20.12.2022, 20:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2022, 20:37 przez Florence Bulstrode.)
- Pomagałeś Atriemu? - odgadła, bo zdawało się jej, że Orion powinien wrócić do domu już jakiś czas temu. W przypadku ich dwojga siedzenie po godzinach nie było niczym nadzwyczajnym, przy czym jeżeli szło o Oriona, czasem przyczyną nie były ciężkie sprawy, a najmłodszy z Bulstrodów.
Chyba oboje trochę za bardzo pobłażali Atreusowi. A i tak robili to prawdopodobnie dużo, dużo mniej niż rodzice, zwłaszcza matka, wszak chodziło o najmłodszego synka. (Chociaż sam Atreus pewnie by się z tym nie zgodził, przynajmniej w przypadku Florence: sześć lat starsza siostra w dawnych czasach nieskończenie wiele razy udaremniła mu plany w rodzaju wymknięcia się na nocną przechadzkę, ogrania syna znajomych w karty ze wszystkich słodyczy albo zaleczając siniaki tłumaczyła uparcie, Co Zrobił Źle.)
- Ja. Zmodyfikowałam czar likwidujący Zaklęcie Trwałego Przylepca, połączyłam go z Finite Incantatem i magią transmutującą - wyjaśniła. Tak, spędziła na tym wiele godzin, nie tylko dziś, ale też tydzień i miesiąc temu, gdy tylko miała czas. Tak, było to absolutnie nieefektywne wykorzystanie jej czasu, a konkretnie tego, który mogła przeznaczyć na przykład na sen, by spać dłużej niż sześć godzin dziennie.
Florence jednak nie uznawała porażki. Nie w dziedzinie niwelowania czarów, stanowiącą jej specjalność. Ten paskudny obraz doprowadzał ją do wewnętrznej furii od lat - furii, której nigdy nie okazała na zewnątrz - nie tylko dlatego, że był taki wielki, brzydki i widział go każdy gość przychodzący do kamienicy. Nie. Chodziło o to, że nie potrafiła go zdjąć. Skoro ktoś znalazł sposób na przytwierdzenie tego paskudztwa do ściany, ona mogła znaleźć sposób na jego usunięcie. Musiała znaleźć sposób.
- Kiedy uderzyłam w ścianę za nim, słychać było głuchy odgłos. Kiedy zagląda się przez tę dziurę, jest tam jakaś przestrzeń. Zmierzyłam wszystkie pomieszczenia na dole i brakuje mi części metrażu. Przynajmniej pół metra na pół metra. Powinnam była zrobić to dawno. - Florence zmarszczyła brwi. Nie, nie mówiła o usunięciu samego obrazu.
Powinna była dawno pomierzyć wszystkie pomieszczenia na parterze.
Oczywiście, normalni ludzie nie robili takich rzeczy. Ale Florence nie do końca była normalna. Sama na górze miała do dyspozycji dwa pokoje oraz łazienkę, i rzecz jasna doskonale wiedziała, jaki jest ich metraż i że nie brakuje ani centymetra. Nie wymierzyła całej kamienicy tylko dlatego, że nie chciała nadmiernie naruszać prywatności braci.
Teraz trochę tego żałowała.
W każdym razie miała do czynienia nie tylko z zagadką - a krukoński umysł nie mógł takiej całkowicie zignorować - ale też... z nieprawidłowością. A Florence Bulstrode nie lubiła wszelkich nieprawidłowości. Trzeba było każdą z nich się zająć. Usunąć. To doskonale wyjaśniało, dlaczego stała wpatrując się w ścianę. Tak... bezczynnie. Nie sprzątała, nie próbowała jeszcze przywrócić ścianie równomiernego koloru, nie czytała żadnej książki, ewentualnie nie pozwalała sobie na tę codzienną chwilę odpoczynku w ulubionym fotelu.
Szukała rozwiązania.
- Myślałam, czy jej nie rozbić, bo to wygląda, jakby ktoś chciał coś ukryć. Ale to narobi strasznego bałaganu... - westchnęła.
Chyba oboje trochę za bardzo pobłażali Atreusowi. A i tak robili to prawdopodobnie dużo, dużo mniej niż rodzice, zwłaszcza matka, wszak chodziło o najmłodszego synka. (Chociaż sam Atreus pewnie by się z tym nie zgodził, przynajmniej w przypadku Florence: sześć lat starsza siostra w dawnych czasach nieskończenie wiele razy udaremniła mu plany w rodzaju wymknięcia się na nocną przechadzkę, ogrania syna znajomych w karty ze wszystkich słodyczy albo zaleczając siniaki tłumaczyła uparcie, Co Zrobił Źle.)
- Ja. Zmodyfikowałam czar likwidujący Zaklęcie Trwałego Przylepca, połączyłam go z Finite Incantatem i magią transmutującą - wyjaśniła. Tak, spędziła na tym wiele godzin, nie tylko dziś, ale też tydzień i miesiąc temu, gdy tylko miała czas. Tak, było to absolutnie nieefektywne wykorzystanie jej czasu, a konkretnie tego, który mogła przeznaczyć na przykład na sen, by spać dłużej niż sześć godzin dziennie.
Florence jednak nie uznawała porażki. Nie w dziedzinie niwelowania czarów, stanowiącą jej specjalność. Ten paskudny obraz doprowadzał ją do wewnętrznej furii od lat - furii, której nigdy nie okazała na zewnątrz - nie tylko dlatego, że był taki wielki, brzydki i widział go każdy gość przychodzący do kamienicy. Nie. Chodziło o to, że nie potrafiła go zdjąć. Skoro ktoś znalazł sposób na przytwierdzenie tego paskudztwa do ściany, ona mogła znaleźć sposób na jego usunięcie. Musiała znaleźć sposób.
- Kiedy uderzyłam w ścianę za nim, słychać było głuchy odgłos. Kiedy zagląda się przez tę dziurę, jest tam jakaś przestrzeń. Zmierzyłam wszystkie pomieszczenia na dole i brakuje mi części metrażu. Przynajmniej pół metra na pół metra. Powinnam była zrobić to dawno. - Florence zmarszczyła brwi. Nie, nie mówiła o usunięciu samego obrazu.
Powinna była dawno pomierzyć wszystkie pomieszczenia na parterze.
Oczywiście, normalni ludzie nie robili takich rzeczy. Ale Florence nie do końca była normalna. Sama na górze miała do dyspozycji dwa pokoje oraz łazienkę, i rzecz jasna doskonale wiedziała, jaki jest ich metraż i że nie brakuje ani centymetra. Nie wymierzyła całej kamienicy tylko dlatego, że nie chciała nadmiernie naruszać prywatności braci.
Teraz trochę tego żałowała.
W każdym razie miała do czynienia nie tylko z zagadką - a krukoński umysł nie mógł takiej całkowicie zignorować - ale też... z nieprawidłowością. A Florence Bulstrode nie lubiła wszelkich nieprawidłowości. Trzeba było każdą z nich się zająć. Usunąć. To doskonale wyjaśniało, dlaczego stała wpatrując się w ścianę. Tak... bezczynnie. Nie sprzątała, nie próbowała jeszcze przywrócić ścianie równomiernego koloru, nie czytała żadnej książki, ewentualnie nie pozwalała sobie na tę codzienną chwilę odpoczynku w ulubionym fotelu.
Szukała rozwiązania.
- Myślałam, czy jej nie rozbić, bo to wygląda, jakby ktoś chciał coś ukryć. Ale to narobi strasznego bałaganu... - westchnęła.