26.04.2024, 21:22 ✶
Utrata kontroli... Czy wiązała się zaledwie z traceniem wątku? Czy ta kontrola była jeszcze zachowana? Jak blisko było do zerwanie ostatnich nici, trzymających mnie w bezpiecznej strefie? Czy dam radę? Czy może jednak przegram również własne nieżycie? Miałem słabość do zakładów, a to już smakowało mi ryzykiem... Słodką pokusą by zrobić coś zakazanego, żeby uczynić ten drobny krok i...
BÓL. BÓL. Nie mogłem zapominać o BÓLU, który ze sobą niosłem. I brak kontroli, kompletny brak kontroli, bo wciąż miałem z nią poważny problem, kiedy ponosiłem się fantazjom podczas picia krwi.
- Nie to miałem na myśli - zaprzeczyłem, bo nie bałem się śpiewu samego w sobie. Nie mogłem o nim zapomnieć, odkąd go usłyszałem. Wbił się głębiny mojego umysłu, wyrył się tam zapewne na wieczność, ale... Obawiałem się konsekwencji. Byłyby zapewne śmiertelnie poważne. Przy czym byłyby DOSŁOWNIE śmiertelne. - Z tym śpiewem. Powiedzmy, że chronię pana przed bólem, za którym, jak też ustaliliśmy, pan nie przepada - odparłem powoli, starając się dobierać słowa ostrożnie. Czy mi się udało? To się okaże. Z pewnością nie chciałem świecić informacją na czole, wypisaną może na dodatek krwistoczerwoną kaligrafią, że jestem wampirem. Politycznie jednakże starałem się trzymać innych z daleka... i tym samym wpuszczałem delikatnie, prowokujące mnie osoby do mieszkania, kiedy nie było w nim ani Geraldine, ani Kim, ani kogokolwiek, kto by mnie oderwał od tej bladej szyi, która swoją drogą musiała pachnieć drogimi perfumami. Brzmiało smakowicie? Czemu brzmiało mi to smakowicie? Nie powinno takim być!
BÓL. Myśl o B.Ó.L.U.
- A wracając do Geraldine, nie raczyła mi wyjaśnić sedna... Właściwie niczego, więc jeśli mogę prosić o wprowadzenie mnie w temat waszego zainteresowania, byłbym wdzięczny. Jak widać, mam wolne popołudnie, więc mógłbym szukać interesujących was informacji - zauważyłem, starając się usilnie trzymać prawdziwego celu tej wizyty, ale nietypowa uroda Laurenta oraz jej elegancki szyk... Nadnaturalny śpiew, który przypominał się za każdym razem, kiedy tylko docierał do mnie jego delikatny głos. Może nie używał tym razem magii selkie, ale to wystarczało, bym popadał w obsesję. Ta odsłonięta szyja była niczym wisienka na torcie. Mówiła: JESTEM TU KURWA, WIĘC MNIE BIERZ PIĘKNĄ, CZERWONĄ I LŚNIĄCĄ.
Tak, mogłem powiedzieć, żeby mnie nie niepokoił, żeby wyszedł stąd, poszedł do swojego zamku, ale prawda była taka, że coraz bardziej chciałem zatrzymać go przy sobie. Nie byłem w stanie wyrzucić z siebie nawet potwierdzenia, mruknięcia, machnięcia ręką by sobie poszedł. Mój umysł krzyczał: JESZCZE CHWILA, JESZCZE SEKUNDA, JESZCZE POROZMAWIAJMY O TYM, bo przecież tak bardzo chciałem załatwiać twoje problemy, gościu.
BÓL. BÓL. Nie mogłem zapominać o BÓLU, który ze sobą niosłem. I brak kontroli, kompletny brak kontroli, bo wciąż miałem z nią poważny problem, kiedy ponosiłem się fantazjom podczas picia krwi.
- Nie to miałem na myśli - zaprzeczyłem, bo nie bałem się śpiewu samego w sobie. Nie mogłem o nim zapomnieć, odkąd go usłyszałem. Wbił się głębiny mojego umysłu, wyrył się tam zapewne na wieczność, ale... Obawiałem się konsekwencji. Byłyby zapewne śmiertelnie poważne. Przy czym byłyby DOSŁOWNIE śmiertelne. - Z tym śpiewem. Powiedzmy, że chronię pana przed bólem, za którym, jak też ustaliliśmy, pan nie przepada - odparłem powoli, starając się dobierać słowa ostrożnie. Czy mi się udało? To się okaże. Z pewnością nie chciałem świecić informacją na czole, wypisaną może na dodatek krwistoczerwoną kaligrafią, że jestem wampirem. Politycznie jednakże starałem się trzymać innych z daleka... i tym samym wpuszczałem delikatnie, prowokujące mnie osoby do mieszkania, kiedy nie było w nim ani Geraldine, ani Kim, ani kogokolwiek, kto by mnie oderwał od tej bladej szyi, która swoją drogą musiała pachnieć drogimi perfumami. Brzmiało smakowicie? Czemu brzmiało mi to smakowicie? Nie powinno takim być!
BÓL. Myśl o B.Ó.L.U.
- A wracając do Geraldine, nie raczyła mi wyjaśnić sedna... Właściwie niczego, więc jeśli mogę prosić o wprowadzenie mnie w temat waszego zainteresowania, byłbym wdzięczny. Jak widać, mam wolne popołudnie, więc mógłbym szukać interesujących was informacji - zauważyłem, starając się usilnie trzymać prawdziwego celu tej wizyty, ale nietypowa uroda Laurenta oraz jej elegancki szyk... Nadnaturalny śpiew, który przypominał się za każdym razem, kiedy tylko docierał do mnie jego delikatny głos. Może nie używał tym razem magii selkie, ale to wystarczało, bym popadał w obsesję. Ta odsłonięta szyja była niczym wisienka na torcie. Mówiła: JESTEM TU KURWA, WIĘC MNIE BIERZ PIĘKNĄ, CZERWONĄ I LŚNIĄCĄ.
Tak, mogłem powiedzieć, żeby mnie nie niepokoił, żeby wyszedł stąd, poszedł do swojego zamku, ale prawda była taka, że coraz bardziej chciałem zatrzymać go przy sobie. Nie byłem w stanie wyrzucić z siebie nawet potwierdzenia, mruknięcia, machnięcia ręką by sobie poszedł. Mój umysł krzyczał: JESZCZE CHWILA, JESZCZE SEKUNDA, JESZCZE POROZMAWIAJMY O TYM, bo przecież tak bardzo chciałem załatwiać twoje problemy, gościu.