26.04.2024, 06:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2024, 07:00 przez Dora Crawford.)
Dora nie była pewna, czy kiedykolwiek widziała wcześniej coś podobnego. Naturę, która pod jakimś dziwnym wpływem buntowała się swoim własnym prawom i to w taki gwałtowny sposób. Ale im dłużej wpatrywała się w leżącego na trawie mężczyznę, im dłużej obracała w głowie ten problem, powoli zaczęła kiełkować w jej głowie znajoma myśl. Jej umysł wreszcie uleciał w znajomym kierunku, obierając kurs na osobę Heather, która przecież była w stanie wzburzyć wodę.
Jakaś znerwicowana gryfonka zalała dzisiaj salę od eliksirów, dało się słyszeć plotki jeszcze na korytarzach Hogwartu i był to jedynie początek, bo przecież kariera Wood skończyła się tragicznie, kiedy zalało stadion podczas jej meczu. Współczuła jej, ale w tym konkretnym momencie, mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie - gest kierowała do Samuela i do jego problemu. Problemu, który teraz wydał się jej odrobinę bardziej znajomy.
Przekartkowała wystarczająco dużo książek i artykułów, by trafić w swojej pogoni za nauką także na wzmianki o Klątwie Żywiołów. Objawiała się różnorako, ale zawsze dotyczyła jednego z sześciu żywiołów; ognia, wody, powietrza, ziemi, lodu i błyskawic. McGonnagal natomiast, najwyraźniej cierpiał z powodu ziemi.
Jej dotyk był delikatny, kiedy pogładziła go uspokajająco po ramieniu. Wyglądała teraz tak, jakby to co zdarzyło się jeszcze parę chwil temu, wcale nie miało dla niej znaczenia - był to zwyczajny wypadek, a wypadki miał to do siebie, że się zdarzały.
- Nie, nic mi nie jest - uśmiechnęła się do niego łagodnie, zapewniając że ma się w jak najlepszym porządku. Czerwona obrączka okalała nadgarstek, za który wcześniej pochwyciła roślina, ale nie było to nic groźnego i z czym nie była w stanie sobie poradzić. - Nie masz za co przepraszać, naprawdę - zapewniła go, samej się podnosząc i przyglądając uważnie w jakim był stanie.
- Spokojnie, mam z nimi wprawę. Widzisz, sama je zasadziłam - i do tej pory nie sprawiały problemu, ale tego już nie dodała, nie chcąc robić mu przykrości. - Coś jest w ziemi. Rodzi teraz nadmiernie chwasty w nienaturalny sposób. Ale to nic, potem go doprowadzę do porządku - znowu go dotknęła, w ten sam uspokajający sposób gładząc po ramieniu. - Nie mów tak - zażądała wręcz zaraz. - Pójdziemy do domu, zrobię herbaty i wszystko zaraz będzie o wiele lepiej. Płot się naprawi, ogródek wypieli, a Erik zrozumie. Chodźmy - uśmiechnęła się do niego zachęcająco i ruszyli do Warowni.
Jakaś znerwicowana gryfonka zalała dzisiaj salę od eliksirów, dało się słyszeć plotki jeszcze na korytarzach Hogwartu i był to jedynie początek, bo przecież kariera Wood skończyła się tragicznie, kiedy zalało stadion podczas jej meczu. Współczuła jej, ale w tym konkretnym momencie, mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie - gest kierowała do Samuela i do jego problemu. Problemu, który teraz wydał się jej odrobinę bardziej znajomy.
Przekartkowała wystarczająco dużo książek i artykułów, by trafić w swojej pogoni za nauką także na wzmianki o Klątwie Żywiołów. Objawiała się różnorako, ale zawsze dotyczyła jednego z sześciu żywiołów; ognia, wody, powietrza, ziemi, lodu i błyskawic. McGonnagal natomiast, najwyraźniej cierpiał z powodu ziemi.
Jej dotyk był delikatny, kiedy pogładziła go uspokajająco po ramieniu. Wyglądała teraz tak, jakby to co zdarzyło się jeszcze parę chwil temu, wcale nie miało dla niej znaczenia - był to zwyczajny wypadek, a wypadki miał to do siebie, że się zdarzały.
- Nie, nic mi nie jest - uśmiechnęła się do niego łagodnie, zapewniając że ma się w jak najlepszym porządku. Czerwona obrączka okalała nadgarstek, za który wcześniej pochwyciła roślina, ale nie było to nic groźnego i z czym nie była w stanie sobie poradzić. - Nie masz za co przepraszać, naprawdę - zapewniła go, samej się podnosząc i przyglądając uważnie w jakim był stanie.
- Spokojnie, mam z nimi wprawę. Widzisz, sama je zasadziłam - i do tej pory nie sprawiały problemu, ale tego już nie dodała, nie chcąc robić mu przykrości. - Coś jest w ziemi. Rodzi teraz nadmiernie chwasty w nienaturalny sposób. Ale to nic, potem go doprowadzę do porządku - znowu go dotknęła, w ten sam uspokajający sposób gładząc po ramieniu. - Nie mów tak - zażądała wręcz zaraz. - Pójdziemy do domu, zrobię herbaty i wszystko zaraz będzie o wiele lepiej. Płot się naprawi, ogródek wypieli, a Erik zrozumie. Chodźmy - uśmiechnęła się do niego zachęcająco i ruszyli do Warowni.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.