Był pełnoletni, owszem, ale nie oznaczało to, że zawsze zachowywał się tak, jak dorosły czarodziej zachowywać się powinien. Mógł to też zrzucić na sposób wychowania ze szkoły, gdzie nikt nie wtrącał się w czyjeś konflikty i do tej pory nikt nie powstrzymywał nikogo przed rozkwaszeniem komuś nosa tylko dlatego, że padło krzywe spojrzenie albo złośliwe słowo. Za często musiał się upominać, że nie był już w Rosji, w Koldovstoretz, i powinien w końcu nauczyć się zaciskać pięści i nadstawiać drugi policzek, jeśli nie chciał cały czas wpadać w kłopoty.
Oczywiście, Vlad nie zabiłby go naprawdę. Nie był przecież mordercą. Był za to odrobinę nadopiekuńczy i chociaż jego bratanek był już pełnoletni od roku, według rosyjskiego prawa, a od dwóch według angielskiego, to wciąż zdarzało mu się traktować bratanka, jak niesfornego szczeniaka, którego najpierw trzeba oduczyć pewnych zachowań, zanim wypuści się go do ludzi. I z pewnością znajdzie sposób, żeby Nikolai powiedział mu o wszystkim. I, oczywiście, Nikolai spodziewał się w takiej sytuacji długiego kazania, że powinien w końcu nauczyć się unikać kłopotów.
-Jaki mam czas na zmianę zdania? - spytał, sięgnął formularz i przesunął po nim wzrokiem.-Jeśli frajer nie będzie współpracował, wnoszę oskarżenie.
Walnął go, kiedy ten był bezbronny - jego błąd. Dał się sprowokować - jego wina. Ale w całej tej sytuacji był ofiarą, więc miał zamiar to wykorzystać, jeśli maniak w durnej czapeczce nie będzie chciał współpracować. Za swoją winę weźmie odpowiedzialność.
Podpisał formularz.