25.04.2024, 23:05 ✶
Przez ostatnie dni Sophie bardzo źle spała. Stresowała się wizytą w Ministerstwie, i wolałaby załatwić całą tę sprawę bez obecności ojca. On jednak zarządził, że pójdzie z nią. Biedna dziewczyna nie miała nic do gadania! Przez całą noc rozmyślała, jak wielkim przegrywam była w oczach swojego rodzica...
Rano była gotowa przed czasem. Włosy spięła w kok i jak zawsze ubrała się bardzo schludnie - w spódnice za kolana, prostą koszulę zapiętą pod samą szyję oraz ładnie skrojoną marynarkę. Większość ubrań szyła sobie sama i jeszcze nigdy nie zawstydziła Roberta swoim wyglądem. Nie ubierała się wyzywająco, żeby nie kierować na siebie niechcianych spojrzeń. Nigdy nie mogła mieć pewności kto będzie się na nią patrzył, a i obrzydzało ją nadmierne eksponowanie własnych kształtów. Chłopcy w Hogwarcie często gadali o dziewczynach, komentując ich tyłki, twarze oraz biusty. Dla Sophie bylo to głupie oraz żenujące, i chyba właśnie dlatego nigdy nie miała chłopaka. Na pewno wymagałby od niej, żeby co nieco pokazała...
Kiedy szli korytarzami ministerstwa, milczała. Zerkała co jakiś czas na ojca, jednak gardło miała tak mocno ściśnięte, że bała się, iż nie da rady wydusić z siebie ani słowa. Była blada, bolała ją głowa i chciało jej się płakać.
- Tak, mam ze sobą wszystko.- Odpowiedziała głucho. Czyli jednak mogła mówić. Oby tylko się nie rozkleiła! Poprawiła marynarkę, wygładziła spódnice i weszła do pokoju zaraz za ojcem. W domu chyba z dziesięć razy sprawdzała, czy zabrała ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty. Niemożliwym było, żeby coś pominęła.
- Dzień dobry... - Powiedziała cicho i usiadła na fotelu obok ojca. Spojrzała na niego, szukając w jego twarzy chociaż odrobiny otuchy oraz pocieszenia.
Rano była gotowa przed czasem. Włosy spięła w kok i jak zawsze ubrała się bardzo schludnie - w spódnice za kolana, prostą koszulę zapiętą pod samą szyję oraz ładnie skrojoną marynarkę. Większość ubrań szyła sobie sama i jeszcze nigdy nie zawstydziła Roberta swoim wyglądem. Nie ubierała się wyzywająco, żeby nie kierować na siebie niechcianych spojrzeń. Nigdy nie mogła mieć pewności kto będzie się na nią patrzył, a i obrzydzało ją nadmierne eksponowanie własnych kształtów. Chłopcy w Hogwarcie często gadali o dziewczynach, komentując ich tyłki, twarze oraz biusty. Dla Sophie bylo to głupie oraz żenujące, i chyba właśnie dlatego nigdy nie miała chłopaka. Na pewno wymagałby od niej, żeby co nieco pokazała...
Kiedy szli korytarzami ministerstwa, milczała. Zerkała co jakiś czas na ojca, jednak gardło miała tak mocno ściśnięte, że bała się, iż nie da rady wydusić z siebie ani słowa. Była blada, bolała ją głowa i chciało jej się płakać.
- Tak, mam ze sobą wszystko.- Odpowiedziała głucho. Czyli jednak mogła mówić. Oby tylko się nie rozkleiła! Poprawiła marynarkę, wygładziła spódnice i weszła do pokoju zaraz za ojcem. W domu chyba z dziesięć razy sprawdzała, czy zabrała ze sobą wszystkie potrzebne dokumenty. Niemożliwym było, żeby coś pominęła.
- Dzień dobry... - Powiedziała cicho i usiadła na fotelu obok ojca. Spojrzała na niego, szukając w jego twarzy chociaż odrobiny otuchy oraz pocieszenia.