20.12.2022, 21:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:34 przez Morgana le Fay.)
Zagrano najpierw jedną, potem drugą i trzecią piosenkę. Kelnerzy w międzyczasie dyskretnie odbierali i donosili naczynia, usuwając z sali resztki niedojedzonych potraw i dbając o to, aby na stołach niczego nie zabrakło.
Elise Longbottom krążyła pomiędzy znajomymi, zamieniając z niektórymi parę słów. Po pewnym czasie z góry zeszła także ponownie Brenna – i dołączyła do matki, starając się każdemu poświęcić chociaż pięć minut, niezależnie od tego, czy przybył tu coś wylicytować, czy został zaproszony jako znajomy jednego z młodszych Longbottomów. Przy okazji starała się też dyskretnie zamienić parę słów z większością fotografów, wybadując, czy komuś udało się zrobić zdjęcia Nory po tym, jak już zmieniła się z bobra w człowieka… i jeżeli tak, to je odzyskać. Mniej więcej w okolicach północy sala zaczęła powoli pustoszeć: na szczęście obyło się już bez większych wpadek. Ten i ów może nadużył trochę alkoholu, ktoś inny pokłócił się z żoną albo kolegą z pracy, obyło się jednak bez ogromnych katastrof, które miałyby zostać zapamiętane na długo. Każdy, kto wylicytował lub wygrał jakiś przedmiot, mógł podpisać papiery i zabrać go od razu. Jeżeli tego nie zrobił – ten miał zostać mu dostarczony w najbliższych dniach, po dokonaniu przelewu do właściwej skrytki, wraz z wszystkimi dokumentami (potwierdzającymi kwotę, zawierającą specyfikację wygranego przedmiotu oraz dowód darowizny). Jeśli Brenna wypatrzyła, że jacyś znajomi wychodzą, na odchodne zwykle obdarowywała kawałkiem tortu, jakimś alkoholem albo ciasteczkami.
Nawet w takiej chwili nie zapominała o tym, aby do pudełeczek dorzucać karteczkę z informacją, że tort pochodził z Nory Nory. Reklama w końcu dźwignią handlu, prawda?
Gdy wszyscy znikli, gospodynię (i ewentualnie kogoś, kto zdecydował się pomóc), czekało jeszcze sprawdzanie pod stołami i na tarasie, czy przypadkiem nigdzie nie ostał się ktoś pijany, nieprzytomny albo trafiony jakimś zaklęciem. (Brenna tak na wszelki wypadek użyła nawet paru zaklęć odczarowujących, ta przemiana w bobra musiała wzbudzić w niej pewną podejrzliwość.) I czy na sali nie ostało się nic podejrzanego.
Świt miał przynieść ze sobą nowe wyzwania, ale bal Longbottomów się zakończył. Jakiś czas pewnie będzie jeszcze źródłem plotek, ale przynajmniej w najbliższych dniach sierociniec i przyszli absolwenci Hogwartu mieli otrzymać środki na sfinansowanie edukacji, a do schroniska trafił ładny datek.
Elise Longbottom krążyła pomiędzy znajomymi, zamieniając z niektórymi parę słów. Po pewnym czasie z góry zeszła także ponownie Brenna – i dołączyła do matki, starając się każdemu poświęcić chociaż pięć minut, niezależnie od tego, czy przybył tu coś wylicytować, czy został zaproszony jako znajomy jednego z młodszych Longbottomów. Przy okazji starała się też dyskretnie zamienić parę słów z większością fotografów, wybadując, czy komuś udało się zrobić zdjęcia Nory po tym, jak już zmieniła się z bobra w człowieka… i jeżeli tak, to je odzyskać. Mniej więcej w okolicach północy sala zaczęła powoli pustoszeć: na szczęście obyło się już bez większych wpadek. Ten i ów może nadużył trochę alkoholu, ktoś inny pokłócił się z żoną albo kolegą z pracy, obyło się jednak bez ogromnych katastrof, które miałyby zostać zapamiętane na długo. Każdy, kto wylicytował lub wygrał jakiś przedmiot, mógł podpisać papiery i zabrać go od razu. Jeżeli tego nie zrobił – ten miał zostać mu dostarczony w najbliższych dniach, po dokonaniu przelewu do właściwej skrytki, wraz z wszystkimi dokumentami (potwierdzającymi kwotę, zawierającą specyfikację wygranego przedmiotu oraz dowód darowizny). Jeśli Brenna wypatrzyła, że jacyś znajomi wychodzą, na odchodne zwykle obdarowywała kawałkiem tortu, jakimś alkoholem albo ciasteczkami.
Nawet w takiej chwili nie zapominała o tym, aby do pudełeczek dorzucać karteczkę z informacją, że tort pochodził z Nory Nory. Reklama w końcu dźwignią handlu, prawda?
Gdy wszyscy znikli, gospodynię (i ewentualnie kogoś, kto zdecydował się pomóc), czekało jeszcze sprawdzanie pod stołami i na tarasie, czy przypadkiem nigdzie nie ostał się ktoś pijany, nieprzytomny albo trafiony jakimś zaklęciem. (Brenna tak na wszelki wypadek użyła nawet paru zaklęć odczarowujących, ta przemiana w bobra musiała wzbudzić w niej pewną podejrzliwość.) I czy na sali nie ostało się nic podejrzanego.
Świt miał przynieść ze sobą nowe wyzwania, ale bal Longbottomów się zakończył. Jakiś czas pewnie będzie jeszcze źródłem plotek, ale przynajmniej w najbliższych dniach sierociniec i przyszli absolwenci Hogwartu mieli otrzymać środki na sfinansowanie edukacji, a do schroniska trafił ładny datek.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.