28.04.2024, 18:41 ✶
Gdyby Basilius się na to posunięcie zdecydował, to Brenna pewnie dorobiłaby się rok wcześniej pewnej paranoi, która w przyszłości kazała jej prosić przy wizytach u ludzi jedynie o wodę i nawet odmawiać ciasteczek, jeśli nie znała dobrze ofiarodawcy. Na szczęście uznał, że niewarto, a poza tym... no, tkwili zamknięciu w izolatce numer 1305.
A konkretnie tkwili na podłodze izolatki.
Brenna przejęła różdżkę, bardzo ostrożnie, jakby obawiała się, że ta wybuchnie, ledwo weźmie ją do ręki. Nic takiego się nie stało. Błysnęło za to kilka złocistych iskier i Brenna przez chwilę zastanawiała się, czy różdżka demonstrowała zadowolenie z powrotu do prawowitej właścicielki czy z figla, jaki im spłatała.
A może to był przypadek.
To na pewno był przypadek.
Tak samo jak to, że dziś był cholerny piątek trzynastego.
- Jestem cała. Znaczy się prawie jestem cała, bo bardzo tęsknię do tych kilku straconych kości, ale tak poza tym to wszystko w porządku i nic sobie więcej nie połamałam - zapewniła Brenna, powoli gramoląc się z podłogi. - Spróbuję ostatni raz. Jeśli nie wyjdzie, czekamy aż nas uratują. Jak nie zaczną szukać ciebie, to mój brat może jutro się zorientuje, że nikt nie zapakował mu lunchu, więc może nie umrzemy z głodu i rozpaczy do tego momentu... - powiedziała i machnęła różdżką po raz kolejny.
Zabłysło.
Tuż za łóżkiem wyrosła betonowa ściana, z wielkim, czerwonym napisem 13 05, który wyglądał całkiem złowieszczo - zupełnie jakby wykonano go krwią, choć w istocie był to tylko rezultat czarów, imitujący taki efekt. Brenna patrzyła na to przez chwilę z niedowierzaniem, a potem opadła z powrotem na podłogę. Minę miała... zrezygnowaną.
- To ja już nie czaruję, bo nawet jeśli ktoś będzie chciał nas uwolnić, to jak zobaczy policyjną taśmę, drugie drzwi, barykadę z łóżka i mur, a zaraz to pewnie jeszcze kilka kłódek i podniesiony most zwodzony, uzna, że bardzo nie chcemy stąd wychodzić... ehem… trzynaście i pięć, tak, chyba pomyślałam, że może piątek trzynastego jest pechowy - stwierdziła, chowając różdżkę do kieszeni. Tak. Stąd ten napis. A że to był numer tego pomieszczenia to TEŻ przypadek. - Masz może przy sobie karty? - spytała, bo jeśli ktoś takie przy sobie nosił do pracy, to powinien być Prewett. A wszystko wskazywało na to, że posiedzą tutaj trochę czasu I przynajmniej za dość stanie się życzeniom Basiliusa: Brenna nie pójdzie na żaden patrol, żadną obławę i w ogóle będzie grzecznie siedziała w szpitalu.
Zamknięta w salce, której numer tak pięknie współgrał z klątwą piątków trzynastego...
A konkretnie tkwili na podłodze izolatki.
Brenna przejęła różdżkę, bardzo ostrożnie, jakby obawiała się, że ta wybuchnie, ledwo weźmie ją do ręki. Nic takiego się nie stało. Błysnęło za to kilka złocistych iskier i Brenna przez chwilę zastanawiała się, czy różdżka demonstrowała zadowolenie z powrotu do prawowitej właścicielki czy z figla, jaki im spłatała.
A może to był przypadek.
To na pewno był przypadek.
Tak samo jak to, że dziś był cholerny piątek trzynastego.
- Jestem cała. Znaczy się prawie jestem cała, bo bardzo tęsknię do tych kilku straconych kości, ale tak poza tym to wszystko w porządku i nic sobie więcej nie połamałam - zapewniła Brenna, powoli gramoląc się z podłogi. - Spróbuję ostatni raz. Jeśli nie wyjdzie, czekamy aż nas uratują. Jak nie zaczną szukać ciebie, to mój brat może jutro się zorientuje, że nikt nie zapakował mu lunchu, więc może nie umrzemy z głodu i rozpaczy do tego momentu... - powiedziała i machnęła różdżką po raz kolejny.
Zabłysło.
Tuż za łóżkiem wyrosła betonowa ściana, z wielkim, czerwonym napisem 13 05, który wyglądał całkiem złowieszczo - zupełnie jakby wykonano go krwią, choć w istocie był to tylko rezultat czarów, imitujący taki efekt. Brenna patrzyła na to przez chwilę z niedowierzaniem, a potem opadła z powrotem na podłogę. Minę miała... zrezygnowaną.
- To ja już nie czaruję, bo nawet jeśli ktoś będzie chciał nas uwolnić, to jak zobaczy policyjną taśmę, drugie drzwi, barykadę z łóżka i mur, a zaraz to pewnie jeszcze kilka kłódek i podniesiony most zwodzony, uzna, że bardzo nie chcemy stąd wychodzić... ehem… trzynaście i pięć, tak, chyba pomyślałam, że może piątek trzynastego jest pechowy - stwierdziła, chowając różdżkę do kieszeni. Tak. Stąd ten napis. A że to był numer tego pomieszczenia to TEŻ przypadek. - Masz może przy sobie karty? - spytała, bo jeśli ktoś takie przy sobie nosił do pracy, to powinien być Prewett. A wszystko wskazywało na to, że posiedzą tutaj trochę czasu I przynajmniej za dość stanie się życzeniom Basiliusa: Brenna nie pójdzie na żaden patrol, żadną obławę i w ogóle będzie grzecznie siedziała w szpitalu.
Zamknięta w salce, której numer tak pięknie współgrał z klątwą piątków trzynastego...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.