Marzenia się spełniają. Czy zawsze? Na pewno nie. W końcu marzyła o tym, aby wyjechać do Francji, tuż po zakończeniu edukacji w Hogwarcie. To tam miała nabywać doświadczenia, szkolić się w tym, co potrafiła robić najlepiej - tworzeniu słodkich dzieł sztuki. Wszystkie plany posypały się jak domek z kart, kiedy dowiedziała się o tym, że będzie miała dziecko. W końcu to nie miało być tak, ledwo skończyła szkołę, drzwi tego ogromnego świata wreszcie stanęły przed nią otworem, a przez chwilę, może przyjemną wszak nie żałowała tych wakacyjnych zbliżeń, ale krótką, zapewne gdyby nie Mabel - dawno zapomnianą, wszystko trafił szlag. Z początku była rozczarowana tym wszystkim, z czasem jednak coraz bardziej ją motywowało. Miała swój cel - otworzyć klubokawiarnię w Londynie. Taką, o której to miasto jeszcze nie słyszało. Pracowała na to cały ten czas, wychowując Mabel, szkoląc się po nocach, pomagając babce w knajpie. Wiedziała, że kiedyś jej się uda, że osiągnie to, czego tak bardzo pragnęła. Nadszedł ten czas, była gotowa, co najważniejsze, było ją stać i czuła, że sobie poradzi. Nie należała już do podlotków, miała doświadczenie, wiedziała jak się za to zabrać. Wszak uczyła się od najlepszych - mało kto mógł dorównać Abbottom jeśli chodzi o dobrą zabawę.
Bardzo długo przygotowała to miejsce do otwarcia. Wszystko musiało wyglądać dokładnie tak jak sobie wymarzyła. Gdy było dopięte na ostatni guzik mogła zacząć podbój Londynu. Miała w głowie pewien plan, wiedziała, że nie może to być po prostu cukiernia, chciała czegoś więcej - miejsca, które będzie odwiedzane również wieczorami. Plan zakładał, że gdy zacznie się ściemniać cukiernia będzie się zmieniała w klub, w którym czarodzieje będą mogli odpocząć po ciężkim dniu. Odpocząć przy kieliszku czegoś mocniejszego, posłuchać muzyki, spędzić miło wieczór. Szczególnie, że czasy w jakich przyszło im żyć nie należały do spokojniejszych. Zależało jej na tym, aby mogli poczuć się tu bezpiecznie, choć na chwilę uciec od tego, co było poza drzwiami. Wydawało jej się, że całkiem nieźle sobie z tym poradziła, pozostawało dopracować kilka szczegółów.
Figg zamierzała odnowić kilka kontaktów z czasów nauki w Hogwarcie. W końcu to w szkole poznała wiele ciekawych osobowości. Miała nadzieję, że oni również o niej pamiętali. Napisała list, do czarodzieja, którego pamiętała jako artystyczną duszę, pomyślała sobie, że mógłby umilić wieczory przybywającej tu klienteli. Ku jej uciesze zdecydował się z nią spotkać, pozostawało tylko jakoś go przekonać. Finansowo mogło być ciężko, wszak dopiero raczkowała w branży, na pewno nie miała takich zasobów, jak Ci którzy zajmowali się tym biznesem od lat. Wierzyła jednak, że jakoś uda się jej go namówić.
Napisała mu, gdzie znajduje się to miejsce. Na pewno tu trafi, w końcu trudno nie zauważyć Nory, rzucała się w oczy, nie pasowała do tych wszystkich szarych budynków, które znajdowały się wokół. Na tym jej zależało - miała się wyróżniać, może nawet za bardzo, ale wierzyła, że dzięki temu zostanie zapamiętana, kiedy już ktoś wejdzie do środka, będzie chciał tu wrócić - takie miało to być miejsce.
Zamieszanie spowodowane otwarciem powoli przycichało, minęły już dwa dni od kiedy zaczęła przyjmować pierwszych klientów. Nie spodziewała się, aż tak dużego zainteresowania, zdawała sobie sprawę, że sporo zawdzięczała przyjaciołom, którzy pocztą pantoflową przekazywali informacje o tym miejscu, była im ogromnie wdzięczna. Wieczorem wewnątrz robiło się spokojniej, najwyraźniej jeszcze nie do wszystkich dotarła informacja o tym, że można tutaj spędzić czas. Czuła, że nad tym musi popracować. Zależało jej, aby w pełni wykorzystać potencjał tego miejsca.
Spodziewała się gościa, w końcu się umówili, wiedziała, że Sauriel się tutaj pojawi. Zawsze dotrzymywał słowa, przynajmniej kiedy uczyli się razem w Hogwarcie. Mogłoby się wydawać, że niewiele ich łączy, wszak był Rookwoodem, a nich chodziły różne opinie, jednak Norka nie skreślała nikogo, próbowała znaleźć z każdym nić porozumienia, tak też było w jego przypadku. Zapamiętała go, jako piekielnie uzdolnionego, wiele by dała, żeby zechciał u niej grać. Nie była więc zaskoczona, gdy uniosła spojrzenie w kierunku otwierających się drzwi, w których pojawił się on. Pomachała mu ręką na przywitanie zza lady, może zbytnio entuzjastycznie, ale taka już była. Zawsze uśmiechnięta, pełna pozytywnej energii. Nie do końca wiadomo, jakim cudem w tak małym ciele mieścił się ten wielki duch, ale można było wyczuć to ciepło, które od niej bije, gdy tylko weszło się do środka. - Witaj Sauriel, kopę lat!- Panna Figg właściwie nic się nie zmieniła od czasów szkoły. Nadal wybierała pstrokate stroje, dzisiaj była ubrana w krótką, fioletową sukienkę, włosy miała rozpuszczone, oczy jej błyszczały, widać było, że ucieszyła się, że go zobaczyła. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała, no może był odrobinę bledszy... - Cieszę się, że Cię widzę, chodź tutaj! Może się czegoś napijesz?- Nie wiedziała, co najbardziej lubi, miała nadzieję, że się określi. Dostrzegła też futerał z gitarą, co spowodowało, że uśmiech na jej twarzy się powiększył.