28.04.2024, 20:42 ✶
Był cały czas uśmiechnięty, ale nawet dziecko domyśliłoby się, że tarcie się z mężczyzną, który im towarzyszył... Nie było mu w smak. Nie chciał się z nim kłócić. Nie chciał widzieć w nim rozczarowania. Robił to wszystko na złość również samemu sobie, jednocześnie nie potrafił przestać. Był toksyczny. Okropnie toksyczny. Ranił wszystkich świadomie i nieświadomie, czasami dawał im obrywać rykoszetem wymierzonych w siebie, autodestrukcyjnych działań. Mogłeś powiedzieć - okej, ale takim właśnie go sobie Alexander wybrał. Wpuścił do swojego życia skończonego gnoja i wmawiał sobie, że to słodki, zagubiony, bezbronny kociak znaleziony w rynsztoku, może nawet chciał go w jakiś sposób naprawić. Owszem, wybrał go sobie takim i okłamywał sam siebie - to był fakt, a nie gdybanie, ale fakty miały to do siebie, że potrafiły się zdezaktualizować. Można się było odkochać. Można było kazać komuś spierdalać nawet kiedy się go kochało...
Zacisnął zęby przypominając sobie słowa Laurenta.
Może kiedyś do niego nie wrócisz...
Tak, jeżeli Alexander nie pozwoli mu wrócić. I tak, miał teraz do kogo iść. Miał gdzie szukać potencjalnego sensu poza Fantasmagorią, ale serce miał wciąż tutaj. Tyle by oddał za to, żeby znów byli ze sobą z bratem blisko. Żeby nie czuć tej potrzeby robienia mu na złość. Oddalali się od siebie, prawda? Bojąc się zjadającej go pustki coraz częściej sięgał po używki. Te regularnie doprowadzały go do ataków histerii, więc znowu nosił do ćwiczeń dłuższe spodnie, żeby nikt nie widział rozcięć na udach. Nikt poza Alexandrem. Ale on przecież pozwolił mu się ciąć. Dał mu tylko konkretne granice, których nie mógł przekroczyć.
Zalała go fala zakłopotania. Przekręcił głowę w bok, trochę jak zaciekawiony piesek, trzymając sznur zwisającego z góry trapezu i coś chyba do niego dotarło.
- Przesadziłem? - Spojrzał na nią z ukosa, przesuwał wzrokiem pomiędzy nią i Alexandrem. Szeptał. On autentycznie pytał ją o radę. Normalnie chodził straszliwie napuszony i zachowywał się jak wariat, ale w tym momencie sprawiał wrażenie dzieciaka wpatrującego się ze strachem w ojca, który właśnie na niego nakrzyczał.
On naprawdę pasował na zarządcę tego bajzlu na kółkach. Wszystkie dzieci musiały się go słuchać. Wszystkie oprócz Flynna.
- Przesadziłem, prawda? - To było wręcz komiczne, bo patrząc w kierunku wyjścia z namiotu aż złapał się za klatkę piersiową. On jednak, w przeciwieństwie do Ala i Caina nigdy nie krył się z byciem pedałem, więc wisiało mu co blondynka sobie o nim pomyśli.
Od tego co miała powiedzieć teraz Nora zależało pewnie to, czy Flynn za nim pójdzie.
Zacisnął zęby przypominając sobie słowa Laurenta.
Może kiedyś do niego nie wrócisz...
Tak, jeżeli Alexander nie pozwoli mu wrócić. I tak, miał teraz do kogo iść. Miał gdzie szukać potencjalnego sensu poza Fantasmagorią, ale serce miał wciąż tutaj. Tyle by oddał za to, żeby znów byli ze sobą z bratem blisko. Żeby nie czuć tej potrzeby robienia mu na złość. Oddalali się od siebie, prawda? Bojąc się zjadającej go pustki coraz częściej sięgał po używki. Te regularnie doprowadzały go do ataków histerii, więc znowu nosił do ćwiczeń dłuższe spodnie, żeby nikt nie widział rozcięć na udach. Nikt poza Alexandrem. Ale on przecież pozwolił mu się ciąć. Dał mu tylko konkretne granice, których nie mógł przekroczyć.
Zalała go fala zakłopotania. Przekręcił głowę w bok, trochę jak zaciekawiony piesek, trzymając sznur zwisającego z góry trapezu i coś chyba do niego dotarło.
- Przesadziłem? - Spojrzał na nią z ukosa, przesuwał wzrokiem pomiędzy nią i Alexandrem. Szeptał. On autentycznie pytał ją o radę. Normalnie chodził straszliwie napuszony i zachowywał się jak wariat, ale w tym momencie sprawiał wrażenie dzieciaka wpatrującego się ze strachem w ojca, który właśnie na niego nakrzyczał.
On naprawdę pasował na zarządcę tego bajzlu na kółkach. Wszystkie dzieci musiały się go słuchać. Wszystkie oprócz Flynna.
- Przesadziłem, prawda? - To było wręcz komiczne, bo patrząc w kierunku wyjścia z namiotu aż złapał się za klatkę piersiową. On jednak, w przeciwieństwie do Ala i Caina nigdy nie krył się z byciem pedałem, więc wisiało mu co blondynka sobie o nim pomyśli.
Od tego co miała powiedzieć teraz Nora zależało pewnie to, czy Flynn za nim pójdzie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.