26.04.2024, 20:56 ✶
Mijał kolejny dzień w kamienicy Mulciberów, ale Charlie nie przyzwyczajał się do tego miejsca tak łatwo, jak mógłby. Snuł się po pomieszczeniach, szukając swojego miejsca, gdy nie przebywał poza domem. Dom. To nie był dom, dom pozostał w Norwegii. Dom nie był jednak kompletny, gdy nie było w nim ojca. Ale czy ta pogoń za życiodawcą miała jakikolwiek sens, skoro po drodze gubiło się wszystko inne? Charlie zaczynał już tęsknić za siostrą, za chłodem, za morzem, którego tak się bał. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby wszyscy wrócili do Oslo.
Charlie zatrzymał się w pół kroku, gdy jego spojrzenie spotkało się z tym drugim, tak podobnym do spojrzenia ojca. To było jednak inne, mniej znajome, zimniejsze, gdy padało znad książki. Nawet dźwięk własnego imienia był nieprzyjemny i nie zwiastował niczego dobrego.
- Tak, wuju? - Odzyskanie oddechu zajęło o kilka milisekund zbyt dużo, lecz nogi poniosły po miękkim dywanie, jakby był to dobrze wyuczony odruch. Podobnie było z zajęciem miejsca na drugim fotelu. Charlie daleki był jednak od odprężenia się, gdy wsunął dłonie między kolana i zgarbił się nieco. - Do Londynu? Miałem nadzieję zostać tu tak długo, jak długo zostanie ojciec, zanim wrócimy do Oslo. - Przyznał się. Nie porzucił nadziei. To w Skandynawii był ich dom. - Chcę pomóc mu w interesach. Nie mogłem prowadzić ich w Norwegii sam, klienci nie ufają mi tak, jak ufają ojcu. - Wyjaśnił szybko. Dla niektórych Mulciber był Mulciberem, bez względu na wszystko, dla innych jednak pan Richard mógł stać się jedynym akceptowalnym kontaktem.
Charlie zatrzymał się w pół kroku, gdy jego spojrzenie spotkało się z tym drugim, tak podobnym do spojrzenia ojca. To było jednak inne, mniej znajome, zimniejsze, gdy padało znad książki. Nawet dźwięk własnego imienia był nieprzyjemny i nie zwiastował niczego dobrego.
- Tak, wuju? - Odzyskanie oddechu zajęło o kilka milisekund zbyt dużo, lecz nogi poniosły po miękkim dywanie, jakby był to dobrze wyuczony odruch. Podobnie było z zajęciem miejsca na drugim fotelu. Charlie daleki był jednak od odprężenia się, gdy wsunął dłonie między kolana i zgarbił się nieco. - Do Londynu? Miałem nadzieję zostać tu tak długo, jak długo zostanie ojciec, zanim wrócimy do Oslo. - Przyznał się. Nie porzucił nadziei. To w Skandynawii był ich dom. - Chcę pomóc mu w interesach. Nie mogłem prowadzić ich w Norwegii sam, klienci nie ufają mi tak, jak ufają ojcu. - Wyjaśnił szybko. Dla niektórych Mulciber był Mulciberem, bez względu na wszystko, dla innych jednak pan Richard mógł stać się jedynym akceptowalnym kontaktem.