To nie było przecież tak, że był do cna zły. Okej, trochę w życiu nabroił i zamiast Edgem można go było śmiało nazywać nożownikiem, coraz częściej zdarzało mu się robić Alexandrowi na złość i dało się znaleźć jeszcze kilka powodów, aby wątpić w dobre intencje po jego stronie, ale prawda była taka, że zaprosił tutaj Norę z naprawdę czystego i dziecinnego powodu - chciał się dobrze pobawić. Nie był idiotą, dobrze wiedział, że drobna, kuso ubierająca się cukierniczka nie miała żadnych szans wykonać figur akrobatycznych godnych Layli, ale tacy ludzie nie musieli wcale zrobić salta na wysokości dwunastu metrów, żeby poczuć adrenalinę. Aby dać im zastrzyk emocji wystarczyło zacząć od czegoś delikatnego. Czegoś, czego nie dało się spierdolić kiedy miało się pojęcie o tym, co się robi, a przecież Flynn czuł się w powietrzu dobrze i rozumiał limity, jakie niosła ze sobą akrobatyka. No, może nie cielesne - lekcje anatomii jakoś przespał - ale wbrew temu co można było o nim myśleć, za tą kępą czarnych loków i szelmowskim uśmiechem krył się umysł ścisły zakochany w fizyce.
- Heeej, łał - rzucił wesoło i zagwizdał, kiedy Nora zgodziła się na to wszystko tak po prostu, jakby nie zaproponował jej właśnie czegoś, na widok czego wielu uciekłoby do krawędzi namiotu i kręciło głową w zaprzeczeniu, licząc na to, że wariat nie wciągnie ich tam na siłę. Nie ukrywał tego, że mu się to podobało. Opuścił się na materiale jeszcze niżej, ściągając podwieszany trapez na wysokość jej bioder, samemu zeskakując z powrotem na deski areny. - Żeby Słodka Nora miała więcej odwagi od ciebie... - Wywrócił oczami, powtarzając ten barwny epitet tak cierpko jak tylko potrafił, ale kiedy odwrócił twarz w stronę blondynki, był wciąż pogodny i uśmiechnięty - to ewidentnie nie ona była problemem, chociaż nieumyślnie stała się częścią czegoś nieprzyjemnego. Flynn zmrużył oczy przepraszająco, zbliżając się do niej i zaczesując jej włosy za ucho. Naprawdę była śliczna. Może gdyby poznali się w innych okolicznościach od tych - takich, w których jego serce nie było rozdarte, naprawdę zechciałby ją uwieść. Teraz? Musiałby tej biednej dziewczyny z całego serca nienawidzić, żeby ją zechciał wciągnąć w ten miłosny bajzel. I chyba dlatego ta Słodka Nora tak bardzo go ubodła - bo był cholernie zazdrosny. I tak, jego użalanie się nad sobą było ostatecznym dowodem głębokiej hipokryzji, przecież to on zachowywał się jak kompletna szmata, ale... ale... Gdyby był pewny uczuć starszego Bella, w gruncie rzeczy nie przeszkadzałoby mu, gdyby w ich relacji pojawił się ktoś jeszcze. Może nawet zechciałby obdarzyć jego innego partnera lub partnerkę tym samym uczuciem. Nie zrobiłby tego nigdy w sytuacji, w której czuł się, że jego pozycja mogła być zagrożona. W dupę niech sobie więc wsadzi tę Słodką, tak długo jak był w tym namiocie tylko i wyłącznie jako Alex, Zarządca Cyrku. - Jakie szczęście, że z naszej dwójki to ja jestem specjalistą od czarowania i akrobatyki i mogę cię asekurować. - Mrugnął do niej, starając się zignorować kręcące go w żołądku uczucie, kiedy Alexander położył rękę na jej ramieniu. Niestety i tak poczuł, jak drgnęła mu brew. - Na huśtawce to się pewnie huśtałaś, co nie? To dużo bardziej skomplikowane nie będzie... Jeżeli boidupa cię nie zniechęcił, to usiądź na tym najwygodniej jak się da, a ja nas wzniosę i rozbujam. - Stanął tuż obok, trzymając trapez za linę, drugą ręką opierając się o biodro. Obcisły strój, jaki miał na sobie tym razem, należał do tych, jakie nie krępowały ruchów. W spodniach, w których widziała go ostatnio, pewnie ciężko byłoby się schylić.
Jeszcze coś chujek gadał o jakiejś kuzynce... Musiał robić mu to na złość, po prostu musiał. To, że nie urodził się kobietą, było największą skazą na jego cholernym życiorysie.
- Heeej, łał - rzucił wesoło i zagwizdał, kiedy Nora zgodziła się na to wszystko tak po prostu, jakby nie zaproponował jej właśnie czegoś, na widok czego wielu uciekłoby do krawędzi namiotu i kręciło głową w zaprzeczeniu, licząc na to, że wariat nie wciągnie ich tam na siłę. Nie ukrywał tego, że mu się to podobało. Opuścił się na materiale jeszcze niżej, ściągając podwieszany trapez na wysokość jej bioder, samemu zeskakując z powrotem na deski areny. - Żeby Słodka Nora miała więcej odwagi od ciebie... - Wywrócił oczami, powtarzając ten barwny epitet tak cierpko jak tylko potrafił, ale kiedy odwrócił twarz w stronę blondynki, był wciąż pogodny i uśmiechnięty - to ewidentnie nie ona była problemem, chociaż nieumyślnie stała się częścią czegoś nieprzyjemnego. Flynn zmrużył oczy przepraszająco, zbliżając się do niej i zaczesując jej włosy za ucho. Naprawdę była śliczna. Może gdyby poznali się w innych okolicznościach od tych - takich, w których jego serce nie było rozdarte, naprawdę zechciałby ją uwieść. Teraz? Musiałby tej biednej dziewczyny z całego serca nienawidzić, żeby ją zechciał wciągnąć w ten miłosny bajzel. I chyba dlatego ta Słodka Nora tak bardzo go ubodła - bo był cholernie zazdrosny. I tak, jego użalanie się nad sobą było ostatecznym dowodem głębokiej hipokryzji, przecież to on zachowywał się jak kompletna szmata, ale... ale... Gdyby był pewny uczuć starszego Bella, w gruncie rzeczy nie przeszkadzałoby mu, gdyby w ich relacji pojawił się ktoś jeszcze. Może nawet zechciałby obdarzyć jego innego partnera lub partnerkę tym samym uczuciem. Nie zrobiłby tego nigdy w sytuacji, w której czuł się, że jego pozycja mogła być zagrożona. W dupę niech sobie więc wsadzi tę Słodką, tak długo jak był w tym namiocie tylko i wyłącznie jako Alex, Zarządca Cyrku. - Jakie szczęście, że z naszej dwójki to ja jestem specjalistą od czarowania i akrobatyki i mogę cię asekurować. - Mrugnął do niej, starając się zignorować kręcące go w żołądku uczucie, kiedy Alexander położył rękę na jej ramieniu. Niestety i tak poczuł, jak drgnęła mu brew. - Na huśtawce to się pewnie huśtałaś, co nie? To dużo bardziej skomplikowane nie będzie... Jeżeli boidupa cię nie zniechęcił, to usiądź na tym najwygodniej jak się da, a ja nas wzniosę i rozbujam. - Stanął tuż obok, trzymając trapez za linę, drugą ręką opierając się o biodro. Obcisły strój, jaki miał na sobie tym razem, należał do tych, jakie nie krępowały ruchów. W spodniach, w których widziała go ostatnio, pewnie ciężko byłoby się schylić.
Jeszcze coś chujek gadał o jakiejś kuzynce... Musiał robić mu to na złość, po prostu musiał. To, że nie urodził się kobietą, było największą skazą na jego cholernym życiorysie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.