Rozumiał jeszcze, czemu Geraldine może wątpić w wędzidło, ale kiedy Victoria to powiedziała, to na jego twarzy pojawił się moment skonfundowania. Była mistrzynią magii kreacji rzeczy z niczego. Coś, co utrzyma się przez dobrych kilka godzin i co wystarczy żeby pięć razy dopłynąć do brzegu. Albo popływać w wodzie, gdyby ktoś miał fantazję wskoczyć do tej czerni. To była tylko chwila, bo w gruncie rzeczy sam mógł to wędzidło wyczarować. A zrobiłby to. I siłowałby się z kelpie. Jak to zwykle miewał w zwyczaju - przejmując się tym, że było to nazywane głupim, ale unosząc głowę z pewnością, że skoro nikt w niego nie wierzył - on mógł uwierzyć w siebie. Arogancji mu czasami nie brakowało - i to niekoniecznie było dobre, rzecz jasna. Tym nie mniej, brońcie bogowie!, nie zamierzał pań do tego przekonywać. Najważniejsze było bezpieczeństwo wszystkich tutaj, dlatego tylko skinął głową z delikatnym uśmiechem. Zaklaskał z uznaniem kłaniającemu się Esme, bo przecież zasłużył.
- Proszę... - Odetchnął. Chciał prosić tak jak prosił wcześniej, żeby zaufać Victorii w kwestii jej osądów - bo tak, nie miał wątpliwości, że skoro gdzieś wysyłają tą zdolną czarownicę to do czarnej magii - tak teraz prosić chciał o to, żeby nie powstawała kłótnia. Ale była kłótnia? To nie była kłótnia, to było napięcie, atmosfera, która łatwo doprowadzała do migreny. Nie bardzo wiedział niestety, co powiedzieć. Aż samego siebie zganił, że brakowało mu słów, kiedy były tak potrzebne.
Szum wody powinien być miły. Powinien koić. Powinien sam w sobie przywoływać uśmiech na twarz. Nie robił tego. Czerń, brzydka czerń... Laurent nie miał zbyt bystrych ocząt, żeby dojrzeć pod powierzchnię, ale wydawało mu się, że nie było już żadnego cienia. Nie bał się potworów takich jak kelpia. Co innego z istotami przeklętymi. Bo jakoś nie wierzył, że kelpie, całkowicie zdrowa, mogłaby pływać w zatrutym jeziorze. Zakładanie takiej wędzidła na pewno nie byłoby mądre. Kiepski pomysł... Z opóźnieniem potrafił to stwierdzić. I by się tak wpatrywał w tę czerń, jak oczarowany, gdyby nie zajął się ramieniem Victorii, której nie miał ochoty w tym momencie puszczać, skoro już ją złapał... szczególnie, kiedy Perseus zaczął się tłumaczyć ze swojego zachowania. To dobrze, bardzo dobrze, że ten zdrajca był taki spolegliwy. Bo przecież... wrzucenie go do jeziora nie byłoby takie trudne, prawda? Ta fałszywa myśl prześlizgnęła się przez głowę. Skoro tak bardzo chce mnie wielbić - niech tonie. Niech złoży swoje serce w jeziorze, przecież wszyscy będą... stop. Zatrzymał go ten szloch. Ten wybuch płaczu. Coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Przeszedł do dreszcz od usłyszenia po raz kolejny, że otacza go ta czerń. Powinien się bardziej przejąć? Może.
- Wiem. Dziękuję. - Może to były proste słowa, ale on potrzebował takich prostych słów, dlatego przez moment oparł głowę na ramieniu Victorii, ale zaraz powoli ją puścił.
Uśmiechnął się współczująco, pobłażliwie i bardzo powoli przesunął się do Perseusa, puszczając Victorię, chociaż obejrzał się na nią, żeby się upewnić, że jest, że go pilnuje. Przytulił go.
- Shhh... spokojnie, Perseuszu. Nic mi nie będzie. - Zapewnił go łagodnie, przyklękając w zasadzie obok niego, bo nie bardzo było miejsce na przedniej ławeczce. Ścisnął delikatnie jego dłonie i kiedy dopłynęli na brzeg, podniósł się. - Victoria to jedna z najbardziej wybitnych czarownic, Geraldine jest niezastąpioną łowczynią, ty masz swój niezwykły dar, a Esme nie brakuje kreatywnych pomysłów. - Uspakajał Perseusa dalej, chcąc go w zasadzie wyprowadzić na plaże, jeśli tylko na to pozwolił. - Miałem okazję z Geraldine pracować kilka razy i włosy mi z głowy nie spadł. Choć tym razem może mi spadnie, bo pewnie będzie miała mnie dość. - Spróbował to ująć w bardziej dobrotliwym żarcie. Być może nawet zajmowałby się Perseusem dalej, gdyby nie to, co zwróciło uwagę Esme i samej Victorii. - Och nie... - Serce podeszło mu chyba do gardła. Tak, człowiek, który przez chwilę myślał, że mógłby pchnąć kogoś do wody mógł się sam zaraz rozpłakać. Bo zwykła foka? Tutaj? Nie. Przecież to musiała być selkie. I nawet nie pomyślał, że Geraldine powinna to wiedzieć najlepiej - Nie, nie, nie do wody... - Wyciągnął rękę z różdżką, żeby spróbować złapać stworzenie w siatkę, ale nie było takiej potrzeby. - Nic ci nie zrobię, przyjacielu, nie wchodź tam..! - Puścił Perseusa i zrobił najpierw dwa szybsze kroki, a potem podbiegł do selkie, opadając na kolana. - Ciii, oszczędzaj siły, nie mów nic... - Patrzył z przerażeniem na jej ciało, po czym obrócił się w stronę Perseusa. - Jesteś medykiem, tak?! Pomóż mu. - Zażądał, nie poprosił. Zażadał z trwogą w oczach i bladą jak ściana twarzą. On go skrzywdzi..? Nie, nie pozwolę na to... Obrócił się znów w kierunku chłopaka i dotknął foczego futra w miejscu, gdzie nie pokrywała go krew. Biała, świetlista łuna rozjaśniła jego różdżkę, przesyłając odrobinę energii chłopakowi.
- To selkie. - Wyjaśnił głosem spokojniejszym i chłodniejszym. Patrzył na ruchy Perseusa i gdyby... gdyby tylko Laurent posiadał jadowe kły to patrzył na niego jak człowiek, który zaraz był gotów je w niego wbić. - W jeziorze są trytony. Jeden z nich, Adria, chce zrobić przewrót przeciwko ich władcy, Ulthowi. - Wiedział, że to nic ich nie obchodzi, bo czemu by miało. Ale Laurent się nie zamierzał stąd ruszyć w tej chwili. Tyle było z tej współpracy Prewetta. Tym nie mniej wiedział, co może ich zainteresować dalej. - Planują zaatakować ludzi. - Może to nie żywe trupy chodziły po Windermere... może to trytony? Albo... albo... nie wiedział, co, przekazał informacje, jego myśli przez tę chwilę były rozedrgane. - Słyszeliśmy, że są tutaj żywe trupy i szukamy historyka, który odwiedził te okolice. Przepraszam, że cię pytam, ale... to ważne.
Na nekromancję hihi - enerwate
Slaby sukces...
Sukces!
!selkiewoda