Albo jest niebezpieczeństwem Dopowiedziała sobie w duchu przenosząc spojrzenie na Laurenta. Wiedziała, jak działają selkie, że mogą zwodzić ludzi, czarować ich swoim urokiem, Prewett robił to cały czas. Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, słowa Perseusa spowodowały u niej jeszcze większą czujność, musiała być uważna.
Wypuściła głośno powietrze, kiedy zobaczyła, że Black się rozpłakał. W przeciwieństwie do innych brakowało jej ludzkich odruchów, nie przywykła do dzielenia się swoimi emocjami, szczególnie w gronie praktycznie obcych osób, dlatego ten sposób zachowania był dla niej zupełnie niezrozumiały. Uczono ją, że musi być silna, nie może pokazywać swoich emocji, a teraz miała przed sobą płaczącego mężczyznę. Ja pierdole. Powinien wziąć się w garść, przecież jeszcze nic się nie wydarzyło. Przeniosła wzrok w stronę wyspy, żeby nie patrzeć na to żenujące zachowanie. Był to dopiero początek, co będzie później? Czuła, że najprawdopodobniej był ich najsłabszym ogniwem, będą musieli go pilnować, bo inaczej może to się skończyć źle, chociaż najwyżej Vespera zostanie po raz trzeci wdową, z jej doświadczeniem nie powinna nawet jakoś mocno tego przeżywać.
Nie rozumiała tej całej dyskusji o wędzile, skoro w ogóle nie mieli pewności tego, że w jeziorze czai się kelpie. W przeciwieństwie do Laurenta nie wierzyła w magicznie transmutowane przedmioty, wiele razy ją zawiodły, wiedziała, jak działa magia, chujowo by było gdyby w trakcie manewru cudownie wróciło do swojej poprzedniej wersji. Szczególnie, że miała świadomość, że to ona musiałaby zająć się stworzeniem. Zresztą ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, było to tylko gdybanie o czymś, co tak naprawdę nie zostało potwierdzone. Liczyły się fakty.
Laurent pocieszający Perseusa... znowu słowa rzucane na wiatr. Czarował słowem, jak miał to w zwyczaju. Nie skomentowała jednak tego w żaden sposób. Nadal milczała nie chcąc brać udziału w tej całej farsie, na szczęście powoli dobijali do brzegu.
Wyskoczyła z łodzi, gdy tylko znalazła się odpowiednio blisko lądu. Poczuła się lepiej, kiedy znalazła się na wolnej przestrzeni. Esmé zauważył fokę, tylko, że nie była to foka, o czym poinformowały ją jej zmysły. Wiedziała, że to selkie, w końcu potwory nie ukryją się przed żadnym Yaxleyem, nawet kiedy wyglądały tak uroczo. Poczęła się przyglądać śladom krwi, ciekawe, czy był to efekt starcia z żywymi trupami, czy czymś innym.
Nie zamierzała jednak pchać się do zwierzęcia, skoro Laurent postanowił zająć się swoim pobratymcem. Jeśli będą potrzebowali jej pomocy, na pewno o to po poproszą. Słuchała tego, co miał im do przekazania, rozglądała się jednak przy tym po okolicy szukając jakichś wskazówek.
- Mogą próbować robić przewrót, z tymi swoimi ogonkami i tak nie wyjdą na ląd, nie tak łatwo będzie im zaatakować ludzi. - Mruknęła jeszcze cicho pod nosem, na wieść, którą usłyszała o trytonach. Już wczoraj podejrzewała, że mieszkają w tym jeziorze, nie było więc to dla niej zaskoczeniem, że faktycznie tak jest. Założenie okazało się być słuszne.
Wyciągnęła z kieszeni koszuli papierośnicę i wsadziła sobie w usta fajkę. Odpaliła ją swoją mugolską zapalniczką, zaciągnęła się dymem, i zaczęła przyglądać się śladom krwi jeszcze dokładniej. Właściwie to gdzieś miała tę selkie, mogłaby ją dobić, żeby ukrócić jej cierpienie, póki co jednak o tym nie wspomniała, bo mogli od niej wyciągnąć jeszcze trochę informacji, nim zdechnie.
Sięgnęła również po swój sztylet, zacisnęła mocniej dłoń na rękojeści, gdyby przypadkiem coś wyskoczyło zza krzaków i zechciało ich zaatakować, gdy tak sobie gawędzili z tym stworzeniem, ktoś musiał dbać o to, żeby nie stała im się krzywda.
Rzucam na percepcję, żeby zobaczyć sobie dokładniej ślady, plus rozglądam się po okolicy i szukam wskazówek.
Sukces!
Slaby sukces...