• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé

[30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
27.04.2024, 22:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2025, 20:34 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Udało jej się go zaskoczyć. Punkt dla niej, czy coś? Na pewno nie spodziewał się tego, że pojawi się tuż przed nim. Nie wiedział, gdzie mieszka. Dziwnym trafem z jej balkonu mogła obserwować dokładnie tę ławkę, którą wybrał, żeby odetchnąć? Nie miała pojęcia dlaczego podczas tej burzy, może sprawiało mu przyjemność ta adrenalina, oczekiwanie, aż piorun pierdolnie tuż obok, albo w niego. Nie wiedziała, co siedziało w jego głowie, kiedy się tutaj pojawił, może to i lepiej. W sumie sama miała zamiar obserwować to przedstawienie, tyle, że z bezpieczniejszego miejsca, szansa, że piorun trafi w nią na jej własnym balkonie nie była aż tak duża, chyba? Na pewno warunki były przyjemniejsze, bo był zadaszony, nie musiała się więc martwić o to, że przemoknie. Tutaj sytuacja miała się zupełnie inaczej. Czuła, że jej włosy zaczynają się robić mokre, zgarnęła dłonią przemoczoną grzywkę, a raczej spore pasmo, które kiedyś było grzywką i schowała je za ucho, żeby lepiej go widzieć.

Nie poczuła się jednak jak intruz, a może powinna. Pojawiła się tu przecież podczas czegoś, jakiegoś jego własnego rytuału? Nie do końca miała pojęcie, czym to było. Z drugiej jednak strony, skoro znajdował się tu sam, to może nie powinien się poczuć urażony, że mu przeszkadza. Odsunęła jednak te myśli na bok, przecież nie miała w zwyczaju przejmować się tym, co ktokolwiek sobie o niej pomyśli.

Przewróciła oczami słysząc jego słowa. Naprawdę? - To będziesz musiał jeszcze chwilę poczekać. - Nie była jednak pewna, czy nie będzie to krótka chwila, bo padało coraz mocniej. Czuła, że lustruje ją wzrokiem, w zasadzie była to trochę jej wina, bo przecież sama powiedziała mu o tym, że bielizny nie nosi. Sprowokowała go wtedy, to miała za swoje. Był przecież tylko facetem, a oni w większości myśleli podobnie i tą samą częścią ciała. Nie, żeby szczególnie przeszkadzało jej to, że ktoś zobaczy jej ciało, szczególnie pod koszulą, rzadko kiedy odczuwała wstyd, nie uważała zresztą, żeby był to powód do tego uczucia. Ciało, jak ciało, każdy jakieś miał.

Esmé zdążył już przemoknąć, o czym świadczył stan jego koszuli, ciekawe, jak długo tutaj siedział i na co czekał. Nie odpowiedział jej na pytanie, więc pozostawały jej domysły. Czuła, że nadal przeszywa ją wzrokiem, musiała się odezwać, bo nie miała w zwyczaju tak stać w milczeniu. - Chcesz coś dokładniej obejrzeć? - Zapytała lekko, jakby jej to w ogóle nie ruszało. Mogłaby tu nawet przed nim wykonać piruet, gdyby ją o to poprosił. Nie czuła, że byłoby w tym coś niewłaściwego. Jeśli chciał patrzeć, mogła mu na to pozwolić.

Gdy wreszcie dotarł do jej stóp mógł zobaczyć, że stoi przed nim boso. Nie miała dzisiaj na sobie tych charakterystycznych butów ze smoczej skóry, których wydawała się nigdy nie ściągać. - i to za sprawą mokrej mnie, ciekawe. - Nie sądziła, żeby komukolwiek mogło sprawić przyjemność oglądania jej w stanie, w którym wyglądała jak zmokła kura, no ale różne są gusta i nie powinno się o tym dyskutować.

Zmierzyła wzrokiem ławkę, kiedy zaproponował jej, żeby usiadła. Cóż, nie było to w tej chwili dla niej szczególnie atrakcyjne miejsce, jednak skorzystała z zaproszenia. Zajęła wolne miejsce, usiadła na ławce po turecku, podciągnęła nogi pod tyłek, żeby nie brodzić stopami w wodzie. Nie, żeby zbyt wiele się zmieniło, bo ławka też była mokra.

- Nie boisz się, że cię trafi? - Była ciekawa, jakie emocje wzbudza w nim żywioł. Nie sądziła, że jest to strach, nie wydawało jej się, że to było uczucie, które mu teraz towarzyszyło. Nie, żeby była jakaś świetna w zgadywaniu, co sobie myślą ludzie, jednak najprostsze znaki była w stanie zrozumieć. Oparła sobie dłonie na udach, odwróciła się przy tym bokiem w stronę mężczyzny, żeby na niego spojrzeć.

Wyglądał całkiem spokojnie, kiedy wpatrywał się w szalejącą nad nimi burzę. Ciekawe, ludzie raczej bali się żywiołu, a jego wydawał się uspokajać. Dostrzegała błogość na jego twarzy, może faktycznie za tym przepadał? Tylko dlaczego? Czy dawało mu to coś, czego brakowało w jego życiu, bo przecież burze nie były częstym zjawiskiem, może trochę przez to ludzie się ich bali, bo należały do tych nie do końca poznanych zjawisk. Niektórzy lubili to co nieznane i nie znosili przewidywalności, może jej kaletnik należał właśnie do tej grupy osób?

Yaxley drgnęła, kiedy usłyszała grzmot tuż niedaleko, jakby za chwilę piorun miał uderzyć tuż obok. Wolałaby, żeby jej nie trafił, bo wtedy dopiero by ją popierdoliło, jakby nie byłaby już wystarczająco jebnięta. Wolała nawet nie myśleć o tym, co mogłoby to spowodować.

Wypuściła jedynie głośniej powietrze, jakby nie chciała, żeby było po niej widać, że czuje się trochę niekomfortowo. Był to raczej ludzki odruch. Sięgnęła dłonią w stronę kieszeni swojej koszuli, jednak się rozczarowała, papierośnica została na balkonie z butelką whisky. Właściwie to pewnie i tak nie udałoby jej się odpalić szluga w ten deszcz, ale nie mogła tego nawet sprawdzić. Był to odruch, typowy dla osób uzależnionych w chwili, w której się denerwowali.

Nie pozostawało jej nic innego, jak przymknąć oczy i wyciągnąć głowę do góry, pozwolić, aby deszcz zmył z niej tą niepewność i ukoił nerwy. Był całkiem przyjemny i ciepły, tyle, że ta cała aura burzy czyniła go nieco bardziej strasznym od chwilowego oberwania chmury.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (1612), Geraldine Greengrass-Yaxley (1630)




Wiadomości w tym wątku
[30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 06.04.2024, 04:54
RE: [30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.04.2024, 13:59
RE: [30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 27.04.2024, 15:23
RE: [30.06.1972] Wash Away | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.04.2024, 22:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa