25.04.2024, 22:30 ✶
– No co Ty kurwa Rózia! – wyciągnęła ręce przed siebie, ze szczerym śmiechem próbując uratować karty przed ich nędznym losem bycia... zwykłą talią kart. Wyglądały jak słodka Alicja, która nie dała się zastraszyć królowej Mab, która była twardsza i miała niezły reality check, skoro się skumała, że po prostu ostro przyćpała i to wszystko, ten cały sąd i ten cały wyrok to jakieś tylko jebane haluny.
– Popierdoliło Cię do reszty wariatko! – słodziła jej dalej, zbierając jednak swoje cenne kartoniki, pierwszą talię, tę którą dostała od Morfiny, z którą zagrała każdy jeden jebaniutki meczyk Quidditcha. Na szczęście. Bo wiadomo że karty to suki, ale szczęście jej przynosiły za każdym razem. – Wiesz przecież co jest w tych kartach, wiesz jak te kurwy nas kochają i jak uwielbiają nam dopierdalać. Ale mam teraz doskonały pomysł. Teraz Ty mi postawisz. Wódkę i układ. Na to co zwykle, na sprawy sercowe, zobaczysz co to znaczy mieć chujowy rozkład, a nie...
Na tym etapie nie było już tak źle. Alastor szczęśliwie rozstał się z Mav (jakby kogokolwiek poza Mildred to obchodziło) i był znów singlem przygodnie ruchającym jakieś cizie na imprezach. Cizie jednorazowe nie przyprawiały Miles o migrenę. Dwurazowe już zbliżały się niebezpiecznie do redalarmu, a trzyrazowe... takich na szczęście było niewiele. Panna Moody bardzo dbała o to, wszystkimi dostępnymi środkami.
– Anyway, ja do sercowego bez wódki nie podchodzę, jak masz jakąś popite to też chętnie, może być kurwa winiacz.– wyszczerzyła się jak zawsze paskudnie. – Na tym Beltane będą te wianki, ja i moje metr pięćdziesiąt w obcasach to za chuja nie dostane się na górę, z resztą z kim? Z Erikiem może, przecież wszyscy wiedzą, że marzy mu się taka fantastyczna żona jak ja. –cmoknęła radośnie w samozachwycie, a może samozaoraniu. Dla niej te dwie wartości leżały stanowczo zbyt blisko siebie.
– Popierdoliło Cię do reszty wariatko! – słodziła jej dalej, zbierając jednak swoje cenne kartoniki, pierwszą talię, tę którą dostała od Morfiny, z którą zagrała każdy jeden jebaniutki meczyk Quidditcha. Na szczęście. Bo wiadomo że karty to suki, ale szczęście jej przynosiły za każdym razem. – Wiesz przecież co jest w tych kartach, wiesz jak te kurwy nas kochają i jak uwielbiają nam dopierdalać. Ale mam teraz doskonały pomysł. Teraz Ty mi postawisz. Wódkę i układ. Na to co zwykle, na sprawy sercowe, zobaczysz co to znaczy mieć chujowy rozkład, a nie...
Na tym etapie nie było już tak źle. Alastor szczęśliwie rozstał się z Mav (jakby kogokolwiek poza Mildred to obchodziło) i był znów singlem przygodnie ruchającym jakieś cizie na imprezach. Cizie jednorazowe nie przyprawiały Miles o migrenę. Dwurazowe już zbliżały się niebezpiecznie do redalarmu, a trzyrazowe... takich na szczęście było niewiele. Panna Moody bardzo dbała o to, wszystkimi dostępnymi środkami.
– Anyway, ja do sercowego bez wódki nie podchodzę, jak masz jakąś popite to też chętnie, może być kurwa winiacz.– wyszczerzyła się jak zawsze paskudnie. – Na tym Beltane będą te wianki, ja i moje metr pięćdziesiąt w obcasach to za chuja nie dostane się na górę, z resztą z kim? Z Erikiem może, przecież wszyscy wiedzą, że marzy mu się taka fantastyczna żona jak ja. –cmoknęła radośnie w samozachwycie, a może samozaoraniu. Dla niej te dwie wartości leżały stanowczo zbyt blisko siebie.