- Zawsze, wystarczy krótki list, a się pojawię. - Dodała zachęcająco, chociaż zdawała sobie sprawę, że to się raczej nie wydarzy, Prewett nie wyglądał na kogoś, kto byłby zrobić innej osobie po złości, w przeciwieństwie do niej, bo zdawała sobie sprawę, że czasem trzeba sięgnąć i po takie środki.
- To prawda, niektórzy uważają to za bardzo istotne. - Ona nie do końca potrafiła czarować słowem, była zbyt prostym człowiekiem na wznoszenie wzniosłych toastów, wolała więc wysłuchiwać tych innych i po prostu pić. To było łatwiejsze do opanowania. Zresztą często jej się wydawało, że ci ludzie po prostu mówią to, czego inni chcą usłyszeć, nie są w tym szczerzy.
- Takiego balu na pewno nie odmówię. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo, bo może średnio przepadała za imprezami tego typu, jednak się na nich pojawiała od czasu do czasu, tak właściwie to nawet coraz częściej, bo przejęła pałeczkę po rodzicach i to ona zazwyczaj reprezentowała ich rodzinę podczas przyjęć. Mimo wszystko bal w motywie pirackim musiał być naprawdę ogromną przyjemnością. - Tak, chociaż nie lubię ptaków, więc raczej obejdzie się bez papugi, chyba, że pluszowej. - Dodała jeszcze.
- Powiedzmy, że wolę sobie odpuścić, zresztą jak widziałeś z piratami też jestem w stanie sobie poradzić. - Umiała stawiać granice i wybrnąć niemalże z każdej niewygodnej sytuacji.
- Chcesz się mnie stąd pozbyć? - Rzuciła żartem. - Nie zostwię cię samego z tą butelką rumu, trzeba się nią godnie zaopiekować. - By nie czuła się samotna, tak.