26.04.2024, 17:50 ✶
Z ciekawością rozejrzała się po knajpce, bo mimo iż o niej słyszała, to nie miała okazji tutaj być. A szkoda, bo zapachy naprawdę były wspaniałe. Teraz, gdy mocno ograniczyła palenie, na nowo doceniała ten zmysł. Co prawda bywało to nieco problematyczne - chociażby w pracy, bo przecież przyzwyczaiła się, że większość eliksirów nie ma tak mocnego zapachu, a tutaj okazywało się, że miały, tylko po prostu ich nie czuła. Co prawda podejrzewała, że prawdziwą rozkosz z wąchania jedzenia odkryje dopiero, gdy rzuci na dobre, ale już teraz odczuwała różnicę. Zastanawiała się nawet, czy nie powinna przerzucić się na te bezzapachowe ćmiki, ale obawiała się, że wróci do bezwiednego sięgania po nie. A skoro zaczynał przeszkadzać jej zapach palonego tytoniu, to był chyba to jeden z pierwszych kroków?
Wyciągnęła szyję, by móc zajrzeć do menu. Tristan był od niej dużo wyższy i naprawdę doceniała to, że w takich błahych sprawach dbał o to, by i ona mogła komfortowo przeczytać, co tutaj podawali. To była jedna z tych wielu rzeczy, które w nim kochała: dbał o nią i o innych. Tak bardzo różnił się od mężczyzn i chłopaków, z którymi się spotykała, że czasami miała ochotę się uszczypnąć, by sprawdzić, czy nie śni. Ale zawsze rezygnowała - bo co, jeżeli to tylko długi sen, a ona obudzi się na początku roku 72, w styczniu? Nawet nie chciała o tym myśleć. Jeśli to sen, to niech trwa jak najdłużej.
- Może być - kiwnęła głową, gdy jej wzrok podążył na kredowe menu na ścianie. Chwilę czytała, co mają, ale w sumie to nie przykładała do tego większej uwagi. Cokolwiek, żeby zapełnić żołądek. - Co chcesz do picia?
Dla niej to było oczywiste, że będzie zamawiać. Nie miała problemu z tym, żeby odezwać się do obcej osoby, w końcu robiła to codziennie - miała problem z niemiłymi osobami, ale jakimś cudem gdy znajdowała się po drugiej stronie lady to pracownicy wydawali się uprzejmi. Może dlatego, że - tak jak teraz - witała ich szerokim uśmiechem i zawsze mówiła "dzień dobry"? Nie bała się też używać słów "proszę", a z doświadczenia wiedziała, że klienci boją się tego słowa i unikają go jak ognia. Więc na przekór wszystkim chamom w stosunku do pracowników usługowych - ona była miła i uprzejma.
Gdy złożyła zamówienie, mogli wybrać stolik. Nie było tu tłoku, więc mogli na spokojnie wybrać taki, który będzie im pasował. Olivia pokazała na jeden dwuosobowy, znajdujący się w środku. Wnętrze było przyjemne i jasne, a na zewnątrz pewnie by musiała przekrzykiwać ludzi, mijających to miejsce, a nie bardzo miała na to ochotę. W środku było ciszej i przyjemniej.
- Gdzie jest to miejsce, które chcesz obejrzeć jako pierwsze? Daleko stąd? - zapytała z ciekawością, siadając naprzeciwko Tristana. Zastanawiała się, czy widziała wcześniej ten lokal w którejś z gazet, czy może Tristan znalazł go, gdy akurat zrobiła sobie przerwę w szukaniu na kilka dni, bo była zajęta... Cóż, bujaniem w obłokach. - Strasznie jesteś tajemniczy, jeśli o to chodzi.
Powiedziała z niewinnym uśmiechem, wspierając łokcie na blacie stolika, a podbródek - na splecionych dłoniach. Zdobyła się nawet na teatralne zatrzepotanie rzęsami, żeby Ward na pewno zrozumiał, że to był żart.
Wyciągnęła szyję, by móc zajrzeć do menu. Tristan był od niej dużo wyższy i naprawdę doceniała to, że w takich błahych sprawach dbał o to, by i ona mogła komfortowo przeczytać, co tutaj podawali. To była jedna z tych wielu rzeczy, które w nim kochała: dbał o nią i o innych. Tak bardzo różnił się od mężczyzn i chłopaków, z którymi się spotykała, że czasami miała ochotę się uszczypnąć, by sprawdzić, czy nie śni. Ale zawsze rezygnowała - bo co, jeżeli to tylko długi sen, a ona obudzi się na początku roku 72, w styczniu? Nawet nie chciała o tym myśleć. Jeśli to sen, to niech trwa jak najdłużej.
- Może być - kiwnęła głową, gdy jej wzrok podążył na kredowe menu na ścianie. Chwilę czytała, co mają, ale w sumie to nie przykładała do tego większej uwagi. Cokolwiek, żeby zapełnić żołądek. - Co chcesz do picia?
Dla niej to było oczywiste, że będzie zamawiać. Nie miała problemu z tym, żeby odezwać się do obcej osoby, w końcu robiła to codziennie - miała problem z niemiłymi osobami, ale jakimś cudem gdy znajdowała się po drugiej stronie lady to pracownicy wydawali się uprzejmi. Może dlatego, że - tak jak teraz - witała ich szerokim uśmiechem i zawsze mówiła "dzień dobry"? Nie bała się też używać słów "proszę", a z doświadczenia wiedziała, że klienci boją się tego słowa i unikają go jak ognia. Więc na przekór wszystkim chamom w stosunku do pracowników usługowych - ona była miła i uprzejma.
Gdy złożyła zamówienie, mogli wybrać stolik. Nie było tu tłoku, więc mogli na spokojnie wybrać taki, który będzie im pasował. Olivia pokazała na jeden dwuosobowy, znajdujący się w środku. Wnętrze było przyjemne i jasne, a na zewnątrz pewnie by musiała przekrzykiwać ludzi, mijających to miejsce, a nie bardzo miała na to ochotę. W środku było ciszej i przyjemniej.
- Gdzie jest to miejsce, które chcesz obejrzeć jako pierwsze? Daleko stąd? - zapytała z ciekawością, siadając naprzeciwko Tristana. Zastanawiała się, czy widziała wcześniej ten lokal w którejś z gazet, czy może Tristan znalazł go, gdy akurat zrobiła sobie przerwę w szukaniu na kilka dni, bo była zajęta... Cóż, bujaniem w obłokach. - Strasznie jesteś tajemniczy, jeśli o to chodzi.
Powiedziała z niewinnym uśmiechem, wspierając łokcie na blacie stolika, a podbródek - na splecionych dłoniach. Zdobyła się nawet na teatralne zatrzepotanie rzęsami, żeby Ward na pewno zrozumiał, że to był żart.