26.04.2024, 21:59 ✶
Zarejestrowałem swoich słuchem, że Geraldine już wstała. Z nudów uważnie obserwowałem zachowania i zwyczaje swoich współlokatorek, więc tak, Geraldine, uważnie cię obserwuję od samego początku i dobrze wyciągam wnioski czy coś w tym stylu. Nie zamierzałem jej być jednak matką, ale czasami wcisnę swoje trzy grosze w życie swojej siostry. Tylko że pierwszą i jak na razie ostatnią rozmowę na ten temat mieliśmy dwa dni temu, więc zamierzałem jej dać trochę odetchnąć, przemyśleć sprawę, poukładać to sobie i takie tam... Dlatego nie wciskałem jej się ze swoim zadem w nadchodzące śniadanie, szczególnie że oprócz towarzystwa za wiele bym w nie nie wniósł. Czytałem jakieś nudne gówno o świecie, które zapewne nie zamierzało uczynić mnie bogatszym w wiedzę. Jedynie bogatszym w znużenie, bo, uwaga!, sam z siebie zacząłem przysypiać. Godne podziwu, jak na moje ostatnie standardy zażywania snu... Tylko że z tego dosłownie chwilowego letargu wyrwał mnie wrzask zarzynanej świni. Oczywiście, że się poderwałem. W naszej rodzinie mieliśmy to chyba wypisane na kościach wiecznymi runami, że w sekundę mogliśmy przejść do stanu gotowości, nawet jeśli byliśmy nadzy albo najebani w sztok.
Ledwie wyrobiłem na zakręcie, ale już kilka sekund później znalazłem się obok Gerladine i zatrzymałem się wryty, bo darła mordę, klęła, nic się właściwie takiego nie działo, oprócz zaistnienia komicznego kaktusa na jej głowie. Nie wiem, ale z tego chyba całego zmęczenia nieżyciem, po prostu zacząłem się śmiać. Może trochę panicznie, ale trochę dla odreagowania...? Bo takie problemy to ja mogłem mieć.
- Ger, co to za nowa moda? Przybyła do nas z Australii? - zapytałem ją z ciekawości, bo nie miałem zielonego... ZIELONEGO pojęcia, co tu się działo. Obstawiałem, że kaktus na jej głowie był niezamierzony, więc trzeba było namierzyć źródło problemu. Może była tam instrukcja... albo dzięki temu znajdziemy winnego? Na winnym można było wymusić zdjęcie paskudnej klątwy, no nie?
- Spokojnie... Nie klnij tak, głowa mi pęka. Zaraz temu zaradzimy, ale powiedz, co się stało... - odezwałem się zaraz, bo ewidentnie jej nie uspokoiłem, a zapewne bardziej rozwścieczyłem. Postanowiłem dotknąć kaktusa żeby sprawdzić, czy był prawdziwy. Obstawiałem, że się ukłuję w palca, tylko że zapomniałem o jednej ważnej zmiennej. Byłem martwy. Niewiele czułem, więc to ukłucie jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia. Ale za to potwierdziłem, że istniał.
Rzucam na wiedzę o świecie by zweryfikować, czy te książki o wszystkim i o niczym mi wchodzą
Ledwie wyrobiłem na zakręcie, ale już kilka sekund później znalazłem się obok Gerladine i zatrzymałem się wryty, bo darła mordę, klęła, nic się właściwie takiego nie działo, oprócz zaistnienia komicznego kaktusa na jej głowie. Nie wiem, ale z tego chyba całego zmęczenia nieżyciem, po prostu zacząłem się śmiać. Może trochę panicznie, ale trochę dla odreagowania...? Bo takie problemy to ja mogłem mieć.
- Ger, co to za nowa moda? Przybyła do nas z Australii? - zapytałem ją z ciekawości, bo nie miałem zielonego... ZIELONEGO pojęcia, co tu się działo. Obstawiałem, że kaktus na jej głowie był niezamierzony, więc trzeba było namierzyć źródło problemu. Może była tam instrukcja... albo dzięki temu znajdziemy winnego? Na winnym można było wymusić zdjęcie paskudnej klątwy, no nie?
- Spokojnie... Nie klnij tak, głowa mi pęka. Zaraz temu zaradzimy, ale powiedz, co się stało... - odezwałem się zaraz, bo ewidentnie jej nie uspokoiłem, a zapewne bardziej rozwścieczyłem. Postanowiłem dotknąć kaktusa żeby sprawdzić, czy był prawdziwy. Obstawiałem, że się ukłuję w palca, tylko że zapomniałem o jednej ważnej zmiennej. Byłem martwy. Niewiele czułem, więc to ukłucie jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia. Ale za to potwierdziłem, że istniał.
Rzucam na wiedzę o świecie by zweryfikować, czy te książki o wszystkim i o niczym mi wchodzą
Rzut N 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!