Ona z kolei nie pomyślała w ogóle o tym, że może pojawić się krew. Krew w przypadku obecności Astarotha mogła stać się problemem. Ostatnio przecież polubił ją, aż za bardzo. Mogło się to wiązać z próbą wyssania jej tej resztki mózgu, którą posiadała. Byli trochę, jak głupi i głupszy, idealnie do siebie pasowali, nie ma co.
- Łatwo ci się mówi, nie szamotaj się tak, to nie ty masz jebanego kaktusa, kurwa kaktusa na głowie. - Bała się w ogóle dotknąć to coś, obrzydzała ją sama myśl, że wyrosło to jej na środku głowy. Zaraz się zrzyga, jak tak dalej pójdzie. Musieli się tego pozbyć, bo nie wytrzyma. Wzięła sobie jednak słowa brata do serca i przestała się tak nerwowo poruszać, może faktycznie tylko spokój może ich uratować? Najgorzej, bo zazwyczaj miała problem ze spokojem. Walczyła ze sobą, żeby się przed nim znowu nie rozpłakać. Tym razem z niemocy, bo nie miała pojęcia, co powinna z tym czymś zrobić.
- Zaklęcie może zadziałać. - Powiedziała nieco spokojniejszym tonem głosu. Druga opcja jednak spowodowała, że w jej oczach znowu pojawiły się iskry, chyba ta propozycja nie do końca była czymś, co chciała usłyszeć. - Co jeśli on jest połączony z moim mózgiem, jeśli go odetniesz, a ja stracę swoją bystrość, czy cokolwiek innego? - Nie mieli przecież pojęcia, jak działa ten kaktus. Po drugie, miałby uschnąć? To oznaczałoby, że będzie chodzić z tym czymś do czasu, kiedy nie uschnie. Zdecydowanie tego nie chciała, jak miałaby wyjść do ludzi?
- Mam nadzieję, że nie ukrócisz mnie przy tym o głowę. - Rzuciła mu jeszcze na odchodne, gdy wybrał się po swoją różdżkę. Nie miała wyjścia, musiała mu zaufać. To nie tak, że wątpiła w jego umiejętności, tyle, że chodziło o jej głowę, a głowa... Głowa była dosyć ważną częścią ciała.
Przejęła od niego ten szampon, nie znalazła jednak na etykiecie nic ciekawego, więc sama wyrzuciła go w pizdu, żeby nie daj Merlinie nikt z domowników nie musiał przeżywać tego samego, co ona.
- Tutaj niedaleko, taki mały sklepik z eliksirami. - Nie pomyślała nawet o tym, że ktoś mógłby chcieć z niej zażartować, bo po co? - To prawda, ludzie to skurwysyny. - Dodała jeszcze, bo miała podobne zdanie, jednak nie wydawało jej się, żeby miała zbyt wielu wrogów, może była nieco ślepa? Kto ją tam wiedział.
- Dobra, zamknę oczy, a ty mi pierdolnij, tylko odlicz do trzech, żebym wiedziała, kiedy to zrobisz. - Poinstruowała go jeszcze, po czym odetchnęła głęboko i przymknęła oczy, była gotowa na pierwszą próbę.