W oczach Yaxley wyglądał na kogoś rozsądnego. Nie mogła wiedzieć, czy jest to odpowiednie założenie, jednak nie dał jej powodu, żeby mogła myśleć inaczej, na pewno przy niej rysował się jako ktoś odpowiedzialny, ona zawsze postępowała według swoich chwilowych zachcianek, nigdy nie zastanawiała się nad konsekwencjami, była w gorącej wodzie kąpana - taki charakter.
- Myślisz? To czas chyba wreszcie taką zakupić, skoro będzie mi w niej do twarzy. - Nie, żeby kiedykolwiek przejmowała się tym, czy w czymkolwiek jest jej do twarzy, ale było to tak absurdalne, że na pewno przemyśli ten zakup. Geraldine nosiła się raczej jak bezdomny, co było całkiem śmieszne, bo przecież nie mogła narzekać na brak środków, jednak do tego, co na siebie zakładała miała bardzo lekkie podejście.
Nachyliła się nad stołem, żeby zmniejszyć między nimi odległość, igrał z nią, znaczy wyczuła, że to żart, ale bardzo często spotykała się z lekceważeniem swojej osoby, zbyt często i była może nawet nieco przewrażliwiona na tym punkcie. - Kiedyś ci pokażę, jak radzę sobie w potyczkach, miej wtedy w gotowości swoją różdżkę, bo może się przydać tej drugiej stronie. - Nie była podczas tej wypowiedzi jakoś specjalnie poważna, a po chwili odsunęła się znowu nieco w tył.
- Czyżbyś teraz oskarżał mnie jeszcze o nadużywanie alkoholu? Panie Prewett to trochę nieładnie. - Jakby wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, że wykazuje pewne tendencje, czy był to już alkoholizm? Oby nie, przynajmniej powtarzała sobie, że jest w stanie bez tego żyć.