Rzucając zaklęcie, spodziewał się zobaczyć spętanego jak ogromny kawał mięsa niedźwiedzia. Spodziewał się widzieć go skrępowanego, jak pada na ziemię z głośnym rykiem i wierzga się, próbując zerwać więzy i wreszcie poddaje się, zmęczony walką, ale również świadomy, że tych lin tak łatwo nie zerwie. Ucieszył się, nawet kiedy zaklęcie się powiodło, i kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu, bo udało mu się przeżyć i pokonał prawdziwego niedźwiedzia.
Czy mógł to nazwać "zwycięstwem", skoro niedźwiedź prawie miażdżył mu kark i skończył w magicznych linach tylko dlatego, że Nikolai się wycofał, wracając do ludzkiej postaci? A zresztą... Siłował się z niedźwiedziem!
A potem uderzyła w niego rzeczywistość. Zaklęcie się powiodło, owszem, ale liny nie powaliły na ziemię niedźwiedzia. Wystarczyło mrugnięcie oczu, kiedy zamiast ogromnego cielska, pokrytego grubym futrem, zobaczył przed sobą zwykłego mężczyznę, wysokiego, blondyna, chudego, ubrudzonego krwią. Siedział tak na tyłku, z wyciągniętą w stronę Samuela różdżką i dziwną miną na twarzy. Zamrugał kilka razy, jego głowa przechyliła się na bok.
Co tu się właśnie odwaliło?
A potem Samuel padł jak długo, spętany, jak chude, wędzone mięso, i może nawet byłoby to zabawne, gdyby nie było tak absurdalne.
-Sam? - wykrztusił jeszcze z siebie z jeszcze dziwniejszą miną.
Moment, on też był animagiem? I też się zmieniał w niedźwiedzia?
-Na brodę Merlina, wszystko w porządku? - poderwał się i chwycił za liny, próbując poluzować ucisk.
Wycelował różdżką i wymamrotał zaklęcie, przez co liny zaczęły powoli puszczać i rozluźniać się.
-Coś ty w ogóle sobie myślał? Tak po prostu sobie biegasz po lesie? - Nikolai, wzburzony, wyciągnął rękę, żeby strzepać ziemię z ubrań i włosów Samuela. -A jeśli zobaczyłby cię jakiś Łowca?