontakt jeszcze zanim rozwinęłaby się przyjaźń. Nie zrobił tego i z każdym dniem było mu mało. Chciał więcej, a gdy po więcej sięgnął uświadomiono go, że dwa lata marzeń były bezsensowne. Wolałby łamanie wszystkich kości ciała, niż takie odrzucenie. Trzymał go na smyczy, nawet teraz gdy nie widzieli się od dwóch tygodni. Zmarszczył brwi na własne rozważania. Był naiwny i głupi, wierzył, że coś mu się należy, że może na coś liczyć, że na coś zasługuje. Niby słabo kłamał, a dał radę sam siebie oszukać.
Przetarł blat, patrząc za jego spojrzeniem na Viorkę i uśmiechnął się krzywo, rozbawiony jego założeniami.
-Tak, ta jest specjalna. Nie do końca w dobrym tego słowa znaczeniu, ale na pewno ma w sobie... COŚ.-skomentował dziewczynę i wytarł dłonie w ścierkę.-Ale to tylko przyjaciółka, choćbym chciał, to bym chyba nie mógł prosić jej o więcej, albo raczej choćbym mógł, to nie chciałbym.-odpowiedział mu.-Zbyt mocno w życiu sobie uczuciami namieszałem. Muszę więc przyznać Panu rację, miłość do przekleństwo. Ludzie za nią giną, zabijają, kradną, cierpią, porzucają karierę, rodziny. A koniec końców okazuje się, że w całej tej miłości jest tylko chęć zawłaszczenia sobie kogoś dla przyjemności w łóżku.-zafukał, szybko reflektując się, że zbyt otwarcie rozgadał się z pijanym klientem.-Przepraszam. Dolać Panu?-liczył, że upojony umysł zignoruje głupotę jaką palnął. Boże, niech ten dzień się skończy. Chciał wrócić do domu, do prawdziwego domu, a nie do jakiegoś wynajmowanego mieszkania.
Myślałby o rodzinie dalej gdyby nie facet co nagle się obudził przy barze i zaczął prawić morały, cudowne złote myśli kogoś kto ewidentnie był przez życie przetyrany, ale że akurat miłość mu w głowie byłą, to go zdziwiło. Czyżby był świeżo po rozwodzie? Może go kobieta zdradziła? Kusiło go dopytać, ale mówił dalej, kim więc był by mu przerywać? Otóż nikim. Z resztą to by było nie na miejscu, bo jeszcze okazałoby się, że jego żona zmarła dwa dni temu i dlatego w takim podłym humorze. Nie chciał sprawić, że Nora straci klientów, dlatego stał grzecznie, słuchał, kiwał głową, przyglądał się mu. Uśmiechnął się lekko na jego słowa. Miłość to przekleństwo? Nie, no jak to, skądże? On nigdy nie doświadczył przez miłość żadnych problemów, ani jednego! Naprawdę! Nie kłamie! Może trochę.
-W takim razie na mnie chyba już za późno, teraz będę się ze sobą męczył do końca życia.-spróbował rzucić żartem, licząc, że może mężczyzna się rozluźni, w końcu po co płakać nad czymś czego się już nie zmieni? Żałował jednak tego, że się zakochał, oj jak żałował. Gdyby mógł, to zerwałby wszelaki kontakt jeszcze zanim rozwinęłaby się przyjaźń. Nie zrobił tego i z każdym dniem było mu mało. Chciał więcej, a gdy po więcej sięgnął uświadomiono go, że dwa lata marzeń były bezsensowne. Wolałby łamanie wszystkich kości ciała, niż takie odrzucenie. Trzymał go na smyczy, nawet teraz gdy nie widzieli się od dwóch tygodni. Zmarszczył brwi na własne rozważania. Był naiwny i głupi, wierzył, że coś mu się należy, że może na coś liczyć, że na coś zasługuje. Niby słabo kłamał, a dał radę sam siebie oszukać.
Przetarł blat, patrząc za jego spojrzeniem na Viorkę i uśmiechnął się krzywo, rozbawiony jego założeniami.
-Tak, ta jest specjalna. Nie do końca w dobrym tego słowa znaczeniu, ale na pewno ma w sobie... COŚ.-skomentował dziewczynę i wytarł dłonie w ścierkę.-Ale to tylko przyjaciółka, choćbym chciał, to bym chyba nie mógł prosić jej o więcej, albo raczej choćbym mógł, to nie chciałbym.-odpowiedział mu.-Zbyt mocno w życiu sobie uczuciami namieszałem. Muszę więc przyznać Panu rację, miłość do przekleństwo. Ludzie za nią giną, zabijają, kradną, cierpią, porzucają karierę, rodziny. A koniec końców okazuje się, że w całej tej miłości jest tylko chęć zawłaszczenia sobie kogoś dla przyjemności w łóżku.-zafukał, szybko reflektując się, że zbyt otwarcie rozgadał się z pijanym klientem.-Przepraszam. Dolać Panu?-liczył, że upojony umysł zignoruje głupotę jaką palnął. Boże, niech ten dzień się skończy. Chciał wrócić do domu, do prawdziwego domu, a nie do jakiegoś wynajmowanego mieszkania.