28.04.2024, 20:59 ✶
Przeniósł spojrzenie na Lestrange'a i tylko skrzywił się w odpowiedzi, nie kwapiąc się zbytnio do odezwania. Wyglądał na sprytnego, więc równie dobrze mógł rozruszać swoje szare komórki i samemu dojść szybko do wniosków, że tego typu sytuacja była raczej nietypowa.
Podążył spojrzeniem w stronę drzew, kiedy Rodolphus znowu się odezwał, lustrując granicę drzew i faktycznie, wyłapując wśród nich osmolone elementy. Zbliżenie się, tylko potwierdziło te obserwacje, a swąd spalenizny nagle wydał mu się o wiele bardziej podejrzany. Kolejne rozejrzenie się dookoła, w poszukiwaniu dalszych wskazówek, poskutkowało wypatrzeniem w trawie charakterystyczny kształt różdżki, po którą szybko schylił się i podniósł.
- Mamy różdżkę - uniósł ją nieco w ich kierunku, nie patrząc jednak na towarzyszących mu mężczyzn, ale gdzieś dalej, wzrokiem wodząc po podłożu i dalej, wzdłuż brzegu, jakby samo podniesienie przedmiotu nagle pozwoliło mu podchwycić więcej szczegółów. Zaraz też z resztą wskazał w stronę charakterystycznych śladów ciągnięcia, które wiły się przy jeziorze. - Doszło do walki i wydaje się, że ktokolwiek to był, przeniósł się w tamtą stronę. Wyrwana trawa, osmalone drzewa. Ślady połamanych gałęzi też prowadzą w tamtą stronę - schował znalezioną różdżkę do kieszeni, mając nadzieję że jej właścicielem nie był auror, który miał ich tu spotkać, albo że nawet jeśli rozbrojony, wciąż był cały. - Idziemy? - zapytał, chociaż nie oczekiwał od nich odpowiedzi, samemu ruszając po śladach i wyciągając swoją własną różdżkę.
W drugiej ręce wciąż trzymał papierosa, ćmiąc go leniwie, kiedy poruszali się do przodu. Myśli jednak na moment odbiegły, bo próbował przypomnieć sobie, czy aurorzy którzy mieli ich tu spotkać byli w stanie porozumiewać się falami i czy w razie czego mógł ich w ten sposób próbować wywołać.
Podążył spojrzeniem w stronę drzew, kiedy Rodolphus znowu się odezwał, lustrując granicę drzew i faktycznie, wyłapując wśród nich osmolone elementy. Zbliżenie się, tylko potwierdziło te obserwacje, a swąd spalenizny nagle wydał mu się o wiele bardziej podejrzany. Kolejne rozejrzenie się dookoła, w poszukiwaniu dalszych wskazówek, poskutkowało wypatrzeniem w trawie charakterystyczny kształt różdżki, po którą szybko schylił się i podniósł.
- Mamy różdżkę - uniósł ją nieco w ich kierunku, nie patrząc jednak na towarzyszących mu mężczyzn, ale gdzieś dalej, wzrokiem wodząc po podłożu i dalej, wzdłuż brzegu, jakby samo podniesienie przedmiotu nagle pozwoliło mu podchwycić więcej szczegółów. Zaraz też z resztą wskazał w stronę charakterystycznych śladów ciągnięcia, które wiły się przy jeziorze. - Doszło do walki i wydaje się, że ktokolwiek to był, przeniósł się w tamtą stronę. Wyrwana trawa, osmalone drzewa. Ślady połamanych gałęzi też prowadzą w tamtą stronę - schował znalezioną różdżkę do kieszeni, mając nadzieję że jej właścicielem nie był auror, który miał ich tu spotkać, albo że nawet jeśli rozbrojony, wciąż był cały. - Idziemy? - zapytał, chociaż nie oczekiwał od nich odpowiedzi, samemu ruszając po śladach i wyciągając swoją własną różdżkę.
W drugiej ręce wciąż trzymał papierosa, ćmiąc go leniwie, kiedy poruszali się do przodu. Myśli jednak na moment odbiegły, bo próbował przypomnieć sobie, czy aurorzy którzy mieli ich tu spotkać byli w stanie porozumiewać się falami i czy w razie czego mógł ich w ten sposób próbować wywołać.