Skrajności nigdy nie były dobre, nie przynosiły nic dobrego. Najlepiej było lawirować gdzieś pomiędzy, chyba w każdej dziedzinie życia. Takie podejście miała Yaxley. Niby była dzika, niedopasowana, ale miała w sobie ogładę, gdy wymagała od tego sytuacja. Nie lubiła mówić, chociaż czasem zdarzało się jej być wylewną, wszystko zależało od tematu rozmowy. Uważała, że bez sensu jest ględzić trzy po trzy, o niczym. Kto w ogóle chciał tego słuchać? Słowa wtedy traciły na znaczeniu, był do niczego. Nie bez powodu mówiono, że to milczenie jest złotem. Odezwać się jasne, w sytuacji, która tego wymagała.
Słuchała, bardzo uważnie, zastanawiała się nad odpowiedziami, przynajmniej w towarzystwie osób takie jak Laurent, bo nie mogła sobie pozwolić przy nim na te chaotyczne rzucanie myśli, jak w przypadku Florence, czy Gio, którzy bardzo dobrze ją znali, widzieli ją w najgorszych momentach życia, tutaj czasem wolała się ugryźć w język. Miała świadomość, że Prewett może mieć inne zdanie na wiele spraw, akceptowała to i po prostu wolała omijać niektóre tematy. Tak było wygodniej, jakby te różnice w ogóle nie istniały.
Łatwiej jej było odnaleźć się w rozmowie jeden na jeden, mogła szybciej myśleć, mniej analizować, nie powstrzymywać się, aż tak bardzo. Zresztą nie było z nimi pracowników ministerstwa, a to naprawdę sporo zmieniało. Przy nich robiła się nieznośna. Przyjemnie jej się gawędziło z Laurentem, widać było, że zna się na tym, co robi, a ona naprawdę ceniła sobie profesjonalizm, w każdej dziedzinie, jaka by ona nie była. Uważała też za całkiem ciekawe to, że jak i ona wybrał profesję rodzinną, niektórzy od tego uciekali, jakby było coś złego w podążaniu przez utarte ścieżki.
Kiedy Laurent rzucał jej uwagi, reagowała na nie bardzo szybko. Zależało jej na poprawności, gdy już coś robiła, to faktycznie mocno się angażowała, żeby nauczyć się tego dobrze. Nie wybierała półśrodków - nigdy. Pilnowała tych pięt, chociaż wcale nie było to takie proste, skupiła się jednak na tym bardzo mocno. Nie chciała też zawieść swojego nauczyciela, szczególnie, że dzielił się z nią swoim ogromem wiedzy.
- Mam nadzieję, że twe słowa są szczere. - Wcale nie czuła, żeby jej szło jakoś świetnie, po prostu stosowała się do zaleceń, tak samo jak robiła z Florence i tymi jej magicznymi eliksirami, które kazała jej pić. Ufała mu z tym jeździectwem na podobnym poziomie. Nie wydawało jej się, że mogła lepiej trafić.
- No to próbuję, lekko. - Wiedziała, że nie może przeszarżować, bo mogłoby się to skończyć katastrofą, a tej wolałaby uniknąć. Spróbowała wymusić na zwierzęciu szybszy ruch, i faktycznie zaczęło być mniej wygodnie, jednak próbowała znaleźć równowagę, dostosować się do ruchów konia. Unoszenie i opadanie w siodle, powtarzała sobie w głowie te słowa i starała się wbić w rytm. Nie szło jej chyba tak najgorzej, bo póki co utrzymywała się w siodle.
- Żałuję, że zabrałam się za to tak późno. - Naprawdę spodobała jej się ta aktywność, czuła, że znalazła nową dziedzinę, w której będzie mogła się rozwijać. Szkoda, że zmarnowała tyle czasu, bo już dawno mogła mieć to za sobą.