26.04.2024, 18:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2024, 18:21 przez Brenna Longbottom.)
- Świetnie, na pewno tam pójdę, świętować odzyskanie kości. Szkiele Wzro jest tak paskudne, że chętnie zjem potem coś dobrego. Oby mieli agrestową - ucieszyła się Brenna, po czym odrzuciła na bok zielony, galaretkowaty palec, który zresztą chwilę później znikł w niebycie. - Ale nie zrobią się od tej naprawy zielone, prawda? Ani takie galaretowate? To znaczy... teraz są takie jakby gumowe - spytała odrobinę podejrzliwie, bo wydało się jej niepokojące, że z myślenia o naprawianiu jej palców wyszedł zielony palec. Nie wiedziała w końcu, że tutaj w grę wchodziła żaba, co pewnie sprawiło, że pojawiła się ta cała gazetka w żabkim kolorze...
Myślenie o taranowaniu drzwi też nie było dobrą drogą. Było bardzo, bardzo złą drogą.
Na całe szczęście, Brenna była całkiem sprawna fizycznie. Bardziej od Prewetta, który był chory i spędzał dnie lecząc pacjentów albo grając w karty, bo ona spędzała je ganiając za złodziejami albo łażąc po drzewach. I musiała nauczyć się zauważać rzeczy takie jak mordercze meble, które chcą cię zamordować. Gdy więc on potknął się, heroicznie próbując wypchnąć ją spod toru lotu łóżka, złapała go po prostu lewą ręką i pociągnęła za sobą na podłogę. Upadek należał do tych z kategorii bolesnych, zwłaszcza że nie mogła zamortyzować go prawą dłonią i ta zabolała od uderzenia, ale był lepszy niż oberwaniem w głowę ciężkim meblem.
Łóżko przemknęło przez pokój, uderzyło w drzwi i policyjne taśmy i stanęło na sztorc, częściowo blokując i tak zamknięte wejście.
Usiadła, podpierając się łokciem. Zastanawiała się przez moment, jakie były szanse, że to łóżko by któreś z nich zabiło. Dokonała szybkich przeliczeń: ręce całe, jedna popsuta, ale stan się tu nie zmienił, nogi całe, żebra całe, glowa nie uszkodzona, a nie pracowała należycie już wcześniej, znaczy się, wszystko w porządku. Prewett też chyba żył i był co najwyżej trochę poobijany.
- Basilius? Oddaj mi moją różdżkę. Bardzo ładnie proszę. Teraz.
Ton miała bardzo, bardzo spokojny, łagodny niemal, ale była gotowa odebrać mu tę różdżkę choćby siłą, i tak, jedną ręką, bo zdecydowanie nie powinien nią czarować jeśli mieli wyjść stąd żywi.
Rzucam pod edycję, czy oberwę meblem
Myślenie o taranowaniu drzwi też nie było dobrą drogą. Było bardzo, bardzo złą drogą.
Na całe szczęście, Brenna była całkiem sprawna fizycznie. Bardziej od Prewetta, który był chory i spędzał dnie lecząc pacjentów albo grając w karty, bo ona spędzała je ganiając za złodziejami albo łażąc po drzewach. I musiała nauczyć się zauważać rzeczy takie jak mordercze meble, które chcą cię zamordować. Gdy więc on potknął się, heroicznie próbując wypchnąć ją spod toru lotu łóżka, złapała go po prostu lewą ręką i pociągnęła za sobą na podłogę. Upadek należał do tych z kategorii bolesnych, zwłaszcza że nie mogła zamortyzować go prawą dłonią i ta zabolała od uderzenia, ale był lepszy niż oberwaniem w głowę ciężkim meblem.
Łóżko przemknęło przez pokój, uderzyło w drzwi i policyjne taśmy i stanęło na sztorc, częściowo blokując i tak zamknięte wejście.
Usiadła, podpierając się łokciem. Zastanawiała się przez moment, jakie były szanse, że to łóżko by któreś z nich zabiło. Dokonała szybkich przeliczeń: ręce całe, jedna popsuta, ale stan się tu nie zmienił, nogi całe, żebra całe, glowa nie uszkodzona, a nie pracowała należycie już wcześniej, znaczy się, wszystko w porządku. Prewett też chyba żył i był co najwyżej trochę poobijany.
- Basilius? Oddaj mi moją różdżkę. Bardzo ładnie proszę. Teraz.
Ton miała bardzo, bardzo spokojny, łagodny niemal, ale była gotowa odebrać mu tę różdżkę choćby siłą, i tak, jedną ręką, bo zdecydowanie nie powinien nią czarować jeśli mieli wyjść stąd żywi.
Rzucam pod edycję, czy oberwę meblem
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.