26.04.2024, 15:06 ✶
Albo uznają, że miał akurat ciężki przypadek i nie wyszedł na lunch, pomyślała Brenna, i po części dlatego zabrała się do czarowania.
– Faktycznie, całkiem ładnie wyglądają. Może powinnam zapamiętać wzór, jak trzeba będzie zmieniać drzwi wejściowe do Warowni? – zastanowiła się, spoglądając na swoje „dzieło”. Otwarte, ciężkie drzwi, dużo taśmy policyjnej, zamknięte drzwi izolatki. Sytuacja nie poprawiła się, ale też nie pogorszyła, więc można było to uznać… no nie za sukces… ale na pewno nie za porażkę.
Kiedy Prewett zaproponował, że on spróbuje, rzeczywiście się ociągała. Spojrzała na niego, na swoją różdżkę i na popsutą dłoń. Było niewiele osób, którym pozwoliłaby ze swojej różdżki korzystać bez większego wahania – prawdopodobnie jakieś trzy – a poza tym trochę się martwiła, że Basilius będzie z tą różdżką… niekompatybilny. Pióra feniksa należały do tych wybrednych rdzeni, które nie chciały służyć każdemu, a nawet swoim „wybranym” czarodziejom lubiły płatać figle. Brenna doskonale dogadywała się zwykle ze swoją różdżką, ale zdarzało się, że ta uznawała, że jej właścicielka potrzebuje jednak czegoś innego niż próbuje wyczarować.
– Tylko… tylko ostrożnie – powiedziała, podając mu swoją różdżkę i cofając się o krok, tak na wszelki wypadek. Spięła się mimowolnie, czekając na to, co się stanie, ale może będzie dobrze, to przecież tylko alohomora, podstawowe zaklęcie, tylko lumos było łatwiejsze!!!
I…
Palec.
Brenna zamrugała, a potem sięgnęła po niego lewą ręką.
– Nie jest prawdziwy, ufff. Szkoda, że nie da się wyczarować rzeczy jadalnych, bo całkiem fajnie wygląda. Teraz mam ochotę na galaretkę, koniecznie agrestową... chociaż w sumie cytrynowa też mogłaby być – oświadczyła, obracając w dłoni ten zielony palec. Znaczy się namiastkę palca. – Myślałeś o palcach bez kości, co? Zastanawiam się, czy my coś źle robimy, czy moja różdżka uznała, że powinniśmy tu posiedzieć, tyle że jednak jak miałabym tu siedzieć, to wolałabym już z odrastającymi palcami… znaczy się z kośćmi. Z odrastającymi kośćmi – westchnęła, z odrobiną wyrzutu spoglądając na swoją różdżkę. – Może da się je wyważyć. Drzwi, znaczy się.
– Faktycznie, całkiem ładnie wyglądają. Może powinnam zapamiętać wzór, jak trzeba będzie zmieniać drzwi wejściowe do Warowni? – zastanowiła się, spoglądając na swoje „dzieło”. Otwarte, ciężkie drzwi, dużo taśmy policyjnej, zamknięte drzwi izolatki. Sytuacja nie poprawiła się, ale też nie pogorszyła, więc można było to uznać… no nie za sukces… ale na pewno nie za porażkę.
Kiedy Prewett zaproponował, że on spróbuje, rzeczywiście się ociągała. Spojrzała na niego, na swoją różdżkę i na popsutą dłoń. Było niewiele osób, którym pozwoliłaby ze swojej różdżki korzystać bez większego wahania – prawdopodobnie jakieś trzy – a poza tym trochę się martwiła, że Basilius będzie z tą różdżką… niekompatybilny. Pióra feniksa należały do tych wybrednych rdzeni, które nie chciały służyć każdemu, a nawet swoim „wybranym” czarodziejom lubiły płatać figle. Brenna doskonale dogadywała się zwykle ze swoją różdżką, ale zdarzało się, że ta uznawała, że jej właścicielka potrzebuje jednak czegoś innego niż próbuje wyczarować.
– Tylko… tylko ostrożnie – powiedziała, podając mu swoją różdżkę i cofając się o krok, tak na wszelki wypadek. Spięła się mimowolnie, czekając na to, co się stanie, ale może będzie dobrze, to przecież tylko alohomora, podstawowe zaklęcie, tylko lumos było łatwiejsze!!!
I…
Palec.
Brenna zamrugała, a potem sięgnęła po niego lewą ręką.
– Nie jest prawdziwy, ufff. Szkoda, że nie da się wyczarować rzeczy jadalnych, bo całkiem fajnie wygląda. Teraz mam ochotę na galaretkę, koniecznie agrestową... chociaż w sumie cytrynowa też mogłaby być – oświadczyła, obracając w dłoni ten zielony palec. Znaczy się namiastkę palca. – Myślałeś o palcach bez kości, co? Zastanawiam się, czy my coś źle robimy, czy moja różdżka uznała, że powinniśmy tu posiedzieć, tyle że jednak jak miałabym tu siedzieć, to wolałabym już z odrastającymi palcami… znaczy się z kośćmi. Z odrastającymi kośćmi – westchnęła, z odrobiną wyrzutu spoglądając na swoją różdżkę. – Może da się je wyważyć. Drzwi, znaczy się.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.