20.12.2022, 22:45 ✶
- Nie rozumiem tego żałosnego procederu. Brakuje mi czegoś, że nie wszędzie mnie wpuszczą?- zapytał z przekąsem i szybciutko wygładził językiem kłaczka na swojej grzywie. Dbał o swój wizerunek, był kulturalny, inteligentny a mimo wszystko nie chcieli go zabierać na bankiety, bale, spotkania. Nie rozumiał ludzi, po prostu nie rozumiał ich dziwnych wymagań.
Słysząc jej przygnębiony głos aż zamiauczał żałośnie, co zdarzało mu się naprawdę rzadko. Przytulił się do jej brzucha i piersi, zamruczał wibrując przy niej tak blisko na ile mógł być. Nie mógł inaczej jej pomóc niż być tuż obok. Lgnął do niej, do jej ciepła i zgadzał się aby jej żal, smutek i strach opadały ciężkością na jego futro. Zabrałby jej wszystkie przykrości gdyby istniała taka magia.
- Nora-kochanie. Nie możesz być dobra dla wszystkich bo wyprujesz sobie żyły. On jest jej ojcem i ma wobec niej obowiązki. Jeśli nie ludzkie to chociaż finansowe. Widzę, że jego temat cię drażni ale i on i Mabel prędzej czy później będą musieli się poznać. Nie uważasz, że powinno odbyć się to na twoich warunkach? Będziesz mieć nad tym kontrolę. - och, gdyby znał jego imię to osobiście by go ściągnął do klubokawiarni.
- Jak się on nazywa? Poznałem go kiedyś?- ach, ten ognik w jego oczach zdradzał jego zamiary. Nora umiała rozpoznać wszystkie jego zachowania, a lekko zwinięty czubek jego puchatego ogona zdradzał głębokie zaintrygowanie.
Wiele lat oglądał zapracowaną Norę, która próbowała zapewnić godny poziom życia sobie i Mabel. Nie musiałaby tak ciężko harować gdyby odważyła się obciążyć tym ojca Mabel. Nie ważne kim jest i jaki jest - ma ośmioletnie zaległości i Salem, jako ten miękko stąpający po ziemi uważa, że Nora powinna coś zmienić. Przede wszystkim musiałaby zaakceptować fakt, że wypowiedzenie imienia tego czarodzieja nie sprowadzi na świat apokalipsy.
Słysząc jej przygnębiony głos aż zamiauczał żałośnie, co zdarzało mu się naprawdę rzadko. Przytulił się do jej brzucha i piersi, zamruczał wibrując przy niej tak blisko na ile mógł być. Nie mógł inaczej jej pomóc niż być tuż obok. Lgnął do niej, do jej ciepła i zgadzał się aby jej żal, smutek i strach opadały ciężkością na jego futro. Zabrałby jej wszystkie przykrości gdyby istniała taka magia.
- Nora-kochanie. Nie możesz być dobra dla wszystkich bo wyprujesz sobie żyły. On jest jej ojcem i ma wobec niej obowiązki. Jeśli nie ludzkie to chociaż finansowe. Widzę, że jego temat cię drażni ale i on i Mabel prędzej czy później będą musieli się poznać. Nie uważasz, że powinno odbyć się to na twoich warunkach? Będziesz mieć nad tym kontrolę. - och, gdyby znał jego imię to osobiście by go ściągnął do klubokawiarni.
- Jak się on nazywa? Poznałem go kiedyś?- ach, ten ognik w jego oczach zdradzał jego zamiary. Nora umiała rozpoznać wszystkie jego zachowania, a lekko zwinięty czubek jego puchatego ogona zdradzał głębokie zaintrygowanie.
Wiele lat oglądał zapracowaną Norę, która próbowała zapewnić godny poziom życia sobie i Mabel. Nie musiałaby tak ciężko harować gdyby odważyła się obciążyć tym ojca Mabel. Nie ważne kim jest i jaki jest - ma ośmioletnie zaległości i Salem, jako ten miękko stąpający po ziemi uważa, że Nora powinna coś zmienić. Przede wszystkim musiałaby zaakceptować fakt, że wypowiedzenie imienia tego czarodzieja nie sprowadzi na świat apokalipsy.