25.04.2024, 22:49 ✶
Chwilę jeszcze Perseus widział świat w taki sposób, w jaki widzieli go wszyscy inni. A potem jego talent dał o sobie znać: i znowu mocniej niż zazwyczaj, dużo mocniej, bo przecież normalnie widział tylko aury ludzi a tutaj… tutaj było inaczej.
Dużo bardziej przerażająco niż wtedy, gdy siedział w restauracji. Głosy siedzących z nim w jednej łódce ludzi umilkły i uderzyła w niego głucha cisza. A potem dostrzegł czerń, całe jezioro pełne czerni. Już nie słabej, nie delikatnej, nie przypominającej uschnięte gałązki, ale silnej, pulsującej jak żywy organizm. Łódka którą płynęli nurzała się w niej, grube wstęgi łapały się burty, jakby próbowały dostać się na pokład. Na jej tle to fiolet, tak wyraźny na lądzie, zamienił się w nici: słabe i unoszące się bezładnie.
Na szczęście nie wszędzie tak było. Geraldine i Esme promienieli bezpiecznym fioletem. Otulał ich ciasno, prawie jakby chronił. I może coś w tym było, bo gdy magipsychiatra spojrzał na swoją dłoń odkrył, że on również ciągle był otulony tą barwą. Niby bezpieczną i łagodną, ale gdy spróbowała sięgnąć ku niemu jedna z czarnych wstęg zza burty, reagującą niezwykle szybko, odpychając wstęgę niby przeciwnika. Victoria również jaśniała fioletem, może nie tak intensywnym jak on lub Esme czy Geraldine, ale wciąż ciasno oplecionym wokół jej sylwetki.
Tylko wokół Laurenta brakowało tego koloru. Niewidzialne, czarne wstęgi unosiły się nad nim, niemal gotowe do tego, by utkać wokół Prewetta kokon. Tu na pochłoniętym czernią jeziorze łatwiej im było nabrać mocy.
Dźwięki wróciły. A po mrugnięciu zniknęły również aury. Znowu wszystko wyglądało tak, jak zazwyczaj. Gdy Perseus doszedł do siebie, w ustach miał metaliczny posmak krwi. Przygryzł sobie policzek?
Dużo bardziej przerażająco niż wtedy, gdy siedział w restauracji. Głosy siedzących z nim w jednej łódce ludzi umilkły i uderzyła w niego głucha cisza. A potem dostrzegł czerń, całe jezioro pełne czerni. Już nie słabej, nie delikatnej, nie przypominającej uschnięte gałązki, ale silnej, pulsującej jak żywy organizm. Łódka którą płynęli nurzała się w niej, grube wstęgi łapały się burty, jakby próbowały dostać się na pokład. Na jej tle to fiolet, tak wyraźny na lądzie, zamienił się w nici: słabe i unoszące się bezładnie.
Na szczęście nie wszędzie tak było. Geraldine i Esme promienieli bezpiecznym fioletem. Otulał ich ciasno, prawie jakby chronił. I może coś w tym było, bo gdy magipsychiatra spojrzał na swoją dłoń odkrył, że on również ciągle był otulony tą barwą. Niby bezpieczną i łagodną, ale gdy spróbowała sięgnąć ku niemu jedna z czarnych wstęg zza burty, reagującą niezwykle szybko, odpychając wstęgę niby przeciwnika. Victoria również jaśniała fioletem, może nie tak intensywnym jak on lub Esme czy Geraldine, ale wciąż ciasno oplecionym wokół jej sylwetki.
Tylko wokół Laurenta brakowało tego koloru. Niewidzialne, czarne wstęgi unosiły się nad nim, niemal gotowe do tego, by utkać wokół Prewetta kokon. Tu na pochłoniętym czernią jeziorze łatwiej im było nabrać mocy.
Dźwięki wróciły. A po mrugnięciu zniknęły również aury. Znowu wszystko wyglądało tak, jak zazwyczaj. Gdy Perseus doszedł do siebie, w ustach miał metaliczny posmak krwi. Przygryzł sobie policzek?