Medycy chyba w ogóle sprawiali takie wrażenie. Bardziej rozsądnych od całej reszty, Yaxley miała do nich ogromny szacunek, szczególnie, że bardzo blisko współpracowała z Florence i zdawała sobie sprawę, że gdyby nie ona, to mogłaby już gryźć piach. Wiele razy znajdowała się na granicy życia i śmierci, przyjaciółka jednak zawsze potrafiła jej pomóc wrócić i to w całkiem niezłym stanie. Ceniła ich umiejętności.
- Oczywiście, że ci się zaprezentuję, w sumie to przecież poniekąd twój pomysł. - Yaxley miała do siebie dystans, więc jeśli tylko nadarzy się okazja na pewno skorzysta z tego konceptu. Lubiła kontrowersje, przyjemność sprawiało jej przekraczanie granic, szczególnie na oczach czystokrwistych czarodziejów, którzy często wspominali o tym, że coś nie przystoi.
- Przyjmiesz mnie wtedy poza kolejką? - Było to bardzo istotne pytanie, bo wiedziała, że kiedyś faktycznie może jej się przydać pomoc Prewetta, nawet jeśli nie sądził, że skorzysta z tej propozycji, to przypadki chodziły po ludziach, albo ludzie po przypadkach. Szczególnie kiedy miało się takie tendencje do wplątywania w kłopoty, jak panna Yaxley.
Ger lubiła spotykać swoich dawnych znajomych, ciekawa była, co się z nimi działo po zakończeniu edukacji, czy byli szczęśliwi, zadowoleni z tego, jak potoczyło się ich życie? Czy spełnili swoje dziecięce marzenia, czy wręcz przeciwnie.
- To dobrze, bałam się, że masz mi coś do zarzucenia. - Wiedziała, że po jej zachowaniu można było wyciągnąć pewne wnioski, a cóż, alkohol lubiła, już w szkole przemycała niewielkie ilości księżycówki swojego ojca na gryfońskie imprezy. Z czasem jednak zaczęła się znieczulać też z innych powodów, bo było dobrze zapominać o tym wszystkim, co przeżywała chociaż na chwilę.
- Cieszę się, że to zrozumiałeś, musimy dać tej butelce tyle szczęścia ile tylko możemy. - Zadanie, nie tak trudne do wykonania.
- Karty są dobrym wyborem, o co gramy? - Bo w przeciwieństwie do Prewetta ona nie widziała żadnego celu w graniu dla zabawy.